UDOSTĘPNIJ
fot. pixabay.com

In Poland, the word „gender” has become a giant catch-all term, conflating anything that diverges from the conservative, patriarchal norm – it is on this threat that the church and its many allies in politics have declared war. According to a church official, „gender ideology” is worse even than communism.”– Guardian, 2014

It also appeals to socially conservative Poles on issues such as gay marriage and “gender” (which in Polish has become synonymous with blurring the differences between men and women).” – Economist, 2015

Gender, w skrócie – cechy, które w obrębie danej kultury przypisuje się konkretnej płci. Pojęcie nienowe, pierwszy raz użyte w latach 50, spopularyzowane koło dwóch dekad później, kiedy to powstałe na drugiej fali feminizmu Woman Studies wydało swą odnogę – te słynne studia genderowe obecne w polskich ośrodkach naukowych od lat 90. Mimo stosunkowo odległej w czasie genezy terminu, o którym mowa, „gender” zawitał w kraju nad Wisłą pod postacią uosabiającą wszystkie grzechy pożądania. Zdaje się że tego gatunku zbrodnie uderzające w etos lubimy najbardziej. Nie bez powodu gender zyskało miano słowa roku 2013. Archiwa szczególnie zaniepokojonych o rozprężenie moralne portali stanowią dowód, że na ten właśnie rok przypada apogeum fascynacji tym znanym od dawna terminem. Trochę przycichło ale intuicja podpowiada, że  powróci. Oskarżany o pedofilię, kopany przez kler, już tylko w wartości nominalnej.

Potrzebowaliśmy naszego genderu, gładko wychodzi z ust, zastępuje zbyt długie wiązanki pod adresem wrogów, których lista równa jest zbiorowi możliwych do zdiagnozowania parafilii, w tym feminizmu i ateizmu. Wmontowaliśmy go w krajobraz naszych polskich lęków stawiając absurdalne tezy i napędzając się wzajemnie w dowodzeniu ich słuszności. Kamieniem węgielnym tej histerii „List pasterski na niedzielę świętej rodziny”. Oto, czego możemy się z niego dowiedzieć.

Tymczasem ideologia gender bez wiedzy społeczeństwa i zgody Polaków od wielu miesięcy wprowadzana jest w różne struktury życia społecznego: edukację, służbę zdrowia, działalność placówek kulturalno-oświatowych i organizacji pozarządowych.

Wirtualna ideologia gender, rzeczywiście, od niedawna wkrada się w różne sfery życia. Wichrzy nawet w środowiskach oświatowych, bierze się za nasze kochane, polskie dzieci, których dobro to przecież kwestia nadrzędna. Znani z szacunku dla cudzej prywatności Polacy, kiedy pada przypuszczenie stosowania przemocy wobec najmłodszych, nie pozostają głusi. Dlatego, profilaktycznie, w samym 2012 roku swoje obawy zgłosiliśmy na policję około 30 tysięcy razy. Oh, wait, to liczba donosów do skarbówki, co mnie obchodzą krzyki Kowalskiej, patologia jakaś, póki spać dają nie ma problemu.

Wśród wymienionych ognisk genderowej choroby, poza edukacją, do której się jeszcze odwołam, widnieją placówki kulturowe i służba zdrowia. Chodzi, zapewne, o pornografię opłacaną z publicznych pieniędzy i tabletki śmierci – ich powiązania z pierwotnym znaczeniem słowa gender można by szukać długo i bezskutecznie. Jak już wspominałam, nasza ideologia gender to konglomerat zjawisk, motywów, rzeczy w jakiś sposób związanych z seksem innym niż ten jeden właściwy – heteroseksualny, sakralizowany, prokreacyjny, skromny.

W kolejnych fragmentach listu pasterskiego pojawiają się konotacje genderu z Marksizmem – klasyk – oraz oskarżenia o degradowanie tradycyjnego modelu rodziny, której kształt, przypomnę, jako taki funkcjonuje od niedawna. Wymienione zostaje pięć płci (LGBT i hetero) i na nic w tym przypadku powoływanie się na definicje tożsamości płciowych WHO jako że parę zdań później dowiadujemy się o promowaniu przez organizację onanizmu wśród dzieci (też naszych biednych, polskich).

