UDOSTĘPNIJ

Wszyscy doskonale znamy obrazki, elementy lewicowej propagandy, gdzie opasły jak wpieprz kapitalista siedzi na plecach wychudzonego, mizernego robotnika, jednocześnie licząc gruby pęk zielonych banknotów. Takie i inne obrazki tworzone przez naiwnych ignorantów ekonomicznych, piewców socjalizmu mają nam zobrazować jak straszny dla przeciętnego człowieka jest wolnorynkowy ustrój gospodarczy. Oczywiście, tak przedstawiony wyzysk z kapitalizmem nie ma i nie miał nic wspólnego, a prawdziwy rabunek przebiega dziś na zupełnie innej płaszczyźnie. 

Dziś już z tego rzekomo drapieżnego, bezdusznego kapitalizmu, który przecież wytworzył lwią część bogactw i dobrobytu, nie pozostało niemal nic. XXIw. przyniósł nam na zachodzie zupełnie nowy, inny system gospodarczy, zorientowany na trwonienie tego, na co pracowali i oszczędzali nasi ojcowie i dziadowie. Wszakże mamy bogactwo – nadszedł czas zabawy. Mało kto wie, że wypracowane wcześniej zasoby kończą się, a narody nie chcąc zacząć oszczędzać i przestawić się na tory kapitalizmu, zaciągają coraz to większe kredyty… Nie wierzycie? Popatrzcie na Grację, Hiszpanię, Portugalię… następna w kolejce jest Polska i nasz ponad 3 bilionowy dług publiczny!

Jednak ja dzisiaj nie o tym. Współczesny wyzysk. Nie przebiega on wbrew pragnieniom lewicy na osi kapitalista-pracownik. Nie jest to też płaszczyzna szlachcic-chłop czy metropolia-kolonia. Pewnie zaskoczę większość polskich lewicowców, ale nie jest to nawet zależność ksiądz-wierni. Dzisiaj osią wyzysku, eksploatacji i zdzierstwa jest stosunek rządzących do swoich własnych obywateli!

Polacy dzisiaj pracują sporo. Według statystyk przeciętny Polak na swoją pracę poświęca zdecydowanie więcej czasu niż statystyczny mieszkaniec Unii Europejskiej. Tak jest od lat. Polacy pracują dużo, ciężko, efektywnie… ale ich pensje wciąż są niskie, towary na półkach sklepowych drogie, a choćby odrobina luksusu niemal nieosiągalna. Nic więc dziwnego, że wielu z nas, szczególnie młodych osób szuka lepszego miejsca do życia za granicą. Dlaczego tak jest?

Czynników oczywiście jest kilka. Jednym z nich jest słabość polskiej gospodarki. Zagadnienie właściwie globalne, o którym długo by mówić. Kiedyś poświęcę na to kilka dużych tekstów, bo skupić się dzisiaj chciałem na innej stronie zagadnienia. Oczywiście, ze słabością naszej gospodarki ściśle się ona wiąże.

Trzeba sobie uświadomić, że żyjemy w państwie, gdzie jeszcze nigdy, w całej jego długiej historii, tak niewielu, pracuje i utrzymuje tak wielu. Aż 25% społeczeństwa, żyje za pieniądze innych. Oznacza to, że pozostałe 75% ludzi musi zapracować i w postaci podatków utrzymać resztę! Samych urzędników jest 20%. Ta jedna piąta „ludzi pracy” to już dziś miliony osób. A liczba ta zwiększa się z roku na rok. W 2014r. urzędników w Polsce jest prawie tyle samo co emerytów (5 milionów) i o milion więcej niż rencistów (2,5 miliona). Do tego dochodzi jeszcze ponad dwa miliony bezrobotnych. Na nich wszystkich pracuje zaledwie trzynaście milionów osób zatrudnionych w sektorze prywatnym.

Do tej pory niemal każda kolejna partia, która zwyciężała wybory oraz tworzyła koalicję i rząd, wśród wielu swoich obietnic miała punkt dotyczący ograniczenia biurokracji. Można zauważyć ciekawą prawidłowość. Tak jak PIS, który szedł do władzy z socjalistycznymi hasłami, a następnie obniżał (symbolicznie, ale zawsze) podatki, tak jak PO, która głosiła zdrowy koliberalizm a wprowadza socjalizm, tak żadna z dotychczasowych rządzących sił politycznych, liczby urzędników i urzędów, mimo obietnic nie zredukowała.

W samej administracji państwowej zatrudnionych jest ok. 450 tys. ludzi. To niewiele w stosunku do 160 tys, którzy pracowali tam jeszcze w 1989r. Jak widać, te 25 lat „wolności” przysłużyło się konkretnej grupie społecznej. Znany jest też przykład powtarzany często przez Pawła Kukiza, który kiedyś przypomniał, że w czasach „starej komuny”, kiedy Polskę określano mianem państwa policyjnego, w Komendzie Głównej Milicji Obywatelskiej pracowało około pięciuset urzędników. Obecnie w Komendzie Głównej Policji pracuje ich 4,8 tys!

