UDOSTĘPNIJ

Czy płcie są równe? Czy kiedyś były lub będą? Nie wydaje się, co postaram się udowodnić. Zachęcił mnie do tego felieton redakcyjnego kolegi Kamila Ciszek-Skwierczyńskiego. Felieton, a raczej krótki, antyklerykalny bełkot powielany z feministycznych publikacji i stronach na portalu Facebook. Trudno wszak ukazywać wartościowość ideologii gender bez ataku na Kościół. Polemikę samą rozszerzę, bo rozbija się ona stricte o pierwszy akapit – o Kościele właśnie.

Gender a Kościół

Jako, że kolega Kamil wyjaśnianie tego, czym jest gender, opiera głównie na ataku na Kościół, od tej kwestii zacznę. Od pewnego czasu Kościół zabiera (krytyczny) głos w sprawie gender. Pojawiają się głosy potępiające sam fakt tego, że duchowni wypowiadają się na ten temat, a to co mówią, jest potępiane w dalszej kolejności. Dokonuje się zatem zwyczajny zamach na wolność słowa. Osoby, które mówią „niech się księża zajmą tym, na czym się znają” – broniące jakże aktywnie równouprawnienia, sprzeciwiające się dyskryminacji – w moich oczach zachowują się jak prymitywni mężczyźni, którzy podczas dyskusji z kobietą w razie braku argumentów, mówią: „dobra, idź do kuchni, jesteś kobietą, na tym się znasz i nie opowiadaj głupot”. Paradoks, prawda?

Antyklerykałowie mówią też, że Kościół wywiera nacisk na polityków, by głosowali za „katolickim” prawem. Zastanówmy się – ewentualną presję mogą wywrzeć na politykach, którzy deklarują się jako chrześcijanie, katolicy. Często używają oni tego sloganu przy wyborach. Dlatego są wybierani. Głosować może każdy. Frekwencja jest jaka jest. W demokracji decyduje większość. Jeśli ateiści chcą – niech tłumnie pójdą do urn. W czym problem?

Oprócz zwyczajnej wolności słowa, Kościół zabiera głos w tej sprawie z tego powodu, że ideologia ta godzi w fundamenty chrześcijaństwa. Według katolików Bóg stworzył mężczyznę i kobietę, przyznając im odpowiednie – wedle płci, czyli predyspozycji – obowiązki, zadania. Taka jest rola Kościoła – przypominanie wiernym o tym, co jest zgodne z jego nauką, a co zgodne nie jest. To dlatego Kościół wypowiada się na temat homoseksualistów, in vitro, aborcji i gender. To jego misja, zadanie. Wspomniałem o wiernych – to do nich Kościół się zwraca, a cała lewacka swołocz do niego nie należy. W czym więc problem? To wewnętrzna sprawa Kościoła, na jakie tematy się wypowiada. Nie jest to jednak na rękę ideologom genderyzmu, więc – wraz z kolegą Kamilem – uderzają w Kościół w najbardziej prymitywny sposób.

Sposób odpowiadający ich niewymagającym odbiorcom, zresztą. Mam na myśli pedofilię. Jak kolega Kamil pisze, „>>gender<< służy Kościołowi jako świetny temat zastępczy. Jest wróg, jest coś nieznanego, niezrozumiałego i pozornie strasznego. Jednak po co Kościołowi i jej świeckim rzecznikom ? prawicowym politykom ? ten temat zastępczy? Odpowiedź na to pytanie jest wręcz banalna ? aby przykryć największy problem Kościoła od lat ? problem pedofilii w jej strukturach i jej ciągłego tuszowania i usprawiedliwiania. To gender, a nie pedofilia rozpala złość duchownych.”. Swoją drogą to zadziwiające, że lewackie środowiska (LGBT, do których kolega Kamil należy, feministki, antyfaszyści) najgłośniej krzyczące o wykluczaniu, stygmatyzowaniu, generalizowaniu, poniżaniu, same otwarcie wciąż takimi metodami wojują (czyt. ksiądz-pedofil, kibic-kibol, patriota-faszysta, katolik-fanatyk). Kolegi Kamila raczej to nie przekona, lecz dla pozostałych Czytelników w paru zdaniach na temat pedofilii w Kościele w skrócie napiszę. Zacznę może od liczb. W odpowiedzi na pismo Marszałka Senatu, Bogdana Borusewicza, z dnia 31 października 2013 roku, Ministerstwo Sprawiedliwości przekazało informacje na temat pedofilów osadzonych w jednostkach penitencjarnych. Co te liczby mówią?

