UDOSTĘPNIJ

Zamach na siedzibę Charlie Hebdo z 7 stycznia tego roku był jednym z najbardziej barbarzyńskich i okrutnych zamachów w Europie XXI wieku. Mimo, że francuskim satyrykom często brakowało dobrego smaku (ukazując ważne zarówno dla chrześcijaństwa jak i dla islamu postaci w niewybredny sposób) to absolutnie nic nie może w najmniejszym nawet stopniu usprawiedliwić zabójstwa. Zamach na redakcję francuskiej gazety jest wyzwaniem dla całej Europy i motywacją do tego, aby stanąć w walce o obronę wolności słowa.

I tak właśnie się dzieje – do marszów solidarności z Charlie Hebdo dochodzi m.in. w Anglii, Luksemburgu, Francji czy Turcji. Gazety i media z całego świata podają dalej hasło ‘Je suis Charlie’, które stało się symbolem poparcia dla wolności słowa. Ten ogólnoeuropejski przypływ solidarności niesie jednak jedno ogromne zagrożenie – mianowicie sprowadzenie wszystkich muzułmanów do roli potencjalnych terrorystów i uczynienie z nich kozłów ofiarnych. Te ksenofobiczne nastroje już dają o sobie znać – do jednego z meczetów w Le Mans, na zachód od Paryża, wrzucono trzy granaty; w dzielnicy Port-la-Nouvelle w południowo-francuskiej Narbonie odnotowano strzały w kierunku miejsca modlitw tamtejszych muzułmanów[1]; a w Villefranche-sur-Saone we wschodniej Francji doszło do eksplozji w kebabie położonym tuż przy meczecie [2]. Niemcy maszerują od pewnego czasu w Dreźnie pod transparentami „Przeciwko religijnemu fanatyzmowi”, „Nie szariatowi w Europie”, „Pokojowo złączeni przeciw wojnom religijnym na niemieckiej ziemi”[3].

Jeden fakt jest niepokojąco przemilczany. Tak – napastnicy w Charlie Hebdo byli ekstremistycznymi islamistami (i w swoim mniemaniu muzułmanami). Ale muzułmaninem była również jedna z ofiar tego ataku. Ahmed Merabat, 42-letni policjant był przez całe swoje życie wzorowym obywatelem, który służył Republice Francuskiej. Był muzułmaninem, a zarazem Francuzem, przy czym obie te tożsamości wcale u niego nie kolidowały.

Ta śmierć jest symboliczna. Pokazuje bowiem, że o ile islamiści latający z kałasznikowami są ekspresowo transmitowani przez światowe media (słusznie) o tyle setki tysięcy uczciwych, pokojowych muzułmanów jest ignorowanych w uproszczonym czarno-białym dyskursie, który zaczyna dominować w zachodnio-europejskich mediach.

Na całym świecie żyje 1,6 miliarda muzułmanów i stanowią oni 23% światowej populacji. O dziwo, zaledwie 20-25 procent z tych ludzi to Arabowie. Na Bliskim Wschodzie oraz w Północnej Afryce żyje zaledwie 20% światowej populacji muzułmanów, za to zdecydowanie najwięcej jest ich w rejonach Azji i Pacyfiku, szczególnie w Indonezji. W rejonie tym skupia się 62% wszystkich wyznawców Allaha.

A Europa? Póki co daje schronienie zaledwie 2,7% światowej populacji muzułmanów. We Francji muzułmanie stanowią 7,5% tamtejszego społeczeństwa, w Belgii 6%, w Holandii 5,5% a w Niemczech 5%. Za 15 lat te liczby będą nieco większe – 10,3% mieszkańców Francji będzie czciło Allaha, 10,2% mieszkańców w Belgii, 9,9% w Szwecji oraz 9,3% w Austrii. Wszędzie indziej liczby są już mniejsze [4].

