UDOSTĘPNIJ

Nieszczęśliwie dla Polski, osią konfliktu politycznego nie jest spór miedzy prawicową i lewicową wizją modernizacji. Do czynienia mamy raczej z ciągłym ścieraniem się wizji liberalno-prorozwojowej i konserwatywno-romantycznej. Na trzecim planie znajdują się śladowe ilości „subkulturowych” organizacji i środowisk. Poligony doświadczalne dla mniej lub bardziej radykalnych idei. Stosunki między antagonistycznymi wizjami państwa układa logika demokratycznych i powszechnych wyborów. Niedawne parlamentarne i prezydenckie w 2015 roku utorowały drogę do władzy wykonawczej i ustawodawczej konserwatywnej większości.

Nie zgadzam się z opinią części populistycznych, prawicowych komentatorów i blogerów, że po ’89 Polska była rządzona przez radykalną lewicę. Gdyby tak było, nierówności ekonomiczne byłyby mniejsze, kwitłaby spółdzielczość, podatki byłyby bardziej progresywne, ustawy światopoglądowe bardziej liberalne. W rzeczywistości, po ’89 roku, rządzili liberałowie pod rożnymi etykietami, z przerwą w latach 1990 i 2005-2007. Próby zaciemnienia tego obrazu są wyrazem usilnych prób zmanipulowania niewystarczająco wyedukowanej opinii publicznej – głównie młodych ludzi.

Charakterystyka establishmentu, który przez wiekszą cześć omawianego okresu współtworzył III RP, nie jest jednoznaczna. Sojusz Lewicy Demokratycznej, Akcję Wyborczą „Solidarność” i Platformę Obywatelską dzieli przepaść pod względem genezy powstania, ale styl rządzenia i jego ideowa nadbudowa cechują się daleko sięgającymi podobieństwami. Wśród najbardziej podstawowych byłyby; neoliberalna wizja gospodarki i prywatyzacja, prounijny i proatlantycki kierunek polityki zagranicznej, ze szczególnym uwzględnieniem relacji z Niemcami, kompromis z Kościołem w kwestiach obyczajowych, polityka grubej kreski wobec PRL, działalność partyjna typu „catch-all party”. Wymienione elementy pojawiały się w programach partii rządzących, z rożnym naciskiem i w sposób jawny lub ukryty. Stanem pożądanym, w lansowanej przez liberałów modernizacji, byłoby podążanie za kulturalnymi, obyczajowymi, ekonomicznymi i instytucjonalno-prawnymi trendami w Europie Zachodniej. Oczywiście w taki sposób, żeby zawsze być krok za twórcami nowych pomysłów. Ceną innowacji jest ryzyko. Najwyższą wartością dla liberalnego establishmentu III RP – bezpieczeństwo; majątku, pozycji,
wpływów i prestiżu.

Przeciwległy biegun tworzy bogaty pejzaż ugrupowań prawicowych. Trafniej uchwycimy charakter środowiska, określając go mianem konserwatywno-narodowego. Podobnie jak liberałów może cechować proweniencja zarówno prawicowa jak i lewicowa, poglądy przeciwników modernizacji są konglomeratem postaw z lewa i prawa. Od 2001 roku wiodącą rolę odgrywa tutaj Prawo i Sprawiedliwość. W swoim programie odzwierciedla antyestablishmentowy nastrój panujący w tej części społeczeństwa, która przez liberalną modernizację została wyrzucona na margines życia społecznego. Dlatego neoliberalnej gospodarce i jej konsekwencjom przeciwstawia się prosocjalny solidaryzm narodowy. Pluralizmowi poglądów i postaw życiowych, obyczajowy obskurantyzm. Laicyzacji i europejskiemu kosmopolityzmowi, przywiązanie do katolicyzmu i romantycznej koncepcji polskości. Świadomość polityczna i narodowa organizowana jest wokół narodowej mitologii powstańczego bohaterstwa i męczeństwa, korzeniami sięgającej rozbiorów Polski, a obecnie koncentrującej się na katastrofie smoleńskiej. Duże znaczenie w antymodernistycznym dyskursie odgrywa odrzucenie post modernizmu, relatywizmu i nihilizmu, rzekomo mającemu swe źródło, w obcemu polskości, świecie zewnętrznym. Antyestablishmentowy konserwatyzm skłania swoich zwolenników do przyjęcia wizji państwa quasi autorytarnego.

Omnipotentny konflikt między liberalną modernizacją a konserwatywną reakcją, sprowadza inne wizje do roli politycznego folkloru. Pluralistyczną debatę na temat rozwoju państwa w kolejnych dziesięciu, dwudziestu, trzydziestu latach czyni praktycznie niemożliwą. Pod znakiem zapytania stoi miejsce i charakter tożsamości lewicowej w dualistycznej, spolaryzowanej rzeczywistości. Pozytywnie zasłużonej na polu polskiej historii; działalność Joachima Lelewela, rewolucja 1905 roku, Polska Partia Socjalistyczna, Dąbrowszczacy ale jednocześnie naznaczonej piętnem nieudanego projektu demokracji ludowej. Kryzys lewicy ma szeroki wymiar europejski i dopiero niedawno za sprawą sukcesów greckiej Syrizy, czy zwłaszcza, hiszