UDOSTĘPNIJ

Rosja po raz kolejny zaskoczyła Zachód, a także tych, którzy nie śledzą rozwoju sytuacji na Bliskim Wschodzie. 30 września, czyli tuż po spotkaniu Obama-Putin w trakcie sesji Zgromadzenia Ogólnego ONZ w Nowym Jorku, lotnictwo rosyjskie rozpoczęło naloty na cele w Syrii. Według zapowiedzi Kremla pomoc dla Bashara al-Assada wyklucza użycie sił lądowych, ale w przypadku niekorzystnego rozwoju sytuacji, można się liczyć z także takim scenariuszem. Warto prześledzić co spowodowało, iż Rosja zaangażowana we wsparcie rebeliantów w Donbasie otworzyła niejako drugi front.

Jednym z najważniejszych powodów, który o dziwo nie pojawia się w podobnych analizach, jest konflikt ekonomicznych interesów Arabii Saudyjskiej czy szerzej krajów Zatoki Perskiej, Turcji oraz Rosji i Iranu. Chodzi oczywiście o surowce energetyczne, czyli gaz i ropę naftową. Ich wydobycie i eksport stanowią podstawę gospodarek Rosji, Iranu oraz krajów Zatoki Perskiej. Na przeciwległym biegunie znajduje się Turcja. Jest największą gospodarką w regionie, a szybki rozwój zwiększa stale zapotrzebowanie na surowce energetyczne. Turcja nie posiada wystarczających złóż tych surowców, jest więc zmuszona do importu ropy i gazu. W obecnej chwili jej największymi dostawcami są Rosja i Iran. Oba te kraje dostarczają Turcji gaz za pomocą gazociągów. Jest to o tyle istotne, że jest to najtańszy sposób przesyłu. Mało tego zarówno Rosja jak i Iran zaproponowały Turcji kolejne projekty które zwiększyłyby uzależnienie Ankary od tych źródeł, a dodatkowo wykorzystały jej terytorium do przesyłu gazu do Europy. Chodzi o projekt gazociągu Turkish Stream łączącego Rosję z Turcją i Persian Pipeline mającego łączyć Iran z Turcją. Turcy są niechętni tym rozwiązaniom ze względu na obietnice dostaw taniego paliwa z Kataru i Arabii Saudyjskiej. Kraje Zatoki chcą też ograniczyć ryzyko związane z dominującym w chwili obecnej transportem morskim, który może być łatwo zakłócony przez Iran poprzez blokadę Zatoki Perskiej. Problemem jest jednak położenie tych krajów – zarówno Syria oraz Irak sprzeciwiają się budowie gazociągów czy ropociągów biegnących przez ich terytoria. Jednym z powodów są różnice religijne. W odróżnieniu od sunnickich krajów Zatoki i sunnickiej Turcji, Irak rządzony jest przez szyitów. Podobnie wygląda sytuacja w Syrii, która jest rządzona jest przez Alawitów wspieranych przez szyicki Iran. Główne powody są jednak polityczne, a Rosja i Iran mają w postaci Assada, którego wspierają finansowo i militarnie, gwaranta ochrony ich interesów.