Geneza takiego stanu rzeczy jest bardzo złożona. Osobiście uważam, że podstawą tej sytuacji, jest oczywista konsekwencja ustroju politycznego w państwie demokratycznym. Otóż władza, która zostaje demokratycznie wybrana i może zawłaszczyć państwo na minimum pięć lat, ale jednak na okres limitowany, stara się wycisnąć go jak cytrynę. Stworzyć jak najwięcej urzędów i jak najskuteczniej obsadzić je wszystkie swoimi ludźmi – działaczami, przyjaciółmi, znajomymi, rodziną… Tak już jest, że demokracja się degeneruje, jak każdy inny ustrój – tyle, że łatwiej i szybciej. A jak już się zdegeneruje to tak właśnie wygląda.

Aby to wszystko mogło istnieć i nie zawaliło się za szybko, potrzebny jest pełny, rozdęty budżet. A jak najłatwiej go pokryć? Tak jest – podatki, podatki i jeszcze raz podatki. Fiskalizm w Polsce sięga dziś niebotycznych rozmiarów. Świetnie obrazuje to przykład ostatnich dni. Posłowie Twojego Ruchu złożyli w Sejmie projekt, o podniesieniu kwoty wolnej od podatku. Jest to kwantum dochodu, od którego nie obowiązuje zapłata podatku dochodowego. Do tej pory Polska była jednym z nielicznych krajów, gdzie obywatele musieli płacić podatek od kwoty, która zapewnić im mogła minimum egzystencjalne. Dokładnie wynosi to 3091 zł. Oczywiście w skali całego roku. Nowa ustawa miała tę sumę podnieść do 6500 zł. Miała… Na wniosek Platformy Obywatelskiej, ustawę odrzucono już w pierwszym czytaniu. Kuriozum tym większe, że przecież kwota wolna od podatku nie zmieniła się w Polsce od dokładnie ośmiu lat. Jako ciekawostkę mogę tylko dodać, że taka stawka w Wielkiej Brytanii jest ok. 19 razy większa.

Czasami zastanawiam się, dlaczego właściwie, szajka rządząca Polską tak właśnie postępuje. Wszak nadmierny fiskalizm nie jest nawet dobry z ich punktu widzenia. Wszyscy znamy kazus z okresu rządów SLD, kiedy obniżono akcyzę na alkohol i… przychody do budżetu państwa z tytułu jego sprzedaży wzrosły. Dzieje się tak zawsze, kiedy podatki są na tyle wysokie, że zmuszają ludzi do ucieczki za granicę, do szarej strefy, pędzenia bimbru, przemytnictwa…

Spójrzmy jeszcze na jeden przykład z zakresu polityki fiskalnej. Cena paliw. Pół Polski świętuje, bo jest aktualnie wyjątkowo niska. Mało kto jednak wie, że realna cena paliwa, wraz z nałożoną na nie marżą pośrednika, jest jeszcze niższa. I to zdecydowanie. Dzisiaj, kiedy benzyna kosztuje ok. 4,70 zł za litr, w cenie tej mieści się 0,85 zł. VATu, 0,08 zł. opłaty paliwowej i 1,57 zł akcyzy. To jeszcze nic. Gdyby te podatki były niższe, o ile zmniejszył by się koszt dystrybucji? Faktyczny koszt 95, wraz z marżą to niecałe 2 zł. A przecież to właśnie paliwa są absolutną podstawą całej współczesnej gospodarki. Wszak każdy produkt i pół-produkt musi zostać przewieziony na miejsce. Większość dzisiejszych maszyn jest zasilana silnikami spalinowymi. Również na transporcie bazuje lwia część usług w naszym kraju. Korzyści dla gospodarki z tańszego paliwa są wręcz niewyobrażalne. Równocześnie potaniałby każdy produkt i usługa dostępny na rynku. I kolejna korzyść – jak bardzo zwiększyłby się poziom życia ludzi? A paliwa to tylko jeden z przykładów…

Ja osobiście mam dość państwa, które w podatkach zabiera mi prawie połowę wypracowanego przeze mnie dochodu. Jeszcze żebym miał w zamian wymierne korzyści. Jest tylko jedna, szeroka grupa czująca się w tym systemie dobrze – rządzący i skupieni wokół nich urzędnicy. Musimy sobie i im powiedzieć twarde, zdecydowane, gromkie STOP! Stop z wyzyskiem. Stop z okradaniem. Stop z traktowaniem państwa polskiego niczym prywatny folwark bandy czworga. Przed nami gorący politycznie rok. Najpierw wiosną wybory prezydenckie, następnie, jesienią parlamentarne. To idealny moment by odsunąć te świnie od koryta!

Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas

Zobacz również