UDOSTĘPNIJ
fot. Twitter

Po dzisiejszym zatrzymaniu w Antwerpii mężczyzny, który rzekomo planował staranować autem tłum w centrum miasta, od razu stwierdzono próbę zamachu. Nawet belgijskie służby otwarcie przychylały się do tej wersji zdarzeń. Teraz jednak zaczęli to negować badający zdarzenie Francuzi, czyli przedstawiciele kraju, którego obywatelem jest napastnik.

Belgijska policja opowiedziała mediom, że zatrzymała mężczyznę, gdyż jechał rozpędzony przez miasto. Sprawiał przy tym wielkie zagrożenie, piesi musieli uciekać i uskakiwać nawet na chodnikach. Znaleziono przy nim broń maszynową i nóż. Teraz jednak do sprawy wkroczyły także służby francuskie, niejako chroniąc reputację napastnika.

Według policji z kraju pochodzenia rzekomego zamachowca wcale nie planował on aktu terroryzmu. Jedynie uciekał przez miasto przed służbami, gdyż był pijany. „Jedynie” może początkowo nie pasować, jednak gdy zestawi się kierowcę pod wpływem alkoholu z mordercą, który chce zastrzelić dziesiątki osób, skala przewinienia się zmienia.

Ta wersja zdarzeń nie tłumaczyłaby jednak, skąd w samochodzie mężczyzny wzięła się tak ostra broń. Może właśnie z powodu wielu spekulacji na ten temat, służby belgijskie wciąż nie odniosły się do wniosków Francuzów.

Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas

Zobacz również