UDOSTĘPNIJ

Na fali praworządności

Przez nasz nieszczęśliwy kraj przewala się ostatnio, niczym niszczycielskie tsunami, fala praworządności. Nie chodzi już nawet o to, że PiS i Platforma Obywatelska oskarżają się nawzajem o złamanie prawa, a konkretnie – ordynacji wyborczej i ślą donosy do niezależnej prokuratury. Wyobrażam sobie jakie niezależna prokuratura musi przezywać w związku z tym rozterki i poznawcze dysonanse. Zaciągnie, dajmy na to, taki jeden z drugim prokurator przed niezawisły sąd sztab wyborczy Prawa i Sprawiedliwości – a tu okaże się, że 25 października PiS wygrywa wybory większością konstytucyjną i nie tylko tworzy rząd, ale zmienia konstytucję, ponownie podporządkowując niezależną prokuraturę ministrowi sprawiedliwości. Wiadomo, że taki minister, podobnie jak „policmajster” z „Pana Tadeusza”, powinności swej służby będzie rozumiał, a w związku z tym taki jeden z drugim prokurator już teraz może uczyć się wydłubywania kitu z okien, nawet gdyby niezawisły sąd się zreflektował i oskarżenie z oburzeniem oddalił.

Ale może też być inaczej – że mianowicie taki jeden z drugim prokurator zaciągnie przez niezawisły sąd Platformę, a tymczasem 25 października PiS uzyska wprawdzie najlepszy wynik wyborczy, ale koalicję skleci PO z satelitami. W takiej sytuacji nieubłagana zemsta PO („Bóg ci Anny przebaczyć nie może, za nią wstanie zemsty całe morze, za nią z piersi ordery ci zedrą! Za nią ujmą się z płaczem kamienie…”) dosięgnie takiego jednego z drugim prokuratora, nawet gdyby niezawisły sąd… i tak dalej. W takiej sytuacji najlepiej odwołać się do starożytnych Rzymian, którzy każde spostrzeżenie zaraz ubierali w postać pełnej mądrości sentencji, na przykład, że cunctando rem restituere – co się wykłada, żeby sytuację ratować zwlekaniem. Tedy niezależna prokuratura może takie wzajemne oskarżenia analizować i analizować – dopóki się nie wyjaśni, kto wygrał i jakie na tym etapie obowiązują mądrości.

Więc – powiadam – nie chodzi nawet o te wzajemne oskarżenia, które niezależną prokuraturę wpędzają w takie poznawcze dysonanse, chociaż oczywiście mogą one doprowadzić do tego, że PiS z Platformą wyaresztują się nawzajem i w ten oto sposób złowrogi „system” upadnie, albo nawet nastąpi przepowiadany „finis Poloniae”. Bardziej chodzi mi o deklarację pana prof. Andrzeja Zolla, że nie można do referendum dopisywać żadnych nowych pytań. Pan prof. Zoll ma oczywiście rację, jak zresztą we wszystkim, co mówi – ale żyją przecież ludzie pamiętający, jak to podczas tzw. „kontraktowych” wyborów w 1989 roku, Rada Państwa W TRAKCIE WYBORÓW zmieniła ordynację wyborczą. Nie pamiętam, żeby pan prof. Zoll, który wtedy był oczywiście znacznie młodszy niż dzisiaj i kariera dopiero się przed nim otwierała, protestował przeciwko temu w imię praworządności. Zresztą nawet gdyby i zaprotestował, to nikt by na to nie zwrócił uwagi w sytuacji, gdy zmianę ordynacji nakazał sam pan generał Czesław Kiszczak.

Dlatego też, kiedy tak, na podobieństwo tsunami, przewala się przez nasz nieszczęśliwy kraj fala praworządności, dobrze byłoby zapytać pana generała Kiszczaka, albo jeszcze lepiej – pana generała Marka Dukaczewskiego – co on na ten temat sądzi. Można dopisywać pytania, czy też nie można? Wiadomo przecież, że jak Pan Bóg dopuści, to i z kija wypuści, a któż może lepiej wiedzieć, czy Pan Bóg dopuścił, czy nie, od pana generała Marka Dukaczewskiego? Gdyby pan generał takich rzeczy nie wiedział, po cóż resortowa „Stokrotka” miałaby zapraszać go do telewizji, żeby nam powiedział nie tylko jak jest, ale i – jak będzie?

