UDOSTĘPNIJ

Kiedy jem jabłka, robię na złość Putinowi. I teraz rodzi się dzielące prawicę pytanie: czy jak nie jem, robię na złość premierowi Tuskowi?

Akcja #jedzjabłka to niewątpliwie ?szczytny? cel, dzięki któremu każdy z nas może wykazać się gorliwością wspierając polskich przedsiębiorców. Chciałbym jednak skupić się na innym, według mnie o wiele ważniejszym, aspekcie tego zagadnienia. Mianowicie na tym, że akcja ta na pewno nie powstrzyma strat dla naszej gospodarki. Dlaczego?

Otóż, gdy obywatel zdecyduje się kupić jabłka, musi zrezygnować z zakupu jakiegoś innego produktu (może to być owoc, warzywo, słodycze etc.), automatycznie w ten sposób tracą producenci tych artykułów. Jest to klasyczny przykład wyboru alternatywnego koszyka dóbr. Akcja nie sprawi, że przybędzie nam drugi żołądek, a tym bardziej nie doprowadzi do zwiększenia zasobów finansowych, za które moglibyśmy zwiększyć zakupywany koszyk dóbr ekonomicznych. Całościowo dla polskiej gospodarki, nie ma znaczenia kto straci, ale tylko i jedynie to, że ktoś taki na pewno się znajdzie. Prawa ekonomii są nieubłagane. Do czego więc ma prowadzić akcja?

Akcja #jedzjabłka ma za zadanie skupić społeczeństwo wokół jednego wroga, zunifikować poglądy większości Polek i Polaków na sprawę, a w dodatku – niejako pośrednio – by odwrócić uwagę opinii publicznej od problemu jakim jest pozycja naszego kraju na arenie europejskiej, zwłaszcza w stosunkach z Putinowską Rosją. Tym sposobem można upiec dwie pieczenie na jednym ogniu, szkoda tylko że to my, nasza gospodarka na tym traci.
Położenie Polski, jej sytuacja geopolityczna jest raczej znana nawet najbardziej zatwardziałemu laikowi próbującemu rozpoznać przebieg mechanizmów na europejskiej arenie stosunków międzynarodowych.

Konsekwentne i jawne ? de facto od momentu wygłoszenia przez Putina w lutym 2007 r. mowy na konferencji w Monachium – kontestowanie porządku w międzynarodowym układzie sił przez Rosję ukazuje pozycje Polski jaką widzi dla Polski nasz ogromny sąsiad.
Z kim liczy się Putin i jego świta?

Odpowiedź wydaje się prosta – z tymi, których może traktować jako równorzędnych partnerów do rozmowy i kooperacji. Są to przede wszystkim Niemcy, z którymi Putin chętnie dzieli wpływy w Europie środkowo-wschodniej – zresztą, od lat jest to główna domena rosyjskiej polityki zagranicznej, w drugiej kolejności zaś Francja. Oba te kraje nie przewidują w obszarze swej racji stanu obrania kolizyjnego kursu w relacjach z Federacją Rosyjską.
To pokazuje tylko jak ogromne znaczenie w polityce wschodniej powinien mieć dla nas przede wszystkim realizm.

Jako uzupełnienie można tutaj przytoczyć starą brytyjska maksymę – „interesy są stałe, sojusznicy zmienni”, przyświeca ona zresztą nie tylko Wielkiej Brytanii, ale i Stanom Zjednoczonym. Szkoda, że Polska nie kieruje się tym anglosaskim pragmatyzmem.

Dziwi więc fakt, że polskie władze nie potrafiły doprowadzić do dywersyfikacji rynków zbyt, a w szczególności że zawczasu nie przygotowywały planów uruchomienia nowych rynków zbytu polskich produktów. Ujawnia to słabość polskiej polityki zagranicznej, w szczególności nacechowanej brakiem pragmatyzmu i długofalowego planu politycznego w odniesieniu do wschodniej polityki zagranicznej.

Tego zabrakło, ale wiemy jednocześnie, że do tego nikt z naszej dzielnej elity nam się nie przyzna. Na tym nie polega PR, a więc jedzmy jabłka i nie tylko, także inne polskie produkty nie na złość, ale dla dobra nas samych zarówno w kwestii ekonomicznej jaki i zdrowotnej.

UDOSTĘPNIJ
Poprzedni artykułObowiązek szkolny
Następny artykułDwie twarze liberalizmu
Paweł Tomaszewski
W swoich tekstach staram się poruszać kwestie istotne, zarówno te o dłuższej perspektywie czasowej, jak i sprawy bieżące związane z oceną rzeczywistości, w której żyjemy. Analizując otaczającą nas rzeczywistość, staram się uwzględniać różne punkty widzenia.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