UDOSTĘPNIJ

Bartłomiej Misiewicz przeżywa naprawdę trudne chwile. Wieloletni współpracownik Antoniego Macierewicza jest zbombardowany krytyką po balandze w Białymstoku. Rozmyśla w domu pod kołdrą nad wizerunkową klęską i nie chce podążać za radami agencji PR. 

Bartłomiej Misiewicz to obecnie najbardziej wyśmiewany działacz PiS. Ostatnie dni to dla niego prawdziwy koszmar. Internauci prześcigają się w memach na jego temat nabijając się z jego obciachowej imprezy w Białymstoku. Misiewicz uważa, że cała sprawa to jedna wielka nagonka i nie chce przyznać się do błędu. To zła strategia.

Agencje PR doradzają, by Misiewicz wyznał winy, przyznał się do błędu i wytłumaczył swoje zachowanie, w ten sposób ratując wizerunek. Problem w tym, że młody rzecznik MON nie chce tego zrobić. Media podają, że porzucił również plan udzielenia „wywiadu rzeki”, ponieważ obawia się, iż nie uda mu się przekonać wyśmiewających go ludzi.

Tłumaczenia zresztą mu nie wychodzą. Misiewicz opowiadał, że nie przyjechał do klubu w obstawie oraz limuzyną, ale… szybko wsypał go jego towarzysz Sebastian Łukaszewicz, który przyznał, że rzecznik MON udał się na imprezę rządową limuzyną i z ochroną.

Dziennikarze podają, że sprawa Misiewicza jest beznadziejna, a rzecznik MON kiedy tylko może siedzi w domu i przeżywa nocami sytuację. Komunikuje się głównie SMS-ami i przeżywa klęskę pod kołdrą, pod osłoną nocy.

Sprawa Misiewicza to też twardy orzech do zgryzienia dla Macierewicza. Minister obrony narodowej chce jednak uratować swojego pupila, mimo iż koszty jego utrzymania są wysokie, a rzecznik sprawia obozowi rządowemu coraz więcej problemów.

 

 

Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas

Zobacz również