UDOSTĘPNIJ
źródło: pixabay.com

Przyszły rok może być początkiem końca niesamowitej popularności wczasów na Mazurach. Wszystko za sprawą formacji rządzącej, która planuje nowelizację Prawa wodnego. Jeżeli zapowiadane zmiany wejdą w życie, wakacje na Mazurach, a także prowadzenie tam działalności może okazać się nieopłacalne. Ucierpieć może także środowisko.

Według nowego Prawa wodnego, wszyscy właściciele portów wodnych mieliby uiszczać odpowiednią opłatę w zależności od tego, jaką powierzchnię dna zajmuje ich placówka. Jest to tzw. opłata denna, a jej temat powraca od lat. Jak dotąd podmioty zajmujące się sportami wodnymi, rekreacją, turystyką i amatorskim połowem ryb były wolne od tego podatku.

Zmiana miałaby przyjść razem z początkiem roku 2017. Jeśli opłata denna weszłaby w życie, oznaczałoby to, że każdy właściciel takiego podmiotu musiałby zapłacić maksymalnie dziesięciokrotność podatku od nieruchomości za metr kwadratowy zajętego dna. Oznacza to w praktyce, że cena za metr wyniosłaby najwyżej 8,90 zł.

 – Dla mojej firmy nowe przepisy oznaczają, że tylko z tytułu tej opłaty będę musiał płacić prawie 75 tys. zł rocznie, czyli 40 proc. moich przychodów. Do tej pory nie płaciłem nic – mówi Tomasz Durkiewicz, który jest właścicielem portu i wioski żeglarskiej w Mikołajkach.

Co więcej, zamieszczony w nowych przepisach sposób wyznaczania powierzchni, z którą należałoby zapłacić w opłacie dennej, jest niejasny. Za zajęte dno uważana ma być powierzchnia wyznaczona przez „martwe kotwice”, które znajdują się zwykle nawet do kilkunastu metrów za pomostami.

 – W nowych przepisach próbuje się przemycić taki zapis, który nakazuje obliczanie powierzchni po obrysie wyznaczanym przez tzw. martwe kotwice, czyli betonowe bloki, które stabilizują pływające pomosty. Tyle tylko, że te umieszczane są zazwyczaj nawet kilkanaście metrów od pomostów – wyjaśnia Durkiewicz.

Właściciel portu i wioski żeglarskiej nie ma wątpliwości, że takie opłaty odbiją się na liczbie klientów. To na nich przerzuci bowiem ciężar opłat. Już zapowiedział, że zwiększy koszty postoju dobowego nawet o 50%, jeśli prawo wejdzie w życie. Nie kryje złudzeń, że część żeglarzy wyjedzie za granicę, a część zacznie korzystać z dzikich ostępów, które po prostu zaśmiecą i zmienią w szambo.

 – Bogatszym żeglarzom bardziej opłaci się pojechać na południe, np. do Chorwacji czy Grecji. Natomiast ci mniej zamożni zamiast w porcie, zacumują łódź w trzcinie i tam załatwią wszystkie swoje potrzeby fizjologiczne, wyrzucą śmieci, a następnego dnia popłyną dalej. Tylko czekać, aż nasze jeziora zamienią się w jedno wielkie szambo – zapowiada Durkiewicz.

Co więcej, Ministerstwo Środowiska, które pracuje nad nowym Prawem wodnym, planuje także zmiany dotyczące wodowania łodzi. Nowelizacja ma zakazać bowiem wjazdu pojazdów mechanicznych na dno jeziora. To bardzo utrudni transport jednostek do akwenów i wykluczy tzw. slipping, czyli zsuwanie łodzi z przyczepy. Zamiast tego żeglarze będą musieli wypożyczać całe dźwigi.

 – 80 proc. wodowań odbywa się przez tzw. slipping. Łódź znajduje się na przyczepie, która jest zanurzana w wodzie. Wtedy jacht zsuwa się na wodę, a samochód wyciąga przyczepę. To najpopularniejszy sposób – mówi przedsiębiorca.

Polub fanpage jedynego bezstronnego portalu informacyjnego

źródło: money.pl
pt

Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas

Zobacz również