UDOSTĘPNIJ

Bartłomiej Misiewicz narobił wstydu w białostockim klubie. Suto zakrapiana impreza spowodowała, że stał się pośmiewiskiem imprezujących osób. Podjechał limuzyną, chodził z ochroniarzem z (jak mówił) Żandarmerii Wojskowej i ścigał studentki, mimo że ma narzeczoną. O imprezie opowiedzieli „Faktowi” inni studenci. Głośna publikacja jest cytowana przez inne media. 

Antoni Macierewicz wraz  z Misiewiczem otwierali w Białymstoku punkt informacyjny dla kandydatów do służby w Wojskach Obrony Terytorialnej. Misiewicz sprawiał wrażenie nieobecnego, ale przyczyna jest bardzo prosta. Poprzedniej nocy brał udział w imprezie, na której alkohol lał się strumieniami.

Nie ma znaczenia co robi ze swoimi pieniędzmi Misiewicz, ale pracownik MON-u ośmieszał państwo w białostockim klubie WOW podczas imprezy studenckiej. Już na samym starcie zaczął się popisywać i podjechać 300 metrów od hotelu… luksusową limuzyną. Oczywiście asystował mu ochroniarz, którego przedstawiał jako funkcjonariusza Żandarmerii Wojskowej.

Następnie Misiewicz narobił prawdziwego wstydu. Błagał DJ-a by ogłosił ze sceny, że w klubie jest sam Misiewicz. Miał ganiać za studentkami, mimo że ma narzeczoną, ale tłumaczył, że „kocha wszystkie kobiety”. Panie nie chciały jednak z nim się bawić, więc nie dawał za wygraną. Ganiał jedną z dziewczyn i obiecywał po pijaku… pracę w MON.

Wcisnął mi swój numer telefonu – mówi dziewczyna.

 – Osiem czy dziesięć kolejek wszystkim w barze stawiał. Z kieszeni wyciągał setkę za setką, to była straszna wiocha – mówi jeden ze studentów cytowany przez media.

Czy taki człowiek jak Misiewicz może dochować tajemnic Ministerstwa Obrony Narodowej? Warto mieć nadzieję, że obiecywanie pracy to jedynie pijacki wybryk… Sam Misiewicz twierdzi, że nie był pijany, nikomu nie stawiał alkoholu i nie rozmawiał o MON-ie. Tyle, że jego balanga była długo komentowana po jego wyjściu przez innych uczestników imprezy…

Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas

Zobacz również