Według posiadanych danych na dzień 18 listopada 2013 r., w jednostkach penitencjarnych, karę pozbawienia wolności za wyżej wymienione przestępstwa o charakterze pedofilskim odbywało 1468 skazanych (?). (?) Z posiadanych danych wynika, że na wskazaną wyżej liczbę osadzonych, blisko 900 osób nie posiadało wyuczonego zawodu, około 70 osób wykonywało zawód murarza, 40 pracowników dorywczych, około 30 ślusarza, około 30 rolnika, 25 mechanika samochodowego. (?) Spośród nich zawód np. inżyniera, lekarza, nauczyciela, pedagoga, duchownego wyznania rzymskokatolickiego, wychowawców w placówkach oświatowych, wychowawczych i opiekuńczych, wykonywały pojedyncze osoby.

Jedni mówią, że z powodu celibatu księża wyładowują się na chłopcach. Myślę, że w ten sposób wypowiadają się ci, z których brak seksu uczyniłby pedofilami. Po jakim czasie staliby się amatorami małych dzieci? Po pół roku? Roku, trzech latach? Obrzydliwe. To nie celibat czyni pedofilem. Dlaczego mowa jest zawsze o molestowanych, gwałconych ministrantach? Bo problem pedofilii w Kościele, to problem obecności w nim homoseksualistów. Jednym z powodów, dla którego Kościół konsekwentnie odmawia kapłaństwa gejom, jest właśnie ich skłonność do pedofilii. To ten fakt działacze LGBT chcą przysłonić, zakrzyczeć, atakując najłatwiejszy cel (a o tym wiedzieli już bolszewicy), czyli Kościół. Czy „problem pedofilii w Kościele” to medialna nagonka? Zastanówmy się…

Bez tytułu

Kolega Kamil wspomniał też o liście pasterskim biskupów skierowanych do wiernych w Niedzielę Świętej Rodziny. W swej niezwykle merytorycznej wypowiedzi pisze, że jest „zażenowany treścią listu” oraz jego „poziomem intelektualnym”, a „wszystko (należy się chyba domyślić, że mowa o całości treści listu) należy uznać jako kompletny wybuch nonsensu napędzanego brakiem wiedzy faktycznych założeń płci kulturowej”. Bo? Ponieważ? Przykład? Fragment listu? Kolego Kamilu, jestem… rozczarowany poziomem i treścią argumentacji (pomijając już zdaniowe konstrukcje typu „brakiem wiedzy faktycznych założeń”).

Gender a (nie)równość płci

Przechodząc do gwoździa felietonu, kłującej w oczy nierówności, wyklaruję – płcie nie są równe, lecz są Równowartościowe. Kobiety i mężczyźni się różnią. Różnią się budową ciała. Różnimy się także mózgami. Różnimy się sposobem myślenia. Różnimy się potrzebami. Różnimy się ambicjami. Różnimy się bardzo wieloma aspektami dotyczącymi człowieka, życia. Lecz gdzie tu miejsce na słowo „gorsze”, „lepsi”? Moim zdaniem go nie ma. Zwroty „gorsze kobiety”, „lepsi mężczyźni” są używane, zaszczepiane przez genderowców. Dlaczego? Bo to genderowcy i feministki dyskryminują kobiety. W jaki sposób? Moim zdaniem, kobieta która nie pracuje zawodowo a zajmuje się wychowywaniem dzieci i utrzymywaniem domu w porządku, jest Panią Domu wykonującą kawał naprawdę ciężkiej roboty. Jak jednak widzą to feministki i genderowcy? Ona jest „kurą domową”, która „siedzi w domu”. Kurą domową, która „dała się sprowadzić do roli” robota kuchennego i sprzątaczki. Cóż to za pogarda wyrażana w kierunku milionów kobiet w Polsce! Pogarda wymierzona w wiele dziewczyn i kobiet z mojego własnego, prywatnego otoczenia. One właśnie chcą być „kurą domową”. Chcą mieć dzieci i je wychowywać. Chcą siedzieć w kuchni. Chcą piec ciasta. Chcą gotować dla swojego męża. I co, czy one są gorsze? Jasne, że nie!

Wracając do „nierówności”. W pewnych dziedzinach kobiety są słabe. Lecz w innych niezastąpione! W pewnych dziedzinach mężczyźni są do bani. W innych natomiast nie mają sobie równych. Różnorodność – to jest piękne. Paradoksalnie różnorodność głoszę ja, przeciwnik ruchów LGBT i wszelkiego lewactwa, co genderowcy chcą zastąpić betonową, komunistyczną, jednakowością. To feministki i genderowcy wciąż wmawiają kobietom, że muszą dorównywać mężczyźnie, potrafić wykonywać męskie zawody, mieć męskie umiejętności. Co za bzdura! Kobiety w niczym nie muszą mężczyznom dorównywać. To zupełnie inne kategorie, jakby ferrari miało konkurować z samochodem terenowym, wielbłąd z tygrysem. Nie tędy droga.

