UDOSTĘPNIJ

W związku z napiętą sytuacją na Ukrainie słychać pobrzdąkiwania o powrocie do praktyki powszechnej służby wojskowej. Póki co rezerwiści otrzymują karty mobilizacyjne. Czy głosy o odwieszeniu zawieszonego powszechnego poboru do woja są rozsądne? Moim zdaniem absolutnie nie zwiększyłoby to potencjału obronnościowego Polski. Głównie dlatego, że wojacy-amatorzy nie są zdolni do jakichkolwiek skoordynowanych działań wojennych, w przeciwieństwie do armii zawodowej. Nie liczy się ilość, a jakość. Mam wrażenie, że niektórzy nie mają świadomości czasów w których przyszło nam żyć i tego, że każdy poważniejszy konflikt zbrojny jaki nas czeka, będzie wojną technologiczną. Przypomniała mi się scena z jakiegoś filmu dokumentalnego, gdzie to Talibowie butnie i prymitywnie wstrzeliwali się karabinami atakując jakąś bazę, a zlikwidowani zostali przez…pracownika biurowego rzec można. Otóż siedział on sobie wieleset kilometrów od miejsca strzelanki, w klimatyzowanym budyneczku, coś na kształt biura, włączył monitor, podsunął sobie bliżej joystick i niczym w grze komputerowej, sterując bezzałogowym samolotem tzw. dronem, po prostu zestrzelił sobie dwóch ludzi, pstryknął palcami zwieńczając w ten sposób wykonanie polecenia służbowego. Za chwilę wszedł do niego kumpel z pytaniem ?wyskoczysz na miasto coś zjeść??.

Recepta na to, by Polska zyskała rangę państwa, którego nie opłaca się atakować jest bardzo prosta. Po pierwsze obrona terytorialna, przysposobiona na walkę partyzancką. Dużo schronów, kryjówek, składów broni, matni spreparowanych do ataku z zaskoczenia. Kraj podzielony na okręgi terytorialne i zawodowi żołnierze znający każdy zakamarek okręgu, któremu podlegają. Po drugie legalizacja posiadania broni i powszechny do niej dostęp. Bez zagmatwanych procedur, kurs na strzelnicy wystarczy. Czy 30mln potencjalnych „partyzantów” nie jest odstraszające dla ewentualnego wroga? Wszystkich, którzy są za zaostrzaniem przepisów dotyczących posiadania broni palnej uważam za wrogów wolności.

Umiesz liczyć, licz na siebie. Nie wyobrażam sobie, żeby młodzi Polacy szli na szaniec, wojując z Rosjanami w imię przyjaźni z Ukrainą (instalowaną w naszej świadomości za pomocą mediów, przez rządzące nami „elity” kraju), gdyby do takowego konfliktu doszło. Tym bardziej, że Ukraińcy to nigdy nie byli nasi bracia, a prędzej wrogowie. Tak samo, młody Francuz, czy młody Anglik w 1939 roku, nie przybyli walczyć z naszymi okupantami w imię przyjaźni z Polską. Nasi władcy oczywiście puszą się tym, jakich to Polska ma sojuszników na arenie międzynarodowej i w ogóle jaką ma wspaniałą pozycję na tej arenie. No i na pewno w przypadku zagrożenia pierwsi chwycą za… walizkę i wylecą do Berlina, Paryża, Londynu, Dubaju czy Tel-Avivu.

Trudne sytuacje obnażają cały ten lewacki pisk za równouprawnieniem. Na mobilizację stawiają się młodzi mężczyźni, a nie kobiety i mężczyźni. Bo mężczyzna odgrywa w życiu inną rolę, a kobieta inną. Każdy myślący człowiek to rozumie, nie będę tu więcej filozofował, bo lewaka zamkniętego w utopijnych, lewackich myślach i tak nie przekonam. Feminizm kończy się tam, gdzie trzeba wnieść szafę na 3 piętro. Debaty, w których udział biorą przedstawiciele lewicowych partii i oskarżają się nawzajem, o małą ilość kobiet na 1 miejscu list wyborczych, albo chełpiący się parytetami w partii, to jest katorga dla rozumu. A ?ojczyznę wolną racz nam wrócić Panie (?) chroń nas od przyjaciół, z wrogami poradzimy sobie sami?.

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