UDOSTĘPNIJ
źródło: pixabay.com, kremlin.ru

Jedna z ostatnich decyzji Baracka Obamy, która dotyczyła nałożenia na Rosję dodatkowych sankcji, wywołała konsternację na świecie. Na Obamę posypały się gromy, a wielu uznało, że to najgorsza decyzja w ciągu jego całej prezydentury. Jak ujawnia jednak „Washington Post”, sankcje to nie wszystko.

Dziennik ujawnił bowiem, że kara nałożona na Rosję była znacznie bardziej dotkliwa. Już w sierpniu 2016 roku Barack Obama dowiedział się o staraniach Rosji, która postanowiła wpłynąć na wybór kolejnego prezydenta USA. Wtedy zaczęto opracowywać plan blokowania Rosjan. Spośród metod, które miały zadziałać na Kreml, było nałożenie sankcji, które osłabią gospodarkę Rosji, ujawnienie kompromitujących Putina treści, a także zmasowany cyberatak.

Choć skrupulatnie przygotowano się na rosyjski atak, kiedy już do niego doszło, Obama postanowił przeczekać go. Jak stwierdził, Ameryka nie powinna pogarszać sytuacji. Nie sądził, że Kreml może wpłynąć jakkolwiek na wybory prezydenckie. Kiedy jednak okazało się, że udało się wygrać Donaldowi Trumpowi, Obama postanowił działać.

Dopiero po zwycięskim dla Trumpa 8 listopada Obama zgodził się na wdrożenie w systemy rosyjskie cyberbomby. Zgoda udzielona na jej podłożenie została wydana na krótko przed jego odejściem, dlatego też postanowił działać doraźnie i zaatakował sankcjami gospodarczymi.

Według decyzji Obamy w rosyjskiej infrastrukturze został umieszczony wirus. Według „Washington Post” to ukryta część sankcji nałożona na Rosję za manipulowanie przy wyborach w USA. Cyberbomba, która ma zostać odpalona w momencie zaistnienia większych napięć na linii Waszyngton-Kreml, ma czekać tylko na decyzję obecnego prezydenta, Donalda Trumpa. „Washington Post” wątpi jednak, by – jak przekonują – sympatyzujący z Kremlem Trump użył jej w politycznych rozgrywkach.

Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas

Zobacz również