Ideologia gender jest forsowana także w armii Stanów Zjednoczonych. Z wewnętrznego raportu Korpusu Piechoty Morskiej armii USA wynika, że tylko 3 na 15 rekrutek kończy testy sprawnościowe. Jedynie 55 proc. rekrutek i żołnierek potrafi podciągnąć się na drążku „aż” 3 razy, podczas gdy dla mężczyzn to jest dolna granica. Od 1 stycznia tego roku miały wejść przepisy ustanawiające równe limity sprawnościowe dla kobiet i mężczyzn (z czego genderowcy powinni być chyba zadowoleni?), jednak pomysł ponownie odłożono, bo armia straciłaby zbyt wiele kobiet. Wymagania więc są obniżane, w imię równości płci, by otrzymać parytet w postaci większej ilości kobiet w armii. Od 2016 r. kobiety w Marines mają brać udział w walkach na pierwszym froncie. Czy o to w tym wszystkim chodzi, by mężczyźni na froncie zamiast walczyć, ochraniali kobiety w swoich szeregach? Dokąd to zmierza? Miejsce kobiety nie jest na froncie. Są wyjątki. Są takie kobiety, które na froncie poradziłyby sobie lepiej, niż niejeden mężczyzna. Na tym też za różnorodność polega. Ale to są wyjątki, nie reguła.

Gender a historia

PhotoLibrary-GetMotivated_image1_highres-599x275
marines.com

Patrząc na role płci z perspektywy historii, nie przez przypadek role były takie, a nie inne. Mężczyźni pierwotni byli (i nadal są) eksploratorami – dokonywali odkryć, sprawdzali co się kryje za następnym wzniesieniem. A kobiety chodziły za nimi z dziećmi, zrywając po drodze jagody. Czy nie widzimy podobnych obrazków i dzisiaj, gdy mężczyźni idą do centrum handlowego z jasno wytyczonym celem, podczas gdy kobiety mogłyby tam spędzić godziny, przebierając w różnych drobiazgach? To oni nosili dzidy i topory, to oni polowali i przynosili zwierzynę. To oni bronili jaskinię, zagrody, miasta, państwa przed najeźdźcami. Kobiety w tym czasie wykonywały równie ważne zadanie – chowały, wychowywały dzieci, następne pokolenia. Czy to jest gorsza rola? Tylko ignorant mógłby tak stwierdzić. A to wpajają genderowcy. Argumentu o największych odkryciach, które dokonane były przez mężczyzn, też nie uważam za uwłaczający kobietom. Najwięksi wynalazcy nie mogliby prowadzić swoich badań, gdyby nie mieli kobiet. Feministki co prawda używają wciąż argumentu o Marii Curie-Skłodowskiej, która… kontynuowała badania swojego męża (nie umniejszając jej zasług).

6597e2014556e6706199011a8367a0a0Kobiety, jako płeć piękna i delikatna, przez wieki były inspiracją dla poetów, malarzy, architektów, władców. Najdonioślejsze dzieła literackie, poetyckie, malarskie, najpiękniejsze budowle i dziedziny sportu swe istnienie zawdzięczają męskiej rywalizacji o względy ukochanej. Czy to jest gorsza rola? Może stąd ten ból tak wielu feministek, które z kobiecością zbyt wiele wspólnego nie mają… (I nie mam tu na myśli wyglądu, rzecz jasna)

Paradoks gender

Rzekomo gender to danie wyboru ludziom tego, co chcą w życiu robić. Skoro założyć jednak, że kobiety w domu to wynik „kultury płci” i presji społeczeństwa, odbiera się kobietom prawo do chęci prowadzenia takiego życia. Jeśli chłopiec zechce bawić się samochodzikiem, to oznacza, że on tak naprawdę nie chce się nim bawić, jemu tylko tak się wydaje – to przez stereotypy, które widzi wokół. Jeśli dziewczynka chce się bawić lalką i wozić ją w wózku, to oznacza, że ona tak naprawdę nie chce tego robić, jej tylko tak się wydaje – to przez stereotypy, które widzi wokół. Tylko o chłopcach urządzających piknik dla pluszowych misiów i dziewczynkach strzelających do siebie z patyków imitujących karabiny można by powiedzieć, że robią to, bo chcą – bo same wybrały swoją „kulturową płeć”. Jeśli natomiast dziewczynek bawiących się samochodzikami będzie więcej… to wtedy one stworzą kulturową płeć i znowu trzeba będzie prostować w drugą stronę. To wszystko nie trzyma się kupy.

Jak rozróżnić kobietę siedzącą w domu, bo „taka płeć kulturowa była jej wpojona” od takiej, która sama świadomie dokonała tego wyboru nie bacząc na stereotypy, które w dzieciństwie jej wpojono? To niedorzeczne, to niewykonalne. Aby mieć pewność, że dziecko wybrało swoją tożsamość, „kulturową płeć”, rolę społeczną, cele w życiu samo – bez presji otoczenia – należałoby je wychowywać od małego w laboratoryjnej klatce, dozując po połowie typowo damskie i typowo męskie przedmioty, zachowania.

