UDOSTĘPNIJ

Zanim zacznę pisać o problemie jaki zauważyłem ostatnimi czasy, chciałbym wyłożyć definicję Neopolonii, którego to pojęcia będę używał w tekście. Jest ona przeze mnie rozumiana jako masowa emigracja w XXI wieku z Polski na zachód w celach zarobkowych.

Miałem przyjemność pobyć w kilku państwach zachodnich i poobserwować sytuację, zachowanie i zwyczaje naszych rodaków. Chcę podkreślić, że artykuł powstał na skutek prywatnych przemyśleń, relacji zza granicy pochodzących od samych zainteresowanych, niepoparte badaniami naukowymi. Dlatego jest to tekst jak najbardziej subiektywny nie aspirujący do miana naukowej publikacji. Niestety wnioski jakie mi się nasuwają nie są zbyt optymistyczne.

Stereotypowego Polaka za granicą można poznać od razu – to biały mężczyzna w dresie, zazwyczaj z „prawilną” fryzurą, zajmującym się różnego rodzaju kombinacjami i machlojkami. Przy tym wybitni indywidualiści, niestety też zdradzieccy ale za to skłonni do pracy i stosunkowo biedni. W wielu przypadkach gotowi na wszystko. Kobiety z kolei to piękne materialistki, zachłanne i dzielące wraz z naszą brzydszą płcią resztę stereotypów.

Tak jesteśmy postrzegani przez obcokrajowców na zachodzie, wspaniałomyślnie wpuszczających imigrantów do swojego kraju i oferując im doprawdy luksusowe warunki bytu. Chcę zaznaczyć, że jest to pojęcie stereotypowe, nie odnoszące się w praktyce do wielu Polaków na obczyźnie. Dobrym pytaniem będzie w tym wypadku – jak działa taka zmiana otoczenia na część naszych rodaków w praktyce?

Niestety pierwszy wniosek jest nazbyt pesymistyczny i po prostu przykry. Pokoleniu wyjeżdzającemu na zachód w większości uderza do głowy „sodówka” od nadmiaru bogactwa. Obwieszeni markowymi ubraniami, najedzeni, mogący pozwolić sobie na wszystko czego nie mogli zaznać w kraju Polacy niestety często stają się pazerni z poczuciem wyższości nad „chłopkami” którzy nie dorobili się tych rzeczy.

By sobie lepiej wyobrazić wyżej opisane zjawisko starczy sie przyjrzeć szeregom straży miejskiej do której często dostają się nigdy wcześniej nie mający realnej władzy „chłopkowie” po podstawówce i wykorzystujący ją w znany nam wszystkim sposób, nader często ją nadużywając. Analogicznie wygląda sytuacja w środowisku Neopolonii.

Nawiązując do wniosku nr 1 z niego wynika niestety też wniosek nr 2, czyli pogarda dla współrodaków dołączających do emigracji w celu znalezienia lepszego życia. Niestety prawdą jest, że w większości przypadków Polacy są oszukiwani przez „swoich”, co niestety wynika z pewnego instynktu „cwaniactwa” i sądzę, że jest spowodowane połączeniem traumy popeerleowskiej (krótko mówiąc zaznanej niegdyś biedy), „sodówki” od nadmiaru bogactwa i strachem przed utratą tego co udało się im osiągnąć.

Kolejnym wnioskiem wywodzącym się bezpośrednio z drugiego jest też niezdolność do samoorganizacji się Neopolonii, co jak pokazał deal Camerona z Tuskiem jest wadą niezwykle istotną. Niestety brak zaufania i indywidualistyczny charakter naszego narodu powoduje, że doprawdy syzyfową pracą jest angażowanie rodaków w zrzeszenia mające na celu dbanie o interesy naszej zbiorowości za granicą. Skutkuje to tym, że Polacy są często „chłopcem do bicia” dla władz państw zachodnich gdyż nie są w stanie odpowiednio zareagować w przeciwieństwie do mniejszości czarnoskórych, czy muzułmańskich.

