UDOSTĘPNIJ

Franz Oppenheimer w pewnym momencie swojego życia, sformułował dwa sposoby osiągania zysku. Ten pierwszy postulat to ujęcie polityczne, które jest bliskie dzisiejszym politykom, których cechuje różny wymiar, pomysł i wpływ interwencji w gospodarkę, drugi natomiast to sposób ekonomiczny, który jest bliski w sformułowaniu osobom wyznającym liberalizm klasyczny.

Pierwszy ze sposobów charakteryzuje się tym, że polega na odebraniu siłą po przez wymiar ustawodawczy dóbr jednej grupie, by wręczyć je innej. Jest to dosyć łatwy sposób osiągania zysków, niż uczciwa praca, bo daje nieodpartą pokusę wykorzystywania aparatu państwa, przez różne ?grupy nacisku?, by w łatwiejszy sposób osiągnąć materialne korzyści niżeli zawdzięczać je własnej pracowitości. Prościej jest przyjąć zapomogę od państwa niż wziąć się do uczciwej pracy. Dla przedsiębiorców, którzy wspierają etatyzm, lepiej jest popierać ustawodawstwo i różnej maści regulacje, by w ten sposób walczyć z konkurencją, niż uczciwie się z nią zmierzyć w wolnej gospodarce. Umożliwiając te i inne rozwiązania, państwo w rezultacie sprzyja kształtowaniu się konfliktów, by łagodzić je polityką interwencji, która musi w ostateczności uderzyć we wszystkich. Tego typu polityka jest w gruncie rzeczy zła i niemoralna. Frederic Bastiat zwykł nazywać ją ?grabieżą w majestacie prawa?.

W drugim ujęciu w wymiarze ekonomicznym, chcę pokazać, że osiąganie korzyści jednej strony nie musi się wiązać ze stratą drugiej. Przyjęcie drugiego postulatu przyniesie profity wszystkim jednocześnie i nie musi wywoływać konfliktu między pracą a kapitałem, jak to ma z kolei miejsce w przypadku wspomnianego wyżej ustawodawstwa, gdzie wzrost dochodów pracownika wymuszana jest stratą pracodawcy, jak w przypadku naciąganej ?płacy minimalnej? powodującej coraz kosztowniejsze zatrudnianie. Otóż jeśli chodzi o wolny rynek to narzędziem polepszania ludzkiego życia w nim, jest ciągły proces inwestycji, dzięki któremu wzrasta wydajność pracy i ilość produktów, które chcemy sprzedać. Dzięki temu, że wzrasta wydajność pracy, wzrasta też wydajność firm, a koszt wytwarzanych dóbr, poprzez inwestycje kapitałową w nowe maszyny ? spada. Tą obniżkę kosztów wyprodukowanych produktów odczują klienci, bądź przez spadek ceny towaru, albo w polepszeniu cechy i jakości towaru, ewentualnie również mogą odczuć komfort obydwu tych czynników naraz. W ten sposób poziom życia ludzkiego ulega podniesieniu i nie następuje ono po przez ?grabież w majestacie prawa? jak celnie to ujął Bastiat. W książce ?W obronie zdrowego rozsądku? Thomas Woods cytując George?a Reisman?a tłumaczy w ten sposób to zjawisko:

?Wydajność pracy warunkuje dostępność dóbr dla konsumentów, odpowiednio do ilości, w jakich są dostarczane na rynek; tak samo ceny dóbr wpływają na wysokość pensji tych, którzy je wytwarzają? ? dodając od siebie, że ?proces ten powoduje wzrost wszystkich realnych przychodów firmy, nie przeszkadzając wpływać także na zwiększanie się płac realnych?*.

W tak sformułowanych kwestiach wolnego rynku, dodatkowa siła robocza, która w ten sposób się ujawnia, przez to, że ręce do pracy wcześniej potrzebne są teraz zastąpione przez maszyny – nie musi wywoływać powszechnego bezrobocia. Ludzie, którzy wcześniej pracowali w pewnym sektorze gospodarczym, mogą przebranżawiając się zasilić szeregi innej gałęzi gospodarczej, której istnienie dotychczas nie było możliwe. ?Niewidzialna ręka rynku? użyta w metaforze przez Adama Smitha w książce ?Bogactwo Narodów? zaczyna działać i powoduje, regulując jednocześnie rynek ? że wzrasta zatrudnienie w jednej dziedzinie gospodarczej, a spada w drugiej.

Ogólnie opinia publiczna bardziej skłania się co do tego pierwszego opisu, a nie tego drugiego. Częściej słyszy się w mediach, że korzystniejsza jest redystrybucja dóbr między bogatymi a biednymi, że moralniej jest stosować zachowanie ?Janosika?, by odbierać bogatym, a dawać uboższym. Nie zgadzam się z tym punktem widzenia. Uważam, że moralniejsza jest ta druga opisana droga, postulująca wymiar ?ekonomiczny? Oppenheimera. Postulat ?polityczny? wcale nie pomaga podnieść standardu życiowego ludziom, wręcz go zubaża. Powstrzymywanie od inwestowania zamożniejszych, po przez odbieranie im części wynagrodzeń i zysków progresywnym podatkiem, hamuje tylko proces inwestycyjny i akumulacje kapitału. ?Akumulacje?, która w dłuższej perspektywie przyniesie nam wszystkim ogólnie powszechniejszy dobrobyt i bogactwo.

Opisywany oraz przedstawiany społeczny, w dużej mierze dobry dla innych postulat ?ekonomiczny? miłujący wolny rynek, odbywa się bez stosowania ustawodawczej przemocy dla najbogatszych i konfiskaty ich własności. Do tego by robotnicy zarabiali więcej, a nam wszystkim status materialny się podnosił, nie jest potrzebna żądana przez Pana Szumlewicza tzw. ustawa o ?zniesieniu ubóstwa?, lecz tylko jak najniższe opodatkowanie (a może żadne?) w gospodarce, które umożliwi nam czynne, swobodne, nieskrępowane działanie do polepszania naszych warunków życia.

* Thomas Woods, W obronie zdrowego rozsądku, Warszawa 2007, s. 27.

Gabriel Skiba

ZOSTAW ODPOWIEDŹ