Mignąłby mi ten list, poszlibyśmy wierzący i niewierzący, każdy swoją drogą w imię zasady żyj i daj innym żyć. W liście wymienione zostały jednak konwencja antyprzemocowa i projekt „równościowe przedszkole” a duchowni zdają sobie świetnie sprawę ze swojej omnipotencji w sferze kształtowania postaw narodu. W ten sposób wyrósł mit ubierania chłopców w sukienki. ‘”Równościowe przedszkole” to program bogaty w rozwiązania dla ludzi pracujących z dziećmi w wieku przedszkolnym. Jego celem miało być zapełnienie poważnej luki w obszarze wychowania psycho-społecznego, zabezpieczanie przed cedowaniem na najmłodszych stereotypowych wyobrażeń o rolach płciowych, czego wychowawcy często dokonują nieświadomie. Oto fragment:

(…) w 2004 roku, w ramach rządowego programu na rzecz równości płci, pojawiła się w Järfälla badaczka specjalizująca się w problemach dotyczących gender (płci społecznej). Przez kilka miesięcy rejestrowała kamerą zajęcia, obserwowała poranne przybycie dzieci, towarzyszyła im w południowym posiłku.

Na nakręconym w 2004 roku filmie widzimy trzy-, czteroletnie dziewczynki podające grzecznie szklanki z mlekiem i talerze z ziemniakami swoim niecierpliwym kolegom. Ten podział ról narzucili niechcący wychowawcy. – Nie uświadamialiśmy sobie – uśmiecha się Barbro Hagström, jedna z wychowawczyń – że tylko dziewczynki prosiliśmy, by pomagały nosić i podawać dania. Nigdy nie zwracaliśmy się z tym do chłopców.”

Projekt o bardzo szlachetnym celu proponował między innymi spotkania z osobami odgrywającymi niestereotypowe role społeczne. Gdyby tylko lata temu moi rówieśnicy mogli odbyć spotkanie z kobietą lotnikiem albo mężczyzną przedszkolankiem (nie wiem czy istnieje zmaskulinizowana forma słowa przedszkolanka), to może spotkałabym się z mniejszym ostracyzmem jako dziecko. Nie mówiąc już o bawiących się lalkami chłopcach, których wykpiwanie mogło prowadzić w przyszłości tylko do permanentnego kompleksu męskości.

To słynne ubieranie w sukienki wzięło się z innego zaproponowanego w programie scenariusza zajęć:

PRZEBIEG ZAJĘĆ

1. Trzy lub cztery osoby opuszczają z nauczycielką pomieszczenie. Zanim powrócą, mają podjąć decyzję czy wracają jako chłopcy czy dziewczęta. Pozostałe dzieci mają, po ich zachowaniu, ruchach odgadnąć ich płeć.

2. Porozmawiaj z dziećmi na temat tego:

· Skąd wiedziały, kto jest dziewczynką a kto chłopcem, po czym to poznały?

· Jak dziewczynki, a jak chłopcy podkreślają/ wyrażają swoją płeć? (na przykład poprzez ubranie, fryzurę, biżuterię, kolory)?

· Czy wiedzą, jak mogły ubierać się kobiety dawniej? Co było dopuszczalne w ubiorze kobiet, a co mężczyzn.

· Czyj strój bardziej się zmienił? Czy wiedzą dlaczego?”

Nie brzmi aż tak opresywnie, prawda? Niestety propozycja przelała czarę goryczy, może gdyby nie ona, program dostałby pozytywną opinię PAN i rozpoczęto by jego częściowe wdrażanie. A może gdzie indziej odnaleźlibyśmy zagrożenie i pomysł od początku skazany był na porażkę. Druga opcja zdaje się bardziej prawdopodobna. Wroga znajdziemy wszędzie.

Jeżeli chodzi z kolei o konwencję antyprzemocową pod jej adresem padł stały pakiet oskarżeń: promowanie homoseksualizmu, aborcji na żądanie, niszczenie tradycji chrześcijańskich i nowość – łamanie konstytucji. Trudno w konwencji znaleźć zdanie, które mogło tak rozpalić wyobraźnię jego oponentów. Najprawdopodobniej chodzi o zalecenie w sprawie równościowej edukacji, która, jak pokazuje doświadczenie, stanowi fundament w walce z przyzwoleniem na przemoc wobec kobiet.

Boli mnie, że władzę ustawodawczą i wykonawczą mają osoby, dla których walka o równouprawnienie nie stanowi oczywistej wartości. Zdaje się być kompletnym absurdem potrzeba rozmawiania o tym w taki sposób, tłumaczenia dlaczego dbanie o te kwestie jest korzystne dla całego społeczeństwa, że walka z przemocą domową nie ma nic wspólnego z marksizmem, promowaniem homoseksualizmu i masturbacji. Cóż, czuję się jednak w obowiązku aby to robić.