Na szczęście są też pewne pozytywne cechy, czy zjawiska dotyczące naszych rodaków za granicą. Słynna wyższa dzietność niż w kraju jest prawdą, choć tyczy się to większości nacji imigrantów – w porównaniu do Brytyjek, Polki mające zabezpieczony byt decydują się na posiadanie większej ilości dzieci.

Polacy podobnie jak w ojczyźnie mało przejmują się sprawami „politycznymi”, swoją wiedzę czerpiąc zazwyczaj z telewizji. Wykazują się jednak bardzo dużą odpornością na propagandę „lewacką” nie akceptując tolerancji w wydaniu rozumianym przez zachód. Ich dzieci są wychowywane w atmosferze wartości chrześcijańskich, zaś święta i tradycja wciąż są żywe w polskich domach. Swoistym smaczkiem jest też obecność polskich produktów na półkach sklepowych wielkich sieci handlowych.
Podsumowując, niestety na emigracji widać pewną chorobę, jaka toczy naszych rodaków po wyjeździe z Polski. Nie zaznamy pewnej specyficznej formy sąsiedzkiej „życzliwości” jaką znamy w naszej rzeczywistości i załatwiania wielu rzeczy polubownie. Polacy na obczyźnie są o wiele bardziej indywiualistyczni, bezwzględni i agresywni niż na „własnym podwórku” i niestety wychodzą z nich negatywne cechy. Zachowują jednak swoją tożsamość i ichnie rozpłynięcie się w tyglu narodów – do utworzenia jakiego dąży zachód jest raczej mało prawdopodobne, aczkolwiek w dłuższej perspektywie czasowej możliwe.

Z opowieści moich rodziców i dziadków wnioskuję, że obecne zachowanie i „choroba” emigracji jest analogiczna do wydarzeń transformacji ustrojowej z lat 90 ubiegłego wieku. Również wtedy zerwały się pewne więzi, zasady postępowania i życzliwość międzyludzka spowodowana pazernością i koniecznością odnalezienia się w nowym porządku. Wiele lat minęło zanim od nowa zaczęły powracać instynkty chęci do współpracy i altruizmu, występujące wbrew pozorom w absurdalnej rzeczywistości poprzedniego ustroju.

Nie chcę broń boże zaprzeczać konieczności transformacji ustrojowej, ani tym bardziej prawdzie o patologii systemu PRL-u. Chcę tylko na przykładzie odczuć i relacji świadków wydarzeń pokazać podobieństwo zjawisk im towarzyszących – z dziejącymi się obecnie poza naszymi granicami. Nota bene, a propos transformacji ustrojowej polecam przeczytać sztandarowe dzieło prof. Kieżuna – Patologię Transformacji.

Na koniec chciałbym dodać słówko od siebie – nie napisałem tej opinii w celu obrażania Polaków na obczyźnie. Chciałem pokazać jak działa moim zdaniem na Neopolonię znalezienie się w nowej rzeczywistości.Co jest jeszcze bardziej przykre, raczej nie będzie ona maleć a wręcz odwrotnie – zmuszając jeszcze większą liczbę Polaków w odnajdywaniu się w nowych realiach. Co dla mnie też jest przerażające – być może będzie ona dotyczyła również mnie. Potwierdza też sporą odległość dla III RP jaką ma do pokonania by dorównać pod względem bogactwa i pozytywnych aspektów mentalności zachodowi. Jest to dość ciekawe zjawisko psychologiczno – socjologiczne, lecz do głębszej analizy dla specjalistów w tych dziedzinach, a nie prostego studenta ;-).

UDOSTĘPNIJ
Poprzedni artykułŚwiat Szumlewicza
Następny artykułCzy z POPiSinizmu da się wyrosnąć?
Bartek Bąk
Student, patriota, o krytycznym spojrzeniu na otaczający nas świat. Tropiciel absurdów i poszukiwacz rozwiązań na nie.