UDOSTĘPNIJ

Nie będzie przesadą stwierdzenie, że wszyscy mieliśmy kiedyś kontakt ze Świadkami Jehowy. Ci ludzie, mimo że na co dzień niewidzialni – są wszędzie, często wychodzą spod ziemi po to by zapukać do naszych drzwi.

Przyznam, że uwielbiam dyskutować z tymi przesadnie miłymi ludźmi bowiem mają w sobie coś co mnie urzeka. Ich niemalże nieskończona cierpliwość i arcymiłe usposobienie w stosunku do dyskutanta skutecznie zachęca innych (a przynajmniej mnie) do słuchania ich zabawnej religijnej paplaniny. Dzięki temu ich usposobieniu można nawet na moment zapomnieć, że za ich religią stoi ogromne przedsiębiorstwo handlu nieruchomościami wybudowanymi rękami wyznawców.

Z wielkim smutkiem jednak jakiś czas temu musiałem zaakceptować ich – czyli miejscowych „Jehowców” – decyzję o całkowitej rezygnacji z prób przekonania mnie do ich wizji świata. Była to konsekwencja mojego niecnego zabiegu jakiemu ich poddałem. Ale od początku.

Moją bezbożną osobę na celownik obrało sobie pewne sympatyczne małżeństwo w wieku lat – plus minus – czterdziestu. Odwiedzali mnie systematycznie raz na dwa tygodnie, najczęściej u mnie przy herbacie czy też kawie (gdy zaprosili mnie pewnego razu do siebie, grzecznie odmówiłem mówiąc, że w „tych” sprawach jestem jednak konserwatystą – nie wiem czy zrozumieli żart). Dyskusje trwały zazwyczaj od godziny do trzech.

Większość dyskusji sprowadzała się do przekonywania mnie, że świat powstał dosłownie 6 tysięcy lat temu, człowiek został ulepiony z gliny a kobieta z jego żebra, ewolucja to kłamstwo zasiane przez Szatana i tego typu śmieszne historie. Z początku sądziłem, że robią sobie ze mnie jaja wiedząc, że jestem ateistą ale po kilku spotkaniach stwierdziłem, że jednak biorą to wszystko na poważnie.

Pewnego razu gdy po raz kolejny zaczęli przekonywać mnie, że Noe rzeczywiście załadował swoją łódkę parami wszystkich gatunków zwierząt i wielki potop jest dziełem Szatana a nie Boga, wpadłem na niecny plan: Podejdę ich podstępem jak na prawdziwego bezbożnika przystało.

Opowiedziałem im historię o „moim znajomym i jego dziecku”:

Ów znajomy wychowywał kilkuletnie dziecko, które jak to kilkuletnie dziecko nie zdawało sobie sprawy z większości rzeczy istniejących na tym świecie. Znajomy twierdził, że bardzo kocha swoje dziecko i bardzo się o nie troszczy więc z tego powodu zamontował w jego pokoju kamerę, tak by mieć go zawsze na oku. Pewnego razu znajomy oddalił się od swojego mieszkania (wciąż jednak mając dostęp do kamery online) zostawiając swoje dziecko w pustym pokoju na środku którego – z niewiadomych powodów – stało wiadro z wrzącą wodą. Oczywiście znajomy ostrzegł dziecko, że jeśli włoży rączki do wiadra to się sparzy i będzie bardzo bolało. Nie wiedzieć czemu znajomy znowu dziwnie postąpił i zostawił otwarte drzwi do mieszkania, mimo świadomości że jego sąsiad strasznie go nienawidził i jest zdolny do wszystkiego by uprzykrzyć mu życie. Prawo Murphy’ego mówi, że jeżeli coś może się wydarzyć – wydarzy się na pewno. Jak można było się zatem spodziewać – zły sąsiad skorzystał z okazji, wszedł do mieszkania znajomego i nakłonił dziecko do włożenia rączki do wiadra z wrzątkiem.

W tym momencie na twarzach przemiłych i zawsze uśmiechniętych współmałżonków chwalących pod niebiosa Jehowę zarysował się niepokój. Gdy spytałem co sądzą o tym co zrobił mój znajomy, zgodnie odpowiedzieli że to co zrobił było wielce nieodpowiedzialne. Powinien też przede wszystkim doprowadzić do ukarania sąsiada a samemu poczuć się do poniesienia jakiejś odpowiedzialności za doprowadzenie do nieszczęścia swojego dziecka przez własną lekkomyślność.

Ich oburzenie wzmogło się tym bardziej gdy dokończyłem opowieść i powiedziałem im, że znajomy co prawda sąsiada ukarał ale ukarał też dziecko wyrzucając je z domu i skazując je na życie na ulicy oraz na głód i cierpienie.

Wyjaśniłem im też, że moja opowieść to nic innego jak analogia do wypędzenia pierwszych ludzi z Raju, i że cieszę się iż oceniają takie postępowanie tak jak ja – negatywnie.

Ich pełne zrezygnowania miny i całkowita pustka w głowie w tym momencie – przyznaję – dała mi swego rodzaju niezdrową satysfakcję sadysty. Niestety już nigdy więcej mnie nie odwiedzili.

Opisana przeze mnie sytuacja może bawić. Pokazuje ona też, że religie szukają ludzi, którzy bardzo łatwo przyjmują „prawdy objawione”, którzy bez zastanowienia przyjmują punkt widzenia inteligentniejszych i bardziej przebiegłych od siebie. Unikają natomiast ludzi, którzy poddają w wątpliwość i kwestionują owe prawdy, którzy kwestionują autorytety i światopoglądy innych rozczłonowując je na elementy pierwsze, poddając je analizie i szukając analogii w świecie realnym.

Unikają ludzi, którzy po prostu nie lubią gdy ktoś wyręcza ich w myśleniu.

Czytaj także "Facet twój wróg, czyli świat według feministek"
Wszystkie artykuły tego autora znajdziesz TUTAJ