Muzułmanów jest więc ciągle stosunkowo mało w Europie. Najwięcej jest ich we Francji, ale nawet w 2030 roku ich liczba nie przekroczy najpewniej 11%. Strach przed ‘zalewem Islamu’ i tym że muzułmanów będzie więcej niż Europejczyków jest więc niczym nieuzasadniony. Są oni mniejszością i wcale nie zalewają nas jakoś tłumnie. Tłumnie zalewa nas za to z pewnością przekaz medialny ukazujący Islam w niekorzystnym świetle.

——————————–

Czy rzeczywiście 1,6 mld ziemskiej populacji to barbarzyńcy, potencjalni terroryści i ludzie nieuznający żadnych zasad tolerancji? Oczywiście, że nie. Ogromna większość z tych ludzi wiedzie normalne, spokojne żywoty; nie nawraca innych na swoją religię i prezentuje postawę szacunku do innych poglądów. Ekstremiści stanowią zaledwie niewielki procent muzułmańskiej populacji, ale dają łatwą pożywkę dla argumentów o ‘islamo-faszyzmie’.

Dla tej ogromnej większości muzułmanów osoba, która dokonuje morderstwa w imię Allaha nie jest muzułmaninem. Tak samo nie są nimi zamachowcy z Charlie Hebdo. Dały temu wyraz środowiska islamskie, potępiając jednoznacznie akty terroryzmu. Wielki Meczet Francji stwierdził, że jest ‘zaszokowany’ i ‘przerażony’ przemocą, która ‘mocno potępia’. Unia Islamskich Organizacji Francji „potępiła w najmocniejszy sposób ten kryminalny atak i te potworne morderstwa.” Hassen Chalgouni, imam meczetu Drancy w Paryżu stwierdził, że te ataki „nie mają nic wspólnego z islamem”. Niezliczone akty potępienia padły z kont twitterowych i facebookowych, część których można przejrzeć zebrane tutaj: http://www.huffingtonpost.com/2015/01/07/muslims-respond-charlie-hebdo_n_6429710.html

Islam nie jest problemem. W Tunezji aż 98% mieszkańców to muzułmanie a jednak tworzy ona teraz demokrację liberalną i państwo prawa z poszanowaniem wszelkich wolności jednostki. Muzułmańska Turcja od wielu lat jest wzorcem sekularnej republiki. Z kolei rewolucje w Egipcie czy Libii może i nie udały się do końca, ale mieszkańcy tych krajów pokazali na samym początku, że są w stanie pokojowo protestować w imię praw człowieka, demokracji i wolności. Dopiero potem wewnętrzny chaos w Libii i nieugiętość Baszara al-Asada w Syrii dały grunt do wzrostu ekstremizmu.

Cywilizacja europejska szczy się swoim wysokim poziomem humanitaryzmu, ale nasz rachunek jest o wiele bardziej krwawy niż ten Islamu. Od oczywistych przykładów, jak nazizm; faszyzm włoski, francuski, rumuński czy węgierski; wojny bałkańskie (gdzie to muzułmanie byli często bezlitośnie mordowani) czy bezlitosna eksploatacja kolonialna, aż po ten najbardziej niedawne. Nacjonaliści baskijscy (ETA), irlandzcy (IRA), skrajna prawica, skrajna prawica, a poza Europą żydzi, Palestyńczycy, hindusi – wszystkie te grupy dokonywały zamachów terrorystycznych w ostatnim półwieczu. Czy to znaczy że trzeba potępić wszystkich Basków i Irlandczyków; całą prawice i całą lewicę? No właśnie.

Islam jest zróżnicowaną, rozległą religią, która obejmuje swoim zasięgiem dużą część biednych, zacofanych rejonów. Dla dużej części zdesperowanych, pełnych nienawiści młodych ludzi Koran to jedyna księga jaką znają, a islam to jedyna kultura dająca im poczucie przynależności. Służy im jako katalizator ich nienawiści, tak samo jak mogłaby im posłużyć każda inna religia czy ideologia. Biorą co mają pod ręką. W Republice Środkowoafrykańskiej muzułmanie mordują chrześcijan a chrześcijanie muzułmanów. Co ciekawe, to chrześcijanie bywają bardziej bezlitośni i zaczynają zwykle ataki. Nie chodzi tu bowiem o religię. Religia to narzędzie i pełni funkcję instrumentalną. To podział stricte plemienny, oparty na emocjach a nie na znajomości świętych pism. W końcu Koran mówi „Nie ma przymusu w religii”.

Nieprawdą jest, że to islam traktuje podle kobiety. Jak zauważa Stanisław Skarżyński z Respubliki, w Liberii obrzezane jest ok. 65% kobiet, a przecież islam wyznaje tam zaledwie 12% ludności. Erytrea ma 60% obrzezanych kobiet, chociaż 90% jej mieszkańców to chrześcijanie. Tak samo jest z wypalaniem kobietom twarz kwasem. To nie są problemy islamu, tylko problemy Afryki. W muzułmańskiej Indonezji takich praktyk w zasadzie nie ma.

——————-

Wniosek jest prosty – nie generalizujmy. Linia podziału nie jest między islamem a Europą, tylko między ekstremistami a normalnymi ludźmi. I tacy i tacy są w obu obozach, chociaż Europa już zdążyła przelać swoją krew i mamy na razie dość.

Nie da się muzułmanów wypędzić ani nawet zamknąć drzwi do Europy. W zglobalizowanej, cyfrowej erze jest to zwyczajna utopia. Poza tym, islam stanowi także część europejskiego dziedzictwa. To na fundamencie współtworzonym przez muzułmanów wyrósł europejski renesans. Ciężko wyobrazić sobie europejskie odrodzenie bez wpływu wybitnego arabskiego filozofa Arreosa, który nie tylko zasłynął komentarzami do prac Arystotelesa (tytuł ‘Komentatora’ odnosi się zarówno do niego jak i do św. Tomasza z Akwinu), ale również rozpropagował jego prace w świecie Zachodu i jest często uważany za ‘ojca myśli świeckiej Zachodu’, ze względu na pierwsze próby pogodzenia religii i filozofii. Również nauki ścisłe, jak chociażby medycyna, znajdowały się w spektrum zainteresowania arabskich uczonych – w tym chociażby Awicenny, którego Kodeks Medycyny był studiowany na europejskich uniwersytetach ponad 500 lat po jego śmierci (osiągnięć Awicenny w zakresie astronomii, filozofii, geologii, psychologii czy matematyki nie będę już omawiał). Jednym z ojców założycieli współczesnej socjologii, ekonomii oraz historiografii jest Ibn Chaldun, z kolei jedną z głównych inspiracji Goethego czy Emersona był XIV wieczny, perski poeta Hafez.

Musimy więc nauczyć się żyć razem. I tu jest bojowe zadanie dla europejskich muzułmanów – muszą jednoznacznie potępić ekstremizm z Charlie Hebdo czy ISISu i wychodzić razem z nami na ulice w imię wolności słowa i obrony ludzkiej godności. My musimy dać im tą szansę i jeśli przyjdą, to wyciągnąć do nich rękę i maszerować razem.

Jeśli zrezygnujemy z pluralizmu, otwartości i multikulturalizmu – to będzie największy sukces islamskich ekstremistów. Nie pozwólmy im wygrać. Europa i nasze europejskie wartości są silniejsze od tej grupki wariatów i pomyleńców. A islam stanowi część składową tej kultury. Ale nie ten islam, który pokazują telewizje. Ten islam, który reprezentował Ahmed Merabat i inni cisi bohaterowie naszego kontynentu.

Mateusz Kuryła

 

[1] http://www.ibtimes.co.in/charlie-hebdo-mosques-attacked-france-shooting-fuels-anti-islam-sentiment-619749

[2] http://rt.com/news/220795-france-blast-mosque-restaurant/

[3] http://america.aljazeera.com/opinions/2015/1/germany-islamophobiaislamizationdresdeneurope.html

[4] http://swiat.newsweek.pl/ilu-muzulmanow-mieszka-w-europie-i-w-polsce-mapa,artykuly,354745,1.html#utm_source=rasp&utm_medium=click&utm_campaign=alertSG