UDOSTĘPNIJ

Znacznie większą stratę poczułem gdy dowiedziałem się o śmierci śp. Andrzeja Leppera niż na wieść o dokonaniu żywota przez śp. Władysława Bartoszewskiego. Obu panów nie znałem prywatnie, ale kiedy dotarła do mnie wiadomość o zgonie legendarnego lidera Samoobrony, poczułem pustkę, jakby odszedł ktoś mnie bliski. Bo utożsamiałem się z jego postawą życiową. Z dążeniem do prawdy. Niewygodnej prawdy. A słynny „profesor”? Jawi mi się jako agitator władzy, złej władzy. Władzy, dla której nadrzędnym celem jest coraz silniejsze zaciskanie paszczęk na korycie i rzucanie kolejnych kłód pod nogi młodemu pokoleniu, by chronić interesy partycypujących w systemie sitw.

Ta władza to apoteoza debilizmu. Skoro bezwstydnie funkcjonować mogą jako prominentni politycy PO, wręcz autorytety medialne praktycznie nie wychodzące z radia i telewizji tuzy intelektualne, które twierdzą, że gdyby w Polsce były niższe podatki, to poupadałyby przedsiębiorstwa. A to są słowa jednej z twarzy Platformy Obywatelskiej. I taką władzę żyrował i czapkował jej śp. Władysław Bartoszewski występując w spotach partyjnych i grzmiąc na konwencjach choćby Komorowskiego. Który ostatnio w goebbelsowsko-gomułkowskim stylu, w rytm melodii z Benny Hilla prezentował się na budowie obwodnicy Inowrocławia.

Jestem młody, bardzo młody. Mam 22 lata. Ostatnie lata mojego życia to czas czerpania garściami z dorobku twórczego, publicystycznego i intelektualnego autorytetów, które mnie ukształtowały i jeszcze kształtują. Mam ich wiele, z czego część jest uznanych przez opinię publiczną, a część subiektywnie zaliczam do tego grona. Jednak „profesor” nie wpłynął na mnie, na moją osobowość nawet w najmniejszym promilu. Może na starszyznę tak, sam zbyt krótko z racji wieku w świadomym stopniu uczestniczę w życiu publicznym, żeby uznać go za mojego nauczyciela. Będę go pamiętał poprzez pryzmat jego ostatnich lat życia, jako gombrowiczowską gębę. Gębę agitatora władzy o której mam jak najgorsze mniemanie. I przez tę łatkę którą na własne życzenie sobie przyprawił nigdy nie miałem ochoty sięgnąć po jego dzieła.

Bo ta władza zgotowała mi małe Auschwitz. Jestem jej niewolnikiem, ona zawiaduje moim życiem i ma monopol na moje „dobro”. Nie mogę sobie pograć w pokera, bo to hazard i jeszcze się uzależnię. Nie mogę sobie zapalić tego i owego, bo wpadnę w nałóg. Muszę oddać pół pensji na ZUS, bo jako emeryt padnę pod płotem z głodu. Muszę się ubezpieczyć w NFZ, bo w przypadku choroby oczywiście także zdechnę pod płotem. Nie mogę kupić sobie strzelby do ochrony posesji. No i tak dalej, dość z wyliczaniem bo felieton robi się banalny.

Oczywiście, zaraz jakiś zapluty autorytecik naskoczy na mnie „gówniarzu ty wiesz kur*a co to było Auschwitz? Co ci ludzie tam przeżyli, ci którzy w ogóle przeżyli, jak byli męczeni, zagłodzeni, przemarznięci, przetyrani! Ciesz się, że żyjesz w czasach zgody i bezpieczeństwa i nic prócz ptasiego mleka ci nie brakuje!”. Otóż nie umniejszam cierpień tych ludzi. Ludzi których los tak ciężko doświadczył. I którym inni ludzie zgotowali ten koszmar. Tak, czasy są lepsze niż za okupacji, ale czy to znaczy że takie relatywizowanie jest argumentem ostatecznym? Że nie mam prawa do młodzieńczej fantazji, że chcę latać, być orłem a nie kurą, która przy większym wysiłku co prawda uniesie się kilka metrów nad ziemię ale nie zazna nigdy swobody nieskrępowanego lotu? Chcę być całkowicie wolny, a nie półwolny.

Śp. Lepper widział patologie władzy, przekręty i mówił o nich, nie bacząc na to, że zrobią z niego oszołoma. Że przeszkadza zabawie i go zniszczą, być może przypłaci życiem… Śp. Bartoszewski u swojego zarania był przedstawicielem klasy szczęśliwej, o taką Polskę walczył, wszystko jest dobrze i właściwi ludzie są u sterów państwa. Przez wielu tak zostanie zapamiętany. Spokój grabarza, wszystko będzie dobrze.

Moim największym nauczycielem jest Marek Hłasko. Jego twórczość mnie uskrzydla. 2 lata temu przeczytałem jego felieton pt. „Podróż w krainę nieporozumień”. Napisał go w wieku lat 20. Gdy go przeczytałem również miałem 20 lat. Tekst ukazał się w 1954 roku, a ja czytając go, czułem jakbym czytał we własnych myślach. Skądś znałem ten sposób widzenia świata. To mój sposób postrzegania rzeczywistości. Napisany lekko i czysto, bez bleblania, bez przypadkowych przemyśleń z analitycznym podejściem do ciągów przyczynowo-skutkowych. I gdy wtedy przeczytałem ten felieton od razu sobie pomyślałem, że chce być felietonistą, chcę dojść do perfekcji w tym gatunku, nawet gdybym był za krótki, żeby robić to zawodowo, to chociaż z predylekcji… I tak Marek Hłasko stał się moim autorytetem. No i jakiś mam sentyment do tych 20 lat, w moim życiu przełomowy wiek, a Hłasko chyba najbardziej słynie z „Pięknych dwudziestoletnich”.

Marek Hłasko zmarł w wieku 35 lat w niewyjaśnionych okolicznościach. Mówiło się o samobójstwie wskutek przedawkowania leków zmieszanych z alkoholem, choć jego matka i bliscy nigdy w samobójstwo nie uwierzyli. Szkoda że przyszło mu żyć za komuny, cenzura, trudne warunki życiowe, emigracja, brak środków do życia, konieczność podejmowania robót fizycznych, myślę że sprawiły iż napisał tylko namiastkę tego, na co było go stać. Komuna zmarnowała największy polski talent pisarski. A ja, gdy czuję że tracę formę, wracam do tego jego pierwszego przeczytanego przeze mnie felietonu i nabieram wigoru. Dla mnie to wzór tej najwspanialszej wypowiedzi pisemnej.

Tomasz Lis w swoim ostatnim felietonie na poziomie ucznia gimnazjum w natemat.pl napisał, że „profesor” miał życiorys nieskazitelny. Z kolei część prawicowców nazywa go per „ L4” i przytacza słowa, że bardziej bał się Polaków niż Ssmanów, więc pewnie kolaborant. Zapewne nigdy się nie dowiemy która z tych dwóch opinii na antypodach bliższa jest prawdzie. Dla mnie natomiast śp. Bartoszewski to tuba propagandowa Platformy Obywatelskiej. Tego upiornego skojarzenia się nie pozbędę.

Zapraszam na mój fanpage:

źródło obrazka: youtube.com

Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas

Zobacz również