Przypomnę, że

90% osób doświadczających przemocy domowej to kobiety, zaś około 95% sprawców to mężczyźni

W 91% przypadków gwałtu kobieta znała wcześniej sprawcę, był to ktoś z jej bliskiego otoczenia.

Tylko 16% gwałtów jest w ogóle zgłaszanych

Podobnie większość młodych samobójców zgłasza plany odebrania sobie życia komuś dorosłemu zanim dochodzi do tragedii. A mowa tylko o sytuacjach ekstremalnych. Nie da się policzyć sumy cierpienia wywołanego niedopasowaniem się do wypielęgnowanych wzorców płci kulturowej.

Edukacja seksualna, społeczna prowadzona od najmłodszych lat chroni przed dostosowywaniem się do społecznych imperatywów, stawianiem barier, napiętnowaniem tych, którzy nie spełniają oczekiwań. Wbrew pozorom opóźnia wiek inicjacji seksualnej i zmniejsza odsetek wczesnych/niechcianych ciąż których reperkusji społecznych chyba nie muszę nikomu tłumaczyć. Ważne jest też rozróżnianie dobrego i złego dotyku, „kablowania” ze zgłaszaniem przez dziecko sytuacji kiedy ktoś robi mu krzywdę. Jednak kiedy w zdaniu blisko siebie figurują słowa „seks” i „dzieci” niektórzy dostają szału, bo jak już mówiłam, depczcie flagę i plujcie na godło ale od naszych biednych, polskich dzieci wara.

Ciekawe jakie emocje wzbudza akurat wizja ubierania małego chłopca w sukienkę. Przecież płeć jest czymś niezbywalnym a transseksualiści są tylko podążającymi za zachodnimi trendami dewiantami. Jak więc takie przebieranki mogłyby zachwiać coś tak głęboko zakorzenionego w ludzkiej psychice jak tożsamość płciowa? A przecież wymienione konwencja i projekt nie ogniskują swoich postulatów tylko wokół zwalczania stereotypów związanych z jedną płcią. W szerszym kontekście chłopiec uczony bycia stroną dominującą, pozbawioną emocji jako mężczyzna przegra walkę o prawa do opieki nad dzieckiem lub skrzywdzi je swoim autorytaryzmem.

Z perspektywy czysto pragmatycznej dbanie o równouprawnienie ma pozytywny oddźwięk w ekonomii. Już we wczesnych latach 80 poziom dzietności kobiet okazał się być pozytywnie skorelowany z ich stopniem zatrudnienia. Zacietrzewieni w lęku o kształt „tradycyjnej” rodziny w polityce społecznej skupiamy się na przedłużaniu urlopów macierzyńskich i rozdawaniu darmowych pieniędzy. Dbamy o to aby kobieta została w domu jak najdłużej (często już z niego nie wychodzi), droższe to niż budowanie przedszkoli przy zakładach pracy czy urlopy tacierzyńskie ale cel jest szczytny.

Martwię się bo minęło paręnaście lat od kiedy przedszkolanki a później nauczycielki instruowały mnie dlaczego, kiedy z chłopcami okładamy się pięściami w grupie albo dokuczamy innym to akurat moje zachowanie zasługuje na szczególną pogardę. Zmiany nie widać. Żyję w kraju, gdzie,kiedy wg statystyk rocznie przemocy domowej doświadcza koło miliona kobiet (przypomnę, że w przypadku samych gwałtów odsetek zgłoszeń to około 16%), toczy się boje o konwencję antyprzemocową. Mamy jeden z najwyższych odsetek nastoletnich ciąż w europie a na WDŻ młodym dziewczynom zaleca się stosowanie kalendarzyka małżeńskiego. W jednym jednak przodujemy. Nikły odsetek polskich dziewczynek dokonuje aborcji. Fakt, wiele z tych dzieci rodzi się z gamą upośledzeń wywołanych nieudaną próbą usunięcia ciąży lub zaniechaniem zmiany trybu życia. Nie ważne, każde dziecko to skarb.

I chciałabym jeszcze dodać, jak to powiedział Tadeusz Pieronek, że „ideologia gender to zagrożenie gorsze od nazizmu i komunizmu razem wziętych”

Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas

Zobacz również