Gender a… a o co chodzi?

Kolega Kamil swoją wypowiedź kończy odkrywczym, a jakże, wnioskiem: „Mężczyzna może gotować, może sprzątać, może wychowywać dzieci. Kobieta może być natomiast >>głową domu<<, może zarządzać budżetem domowym, może pracować i realizować się zawodowo”. Czy, by głosić takie oczywistości, trzeba budować wielkie ideologie? Ja o tym wiedziałem od dawna – zanim dowiedziałem się o gender. Jestem pewien, że Ty, Droga Czytelniczko, Drogi Czytelniku, także. O co może więc w tej całej machinie chodzić? I tu odpowiem koledze Kamilowi na pytanie zawarte w temacie jego felietonu: jeśli nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Jakie pieniądze? – można zapytać. Pieniądze z Unii Europejskiej, pieniądze z kancelarii premiera i prezydenta, budżetu wojewódzkiego gminnego na prowadzenie szkoleń, produkcję filmów edukacyjnych, spotów reklamowych, ulotek i innych przedsięwzięć, za które konkretne firmy, konkretne osoby kasują pieniądze. Hajs musi się zgadzać. Tak samo, jak artystce będącej autorką tęczowego badziewia, to znaczy Małgorzatę Popis (członkini warszawskiej PO), na placu Zbawiciela w Warszawie, którą zdaje się firma JMS Maciej Skrobski zatrudnia do odbudowy tęczy… Wielkie sprawy (aborcja), wielkie ideologie (gender) to po prostu wielkie pieniądze, za którymi stoją biznesmeni pociągający sznurkami sterując naiwnymi działaczami u podstaw.

Jakie z tego wnioski?

Rolą mężczyzny jest zapewnić bezpieczeństwo swojej kobiecie i potomstwu, zapewnić utrzymanie. Szanować swoją kobietę tak, by czuła się najważniejszą kobietą na świecie, córkę tak, by wyrosła na wartościową i znającą swoją wartość kobietę, a syna męską ręką wychowywać tak, by wyrósł na mężczyznę. To jest męskie.

Rolą kobiety jest urodzić dziecko (co jest ciężką robotą), opiekować się dzieckiem podczas gdy mężczyzna zarabia na utrzymanie, utrzymywać domostwo w ładzie i dbać o ognisko domowe. Pocałować i pogłaskać zadrapanie, które dziecku wydaje się być śmiertelną raną. Utulić do snu i zaśpiewać kołysankę dziecku. To jest kobiece.

 Jeśli mężczyzna chce zajmować się domem, a kobieta chce pracować – droga wolna! Nikt nie powinien temu nikomu zabraniać, ale tym bardziej nikt nie powinien wywierać na to presji. Tę presję wywierają feministki, wmawiając kobietom zajmującym się domem, że są bezwartościowe. Nie – to wywody feministek są bezwartościowe a same nie są prawdziwymi kobietami. Nie mają ani instynktu macierzyńskiego ani krzty kobiecości ani innych przymiotów, które ja – i większość społeczeństwa – uznaję za „kobiece”.

Płcie nigdy nie będą równe, zawsze natomiast były są i będą równowartościowe. Marksistowska natomiast ideologia gender zniknie tak szybko, jak się pojawiła. Czy polskie feministki czasem nie przegapiły wieści z Norwegii? Rząd tego najbardziej ucywilizowanego kraju na świecie wycofuje się z promowania gender. A o tym film w poniższym linku, który gorąco polecam:
https://www.youtube.com/watch?v=5oGL7njQwrg&feature=player_embedded

Dziękuję,
Kacper Krojna.

 

P.S.
Przed paroma dniami montowałem łóżko mojej współlokatorce. Gdy przyszła pod koniec mojej pracy, stwierdziła: „I na cholerę ja miałabym się siłować z tym, ranić palce o jakieś śruby, uderzać młotkiem, skoro Ty jesteś facetem i możesz to zrobić a ja w tym czasie mogę sobie posiedzieć w kuchni i ugotować zupę? O co chodzi tym feministkom? Niech one same takie łóżko zmontują”. I czy ktoś z Was nazwałby ją „kurą domową”, „kobietą nieznającą swojej wartości”? Ja na pewno nie.

Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas
UDOSTĘPNIJ
Poprzedni artykułWOŚP to nie tylko szpitale. Jak PiSwica i frustraci szkodzą społeczeństwu?
Następny artykułPlatformy odwrót od liberalizmu
Kacper K.
Korpopionek, Student WPiA UG, publicysta. Krytyk islamu, przeciwnik relatywizmu, wróg lewactwa.

Zobacz również