UDOSTĘPNIJ

1 stycznia 2014 roku władze stanu Kolorado zalegalizowały marihuanę do celów leczniczych oraz rekreacyjnych. Zmiany te zbierają swoje żniwa – nastolatek wyskoczył z okna po spożyciu ciasteczka z THC. Czy ta tragedia jednak stanowi jakiejkolwiek wagi argument przeciwko legalizacji konopi? Oczywiście, że nie.

Ciasteczka z marihuaną to dowód na kreatywność ludzi w warunkach wolnego rynku (choć Ameryce coraz od niego dalej) oraz na brak sensu wielu zakazów (nie wszystkich), które można obejść. Tak jest i w tym przypadku, ponieważ marihuanę Kolorado zalegalizowało tylko trochę – nie można palić skrętów w miejscach publicznych i niektórych hotelach. Ciasteczka natomiast, już owszem. Władza często ma to do siebie, że nie lubi tego, czego nie da się skontrolować. Dlatego pojawiły się już głosy za ograniczeniem możliwości spożywania marihuany w jadalnej postaci. Czy przyniesie to upragnione skutki? Oczywiście, że nie. Jeśli bowiem argumentować zakaz negatywnymi skutkami po spożyciu zbyt dużej ilości ciasteczek (jak u nastolatka-skoczka), niedługo zakażą palenia jointów w domu, bo będzie to miało negatywne skutki po wypaleniu zbyt dużej ich ilości.

Jak rozwiązać ten problem? Przede wszystkim odpowiednim podejściem. Dlaczego władze Kolorado zalegalizowały marihuanę? Bo ludzie chcieli by to, czego używali od lat do relaksu, było dostępne i nie podlegało karom. Tu moje pytanie: Jakim prawem władza może zabraniać dorosłym ludziom zażywać czegoś dla relaksu w jego własnym domu? Tu tkwi przyczyna – w traktowaniu obywateli jak idiotów, którzy biorą wszystko, co wpadnie im w ręce, do buzi nie wyobrażając sobie skutków. Z pewnością wielu zwolenników opiekuńczego państwa to wprawi w zdumienie, ale zapewniam:

Nie każdy rodzic to potencjalny kat – jeśli daje klapsa dziecku, to najczęściej w tym celu, by wychować.

Nie każdy człowiek z bronią w ręku to potencjalny morderca – jeśli używa broni, to najczęściej w tym celu, by się bronić.

Nie każdy w końcu człowiek to potencjalny ćpun, którzy przy najbliższej okazji zażyłby ogromną ilość heroiny, haszu i kokainy.

O ile w dwóch pierwszych przypadkach występowanie wyjątków jest bezpośrednio groźne dla otoczenia i należy to bezwzględnie karać, to w wypadku trzecim bezpośrednio jest to złe jedynie dla samego zainteresowanego. Jeśli ktoś ćpa i go to zabije – dobrze dla społeczeństwa. Jeśli ktoś ćpa umiejętnie – dobrze dla niego. Jeśli przestanie ćpać – tym lepiej. Jeśli ktoś natomiast popełni przestępstwo z narkotykami w tle, to wtedy należy interweniować. Trzy te przykłady łączy jedno: występowanie wyjątków nie może powodować, że wszystkich należy traktować prewencyjnie jako wyjątki. Należy przestać traktować ludzi jako potencjalnych złoczyńców a zacząć jedynie karać tych, którzy złych rzeczy się już dopuścili. Wracając do łaskawego zezwolenia przez państwo na jedzenie, picie i palenie niektórych rzeczy, zakładając że kieruje się w tym dobrem swoich niewolników – dlaczego nie zakaże spożywania alkoholu? Z całą pewnością powoduje on całą gamę złych zachowań i zdarzeń, jak wypadki drogowe, podatność na zaczepki, agresję słowną i fizyczną, przemoc w rodzinie. Alkohol to mało! Zabronić powinniśmy soli – stosowana w nadmiarze prowadzi do szeregu schorzeń. Nawet do śmierci! Ba, jeszcze mało. Powinniśmy zabronić dostępu do noży. Tych do masła też. Każdy wszak może się skaleczyć i doprowadzić do zgonu.

Narkotyki są złe. Uzależniają, prowadzą do przemocy, chorób zakaźnych. Dostępu do nich nie powinny mieć dzieci i niedojrzali jeszcze ludzie będący pod opieką swoich rodziców. To właśnie opiekunowie powinni być pierwszą i najważniejszą barierą między podopiecznymi a narkotykami. By to jednak zadziałało, należałoby przywrócić im realną władzę nad dziećmi i nie karać za klapsa.

Czy legalizacja spowodowałaby nagły wzrost uzależnionych? Wszak każdy, kto ćpa heroinę zaczynał od marihuany. Ale zaraz… czy czasem każdy, kto wali denaturat, nie zaczynał od małego piwa? Udział takich ludzi w społeczeństwie, którzy sami idą na zatracenie był, jest i będzie taki sam, niezależnie od tego, jak bardzo będzie się o nich dbało i zabraniało.

Co różni podejście Kongresu Nowej Prawicy do narkotyków od podejścia Twojego Ruchu? Dziś koleżanka z ONR wytknęła mi, że w KNP jesteśmy za narkotykami. Nie. Za narkotykami jest palikociarnia. My jesteśmy za wolnością: za tym, by nie mówić dorosłym ludziom, co mogą jeść i pić a czego nie mogą. Czy to kilogram soli, joint czy lek ratujący życie, którego się nie wykupi w porę, bo się receptę zgubiło. To moim zdaniem diametralnie inne stanowiska: populizm dla fanów marihuany i gimbazy a traktowanie ludzi jak odpowiedzialnych i rozsądnych na każdym polu, gdzie narkotyki stanowią tych pól jedynie fragment.

Dziękuję,
Kacper Krojna,
Kongres Nowej Prawicy.

Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas
UDOSTĘPNIJ
Poprzedni artykułPopulacyjna bomba
Następny artykułStrzeżcie się świnie, Korwin montuje bombę pod korytem!
Kacper K.

Korpopionek, Student WPiA UG, publicysta. Krytyk islamu, przeciwnik relatywizmu, wróg lewactwa.

Zobacz również