UDOSTĘPNIJ

man-599299_1280

Czytając to co nasi politycy wygadują przed wyborami, można dostać oczopląsu, bo stół jest sowicie zastawiony; każdy tu znajdzie coś, co go zadowoli i pozwoli właściwie dokonać wyboru przy urnie wyborczej. Gdyby tak choć jedna trzecia tych obiecanek była spełniona przez te wszystkie lata, musielibyśmy zamknąć granicę przed imigrantami ekonomicznymi z Austrii czy innej Australii.

Po wczorajszych konwencjach mam już pewność, że politycy kompletnie odlecieli i konkurują między sobą, kto obieca większą bzdurę i im większy odlot, tym lepiej. Tak sobie myślę, że ludzie mają powoli dość tej komedii, tylko jeszcze nie wiedzą do końca, jak pokazać podstarzałym aktorom sceny politycznej środkowy palec. Dowodem na to jest sukces Pawła Kukiza i wybór prezydenta. Obaj kandydaci jechali na hasłach buntu i radykalnych zmian; ludzie zagłosowali trochę na przekór dotychczasowym zwyczajom.

Debata prezydencka między Komorowskim, a Dudą, została rozstrzygnięta POPiSem sprawności grania na emocjach wyborców, a nie racjonalną wymianą poglądów. Liczyła się umiejętność i gracja rozdawania klapsów przeciwnikowi, bo kto by słuchał, jak dwóch księgowych tłumaczy, z której kupki na którą kasę przerzucić, żeby wszystkie się zgadzały. Klasa polityczna w naszym kraju dobrze wie, że społeczeństwo nie jest jeszcze na tyle świadome, żeby przyjąć gorzką prawdę i umieć się pogodzić z kosztami, jakie trzeba ponieść, aby te lata populizmu odrobić.

burnout-231452_1280

Sroczka kaszkę dzieliła…

Mówi się, że światem rządzi pieniądz. Nie do końca jest to prawdą, bo za pieniądzem stoją ludzie, którzy wiedzą, że społeczeństwem rządzą emocje i potrafią to świetnie wykorzystywać… z tym ,że do czasu. Prędzej czy później mgliste obietnice przestają działać i jeżeli ludzie nie dostaną obiecanych cukierków, emocje mogą obrócić się przeciwko nim.

W Polsce od lat działa tak zwana „szara strefa”. Dotyczy to rynku finansowego i rynku wyborczego. Ludzie po prostu siedzą cicho skrobiąc swoje marchewki. Olewają cały system z politykami na czele i nie czują parcia na zmiany; jest jak jest – zawsze przecież może być jeszcze gorzej. Jak tak się nad tym zastanowić, to właśnie ten obszar może wystawić środkowy palec i posłać całą tę menażerię na zasiłek dla bezrobotnych.

Fakty są takie, że o wyborze polityków decyduje elektorat dwóch partii, czyli średnio około 30% wyborców z 50 % procent tych, którzy w ogóle pójdą na wybory, a reszta społeczeństwa jak to mówi często pewien user na portalu – ma na to wywalone. Obecnej konstrukcji politycznej wcale nie zależy na zwiększeniu frekwencji; taka sytuacja jest im na rękę bo te 50% „wywalonych” jest nieprzewidywalna, a ich poglądy nie są do końca znane, bo ich po prostu nie manifestują.

grzyby

Homo politicus.

Badania nad zachowaniami ludzi, którzy uzyskują władzę, dowodzą, że po jej osiągnięciu aktywizują się zachowania apetytywne — instynktowne działania cechujące się wytrwałym dążeniem do zdobywania nowych nagród; wzrasta też zapotrzebowanie na pozytywne bodźce i podniesienie standardu życia. Ludzie, którzy mają władzę, mają też większy dostęp do dóbr i mniejszą kontrolę ze strony innych ludzi, a co za tym idzie — mogą mniej przejmować się koniecznością przestrzegania zasad społecznych. Krótko mówiąc — apetyt wzrasta wraz z uzyskiwaniem coraz to większej władzy.

Jest takie powiedzenie: punkt widzenia zależy od punktu siedzenia; które to świetnie pasuje do ludzi mających zwiększoną kontrolę nad innymi. Osoby, które zdobyły władzę, mają tendencję postrzegania zdarzeń z optymistycznej perspektywy. Często ignorują zagrożenia i plany długofalowe, które mogą nagrodę odsunąć w czasie. U polityków dochodzi element poczucia okresowości dostępu do magazynu nagród z uwagi na kadencyjność władzy, więc czasem pazerność góruje nad rozsądkiem.

