UDOSTĘPNIJ

Jak część z moich czytelniczek i czytelników wie, swoją przygodę z polityką zaczynałem stosunkowo wcześnie, angażując się w prace młodzieżówki Unii Wolności. Była to piękna polityczna szkoła, zwłaszcza, żenasi starsi koledzy traktowali nas, jakby nie patrzeć pietnastolatków, bardzo poważnie. Biuro na Marszałkowskiej w Warszawie wypełniali licznie uczniowie, studenci, emeryci, a dym papierosowy towarzyszył dyskusjom bez końca, organizowanym ad hoc akcjom politycznym, zjazdom, spotkaniom i głosowaniom.

Trafiłem chyba na najlepszy czas funkcjonowania Młodego Centrum. Byliśmy bardzo różni, wielu z nas nie chciało w przyszłości stać się politykami, niektórzy odnajdywali sens w działalności charytatywnej, inni w happeningach, jeszcze inni byli tytanami kampanii wyborczych. Jak na ludzi działających w jednej politycznej organizacji mieliśmy zaskakująco różne poglądy: dzielił nas stosunek do legalizacji miękkich narkotyków, aborcji, wojny w Iraku, podatku liniowego czy przekształcania naszej Partii-matki w nowe ugrupowanie z udziałem polityków SLD. Część z nas pojawiała się na Paradach Równości, gdy inni montowali polityczną większość przeciwko udziałowi w tej imprezie i oficjalnemu poparciu.

 

Czasem ze sobą walczyliśmy, nierzadko na noże, wyciągając sobie na wzajem niekonsekwencje, zbyt ostre prowadzenie wewnętrznych kampanii, lenistwo i nieodpowiedzialność. Ale też sobie ufaliśmy i dawaliśmy na wzajem szansę sprawdzenia się w różnych okolicznościach. Sam jako 16-latek miałem szansę redagować gazetę warszawskiego oddziału stowarzyszenia czy wypowiadać się telewizyjnych programach publicystycznych.

 

Co chyba najważniejsze, z częścią z ludzi, z którymi się wtedy zetknąłem do dziś trzymam ciepłe kontakty, o większości pozostałych myślę jak najlepiej (niezależnie od tego czy dali się uwieść Gowinowi, Platformie czy korporacji).

 

Myślę też, że wtedy działalność w mlodzieżówce była dla mnie świetną szkołą aktywizmu, sztuki argumentowania swoich poglądów, pracy w zespole, ale też wrażliwości. Nasi koledzy zadbali o to, aby młodzi pamiętali o ważnych faktachw historii Polski, zarówno tych strasznych, gdy wzięliśmy udział w Marszu Żywych w Oświęcimiu jak i radosnych, gdy wspólnie, w miejscowości Ateny na Podlasiu, cieszyliśmy się z wejścia Polski do Unii Europejskiej.

 

Dziś pod większością zdań z ówczesnego programu Unii Wolności bym się nie podpisał, ale też otwarcie tego środowiska na różne poglądy i postawy sprawiły, ze dziś jestem tam gdzie jestem.