Na tym tle lepiej rozumiemy obiekcje posągowej pani marszalicy Małgorzaty Kidawy-Błońskiej wobec zmiany konstytucji. Posągowa pani marszalica, najwyraźniej odpowiednio poinstruowana, bardzo pochwaliła zaprojektowany w konstytucji z 1997 roku system polityczny. Z punktu widzenia okupujących nasz nieszczęśliwy kraj bezpieczniackich watah, a także z punktu widzenia państw poważnych, którym te watahy się wysługują, ten system polityczny rzeczywiście jest optymalny, bo utrzymuje państwo w stanie nieustającej rozterki, wynikającej już choćby z samego istnienia dwóch ośrodków władzy wykonawczej: prezydenta i Rady Ministrów. Warto zwrócić uwagę, że twórcy konstytucji musieli uważać prezydenta za wyjątkowo niebezpiecznego wariata, bo nałożyli na niego aż dwa kaftany bezpieczeństwa, podczas gdy nawet infirmerowie uważają, że dla wariata zwyczajnego wystarczy kaftan pojedynczy.

Weźmy taką na przykład funkcję zwierzchnika Sił Zbrojnych. Niby prezydent jest tym zwierzchnikiem, ale samodzielnie nic w wojsku przedsięwziąć nie może, bowiem zawsze musi działać „na wniosek” albo ministra obrony, albo rządu. Po co w takim razie fatygujemy się, by tego całego prezydenta wybierać w powszechnym głosowaniu? Trudno zgadnąć, więc jedynym wyjaśnieniem tego fenomenu musi być okoliczność, że konstytucję z 1997 roku przygotowywała słynna „banda czworga”: UW, SLD, PSL i UP, a jak wiadomo, wielbłąd jest to koń zaprojektowany przez komisję. Z takiego dualizmu władzy wykonawczej musi wynikać jeśli nie „falandyzacja”, to inna forma nieprawdopodobnego bałaganu, który jest na rękę zarówno okupującym nasz nieszczęśliwy kraj bezpieczniackim watahom, jak i ich zagranicznym mocodawcom z państw poważnych.

Zatem może posągowa pani marszalica Małgorzata Kidawa -Błońska coś tam wie – na przykład, że głód wypędza wilka z lasu i temu podobne freblowskie mądrości – ale w materiach konstytucyjnych zorientowana jest znacznie gorzej. Skoro tedy sprawa zmiany konstytucji stanęła na porządku dziennym, to należałoby przede wszystkim zlikwidować istniejący system parlamentarno-gabinetowy i zastąpić go systemem prezydenckim, w którym władza wykonawcza złożona zostaje w ręce prezydenta. Warto zwrócić uwagę, że prezydent już teraz wybierany jest w powszechnym głosowaniu, więc legitymację demokratyczną ma znacznie silniejszą, niż jakikolwiek premier, na którego nigdy przecież nie głosowała bezwzględna większość obywateli. Poza tym, a może nawet przede wszystkim – dzięki zamianie systemu parlamentarno-gabinetowego na prezydencki, nie tylko likwidujemy dualizm władzy wykonawczej, ale w dodatku uniezależniamy ośrodek władzy wykonawczej od pornografii uprawianej w Sejmie przez Umiłowanych Przywódców – Bóg jeden wie, przez kogo nakręcanych.

Felieton pojawił się pierwotnie w tygodniku „Nasza Polska”. Jest również dostępny na stronie michalkiewicz.pl

Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas
UDOSTĘPNIJ
Poprzedni artykułWpadka Hanny Lis. Pomyliła Normandię z Norymbergą (video)
Następny artykułKurdowie pobili ekstremistów z ISIS
Stanisław Michalkiewicz

Pisarz, felietonista, nauczyciel akademicki i współtwórca UPR. Działacz opozycji w PRL.

Zobacz również