Gdy wybuchła Arabska Wiosna i rozpoczęły się niepokoje w Syrii, kraje Zatoki i Turcja wsparły rebeliantów licząc na upadek Assada. Arabia Saudyjska i Katar są powiązani z siłami tzw. umiarkowanych rebeliantów składających się z wielu ugrupowań, które później stworzyły wspólny front znany jako Free Syrian Army, organizując im szkolenie i dostawy broni (między innymi amerykańskich przeciwpancernych zestawów TOW). Turcja wsparła Państwo Islamskie zapewniając swobodny dostęp zagranicznych ochotników przez swoje granice a także dostarczając broń i dane wywiadowcze. Wsparcie było na tyle skuteczne że latem bieżącego roku siły lojalistów osłabły na tyle, że Assadowi zagroziła całkowita porażka. Wymogło to szybkie decyzje w Teheranie i Moskwie. W tym miejscu warto przypomnieć, że Rosja już raz uratowała Assada przed interwencją w roku 2013, ale wówczas wystarczył dyplomatyczny trik Ławrowa (zgoda Syrii na rezygnację z broni chemicznej). Od momentu wybuchu rewolty Rosja wspierała też Assada wysyłając broń i instruktorów wojskowych. Tym razem konieczne było bezpośrednie użycie siły. Tym co niewątpliwie zaskoczyło Zachód, podobnie zresztą jak w przypadku operacji aneksji Krymu, była sprawność z jaką dokonano przerzutu wojsk do Syrii. Część sił przybyła drogą morską do bazy w Tartusie. Utworzono most powietrzny poprzez Iran i Irak omijając Bułgarię która nie zgodziła się na udostępnienie swojej przestrzeni powietrznej na prośbę USA. Większość sił lotniczych (Su-24 i Su-30) przerzucono bezpośrednio drogą powietrzną co, biorąc pod uwagę dystans, wymagało operacji tankowania w locie. Samoloty przelatywały w małych zespołach wraz z samolotami cysternami co nie wzbudziło podejrzeń. Dopiero zdjęcia satelitarne z września wykazały, iż na lotnisku w Latakii stacjonują znaczne siły lotnictwa Rosji. W operacji bierze też udział krążownik rakietowy Moskwa który zapewnia ochronę przeciwlotniczą na kontrolowanych przez Assada terenach. Kilkadziesiąt rakiet S-300 na jego pokładzie może wyłączyć możliwość wykorzystania lotnictwa przez państwa Zachodu w przypadku eskalacji konfliktu. Uwadze obserwatorów nie uszedł także atak dokonany za pomocą pocisków manewrujących odpalonych z okrętów. Do jego przeprowadzenia wykorzystano nie te okręty, które znajdują się obecnie na Morzu Śródziemnym, lecz te operujące z Morza Kaspijskiego. Zaskoczeniem była zwłaszcza wielkość okrętów które wykorzystano do ataku – nie sądzono, że jednostki o tak małej wyporności mogą dysponować taką siłą ataku. Ten pokaz siły udowodnił, że kraje Zatoki Perskiej muszą liczyć się z ewentualną odpowiedzią na wypadek ataków na siły Rosji w Syrii. Warto też wspomnieć, że Rosja z dużym prawdopodobieństwem prowadzi w Syrii działania wywiadu elektronicznego korzystając z obecności samolotów NATO w syryjskiej przestrzeni powietrznej. Jako test systemów obrony przeciwlotniczej i procedur można traktować także naruszenie tureckiej przestrzeni powietrznej przez rosyjskie samoloty.

Jest rzeczą oczywistą, że głównym celem Rosji nie jest bynajmniej Państwo Islamskie. Skupiono się na tych, którzy najbardziej zagrażają Assadowi, czyli rebeliantom wspieranym przez kraje arabskie i Zachód. W pewnym sensie rację ma Barack Obama twierdząc, iż interwencja Rosji w Syrii jest oznaką słabości. Faktem jest, że została ona wymuszona fatalną sytuacją, w jakiej znalazły się siły rządowe. W przypadku porażki Assada Rosja straci nie tylko dostęp do rynku tureckiego i możliwość tranzytu gazu. Otworzy się możliwość połączenia gazociągami Europy z krajami Zatoki. Dla Rosji jest to kwestia niezwykle istotna, jeśli nie kluczowa. Rosja gra więc va banque podbijając stawkę w przypadku negocjacji. A te toczą się praktycznie nieustannie od miesięcy. We wtorek nieoczekiwaną wizytę w Moskwie złożył Bashar Al- Assad. W środę Prezydent Putin odbył rozmowy telefoniczne z Prezydentem Erdoganem i królem Salmanem. W piątek w Wiedniu odbyło się spotkanie z udziałem Rosji, Turcji, Arabii Saudyjskiej, a także USA. Porozumienia wprawdzie nie osiągnięto ale na ten tydzień planowane są kolejne rozmowy być może także z udziałem Iranu. Być może przygotowane jest już rozwiązanie dyplomatyczne, w wyniku którego Bashar Al-Assad ustąpi ze stanowiska, ale Rosja i Iran zachowają wpływy w Syrii. Kontynuując dyplomatyczną ofensywę Rosja zaproponowała także wsparcie lotnicze dla sił Free Syrian Army w przypadku walk z ISIS. Ogłoszono też porozumienie z Jordanią będącą członkiem koalicji anty ISIS w sprawie koordynacji działań lotniczych. Wsparcie dla działań „antyterrorystycznych” ogłosił też Egipt.

Wojna trwa już długo, a wejście Rosji do gry nie przybliża jej końca. Arabia Saudyjska jest już zmęczona grą na niskie ceny ropy naftowe, tym bardziej, że prowadzi interwencję w Jemenie, a sama targana jest wewnętrznymi sporami co ujawnił niedawno list jednego z członków rodziny królewskiej ujawniony przez brytyjską prasę. Być może ostatnie zbliżenie między Rosją a OPEC sugeruje, iż doszło do porozumienia w sprawie redukcji wydobycia ropy naftowej. Arabia Saudyjska praktycznie osiągnęła swój cel. Boom łupkowy w USA mimo nadal wysokiego wydobycia będzie wygasał ze względu na ograniczenie liczby odwiertów. Amerykanie wycofują się też z nowych projektów na Alasce i zapewne szerzej w Arktyce. Kłopoty mają firmy wydobywające w Kanadzie i na morzu Północnym. W tych okolicznościach możliwe jest porozumienie na linii Rosja-Arabia Saudyjska mające na celu zwiększenie ceny ropy i gazu, a kwestia syryjska zostanie odłożona na przyszłość.