UDOSTĘPNIJ
fot. Wikimedia Commons/ Andreas Trojak

Chociaż Niemcy teoretycznie robią wszystko, żeby pomóc poszkodowanym w zamachu, polska firma nadal nie otrzymała wsparcia i jest traktowana skrajnie lekceważąco. Zdaniem jej właściciela, mamy do czynienia z jawnym lekceważeniem. 

Chodzi o zamach w Berlinie w grudniu 2016 roku podczas jarmarku bożonarodzeniowego. Tunezyjski terrorysta, Anis Amir, który miał pracować na zlecenie ISIS, porwał polską ciężarówkę i wjechał nią w tłum uczestników jarmarku. Zginęło wówczas 12 osób, a 50 zostało rannych.

Pierwszą ofiarą ataku był kierowca ciężarówki, Polak Łukasz Urban. Firma, dla której pracował należy do Ariela Żurawskiego. Ten twierdzi, że w wyniku działań niemieckiego rządu jego przedsiębiorstwo poniosło ogromne straty. Jak się bowiem okazuje, Niemcy bardzo długo przetrzymywali uszkodzony pojazd. Czynności procesowe, które nie pozwalały na oddanie 40-tonowego tira właścicielowi, trwały parę miesięcy. Firma nadal nie uzyskała od Niemiec stosownego odszkodowania.

Pełnomocnik „z doskoku”

Niemiecki rząd ustanowił wprawdzie pełnomocnika, Kurta Becka, który miał pomagać poszkodowanym i rodzinom ofiar zamachu. Przedstawiciel rządu jednak zdaje się lekceważyć polską firmę, co jej właściciel uznaje za poniżenie. Beck jest przez większość czasu nieosiągalny, nie można się do niego dodzwonić.

– To wskazuje na to, że chyba Rząd Federalny nie do końca wywiązał się ze swojego obowiązku, bo uważam, że taki pełnomocnik powinien być osiągalny codziennie, a nie tylko pracować z doskoku w tych sprawach. To nie jest najlepsza forma pomocy ofiarom tego zamachu terrorystycznego – podkreśla mecenas Stefan Hambura, pełnomocnik Ariela Żurawskiego.

Źródło: ndie.pl

Te katastrofy wstrząsnęły całą Polską!


9 pięknych księżnych, których historia urzekła świat

Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas

Zobacz również