Wraz ze zdobywaniem coraz większej władzy lub długotrwałym jej używaniem wzrasta samoocena, a za nią dumnie kroczy coraz większe przekonanie o swojej nieomylności. Po jakimś czasie umacnia się złudzenie kontroli, które rodzi wrażenie mocy sprawczej nad wydarzeniami poza ich kontrolą, czyli takich, które mogą się zdarzyć przez przypadek lub które wynikają z decyzji innych ludzi.

pp

Włodarze wszelkiej maści z czasem zaczynają postrzegać stereotypowo ludzi, nad którymi mają władzę. Wysoka samoocena i przekonanie o własnych kompetencjach oraz fakt bycia „wybrańcem” wymusza postrzeganie innych jako mniej kompetentnych i rozgarniętych; dzięki temu uprawniają i umacniają się w przekonaniu, że dla rządzonych ich władza to dar z nieba. Dzięki takiemu postrzeganiu racjonalizują sobie utrzymanie swojej władzy za wszelką cenę. W przypadku polityków, nawet gdy społeczeństwo ich nie chce, oni i tak wiedzą, co dla rządzonych jest lepsze, bo przecież rządzący mają większe kompetencje.

Takie zamknięcie się powoduje zanik empatii, a ludzie sprawujący władzę skłoni są traktować przedmiotowo tych, nad którymi mają władzę, aby osiągać zaplanowane cele. Najbardziej wartościowi są ci, którzy są użyteczni i w stosunku do nich osoba mająca władzę potrafi wzbudzać w sobie empatię przejawiającą się obietnicami spełnienia najskrytszych marzeń i potrzeb potencjalnych wyborców, ale oczywiście — po odhaczeniu ich kandydatur na karcie wyborczej.

Z czasem ludzie naćpani władzą, tak samo jak osoby uzależnione, skłonni są do ryzykownych i populistycznych decyzji; ich zdolności intelektualne ukierunkowane są na utrzymanie władzy. Mają obniżone poczucie przestrzegania norm społecznych, są ukierunkowani na spełnianie potrzeb jednej grupy, której zachowania potrafią modelować. Najczęściej przywódcy radykalizują swoją grupę, stwarzając wrażenie oblężonej twierdzy i potrzebę zdezawuowania swoich konkurentów politycznych.

A co się dzieje z tymi, którzy zostali wyproszeni od stołu? Czekają ich przykre sensacje, które określa się jako:

Zespół odstawienia.

Po odstawieniu używki pod tytułem „władza”, następuje zespół odstawienia i pojawiają się frustraci, którzy latają po rynku wykrzykując hasła pełne oburzenia, że zostali odrzuceni za próby głoszenia prawdy o tym systemie zapominając przy tym, że jeszcze parę chwil wcześniej byli jednym z jego trybików. Aby zaistnieć w świecie politycznej abstrakcji, trzeba się wykazać nie lada kreatywnością, a to oznacza epatowanie teoriami spiskowymi i radykalizacją poglądów.

Ci frustraci stawiają się w pozycji niezależnych trybunów ludowych, którzy z niejednego pieca polityczny chleb jedli, mają wiedzę jak działają ich byłe partie, a to oznacza, że mają gotowe rozwiązania na ten zepsuty mechanizm polityczny. Nagle stają się antysystemowi. Jest jednak mały szczegół – ich zmiana poglądów wynika tylko z tego powodu, że system potraktował ich jak wirusa i wywalił do kwarantanny.

Jak to działa, widzimy na co dzień.

Raz na jakiś czas, zwłaszcza przed wyborami, dochodzi do przecieków, wycieków, nacieków i różnych innych nieszczelności. Na początku wydaje się, że afera zdmuchnie pół politycznej czy biznesowej elity, po czym pojawia się kwestia regulacji funkcji macicy oraz prącia, a przekręty znikają w urzędniczych szufladach czekając na kolejne wybory do czegoś tam.

Ludzie wyregulują się, potwierdzą swoją opinię, że politycy to tylko kłamią i kradną, ktoś tam zamaszyście zrezygnuje z immunitetu lub dostanie jakieś śmieszny wyrok w zawiasach — i po aferze. Czym tu się ekscytować, jak aktor już nie jest posłem czy innym urzędnikiem?

Rodzi się pytanie: czy to władza zmienia człowieka, czy to określony typ ludzi sięga po władzę? Czy to nie jest też tak, że po uzyskaniu władzy homo sapiens pokazuje swoją prawdziwą twarz? Może to jest  też tak, że po władzę sięgają ludzie, którzy mają na co dzień problemy z uznawaniem prawa i uważają, że ich prawo ustanowione dla większości nie obwiązuje.

szymek

Jest sobie taka stronka: polskieafery.pl, na której umieszczone są różne szwindle — te prawdziwe i te niepotwierdzone; są też podane zamieszane w nie instytucje i nazwiska ludzi biorących w nich udział. Ilość przewijających się afer jest dowodem na to, że władza jest silnym afrodyzjakiem, który uzależnia i jak każdy środek sztucznie zmieniający świadomość — obnaża prawdziwe oblicze. Pokazuje czasem najbardziej skrywane słabości: narcystyczną tożsamość, głodne na dominację nad innymi super EGO i … niskie poczucie wartości własnej.

Jedno można stwierdzić na pewno — poziom debaty w naszym zrujnowanym światopoglądowo kraju spadł na pysk. Politycy w swoich obietnicach odlatują w odległe galaktyki, kłamią jak najęci i nie ponoszą za to żadnych konsekwencji. Siedzą przy stołach i rzucają gawiedzi — żeby miała się czym zająć — kości do obgryzania w postaci aborcji, in vitro, tym samym odwracając uwagę od swoich machlojek.

Dobrze wiedzą, jakie struny w wyborcach poruszyć. Wiedzą, że jesteśmy społeczeństwem, w którym został wykształcony egocentryzm: „kto co nam da i czemu tak mało?”. Pomieszały się priorytety, bo politycy tylko mówią, jak ma być, o czym każdy wie, a nie mówią – jak to zrobić.

Zamiast podawania konkretnych rozwiązań, nauczyli się podawać słodkie obietnice, więc teraz trwa wyścig, nie kto co da, ale kto czego więcej obieca. Mają świadomość, że zwykli ludzie nie są w stanie ocenić, czy będzie czym za te obiecanki cacanki zapłacić; zresztą powoli to i tak nie ma znaczenia, bo wszyscy żyją „na krechę”.

Ludzie z reguły są leniwi i nie chce im się myśleć, i dociekać, wolą poczuć, wolą pójść na skróty i utożsamić się z politykami im podobnymi. Każda z partii stworzyła swojego rodzaju tabloid medialny na wzór TVN 24, czy telewizji Trwam, a wszytko po to, aby widz szybko mógł w ich odbiciu zobaczyć swoją twarz i wyrobić sobie pogląd na każda sprawę.

Wybory

Idąc na najbliższe wybory nie dam się zrobić w konia i nie ulegnę pojawiającej się już retoryce o głosowaniu na mniejsze zło. Ten mechanizm powinien przestać działać, bo sankcjonuje dotychczasowy układ sił politycznych i jest fałszywym założeniem; bo nie ma czegoś takiego jak mniejsze zło, tak samo jak nie ma skali na mniejsze lub większe dobro.

W ten sposób głosuje się pod opresją politycznej zagrywki – NIEZGODNIE z własnym wyborem. Żeby pojawiła się radykalna zmiana, czasem trzeba pierdyknąć o dno resetując wszystko, co do niego prowadziło i wtedy być może, pojawi się szansa na odbicie się od niego.

Na pohybel półśrodkom! Wóz albo przewóz ?

This_is_sparta

Pamiętajmy też o TTIP, bo być może wiele ostatnich wydarzeń w Europie ma ścisły z nią związek.

Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas
UDOSTĘPNIJ
Poprzedni artykułWładimir Aristarchow: Polacy to nasi bracia
Następny artykuł„Auschwitz Birkenau sialalala” – przyśpiewka na marszu antyimigranckim (video)
Mariusz Hnatiuk

Bloger, współtwórca portalu PolskiAteista.pl Poza stadem… Jestem zwolennikiem laickości państwa, w którym każdy zna swoje miejsce — rząd jest w parlamencie, a religie w swoich kościołach. Nie jestem ateistą wojującym z Bogiem, bo jest to walka z wiatrakami. Jestem natomiast ateistą wojującym z religijnymi absurdami, które są używane do tworzenia sztucznych podziałów między ludźmi o różnych światopoglądach. Szanuję osoby wierzące i ich przekonania, i tego samego oczekuję w zamian. Szukam wspólnej płaszczyzny do prowadzenia konstruktywnej wymiany poglądów. Interesuję się psychologią społeczną w zakresie wpływu stereotypów na relacje między ludźmi.

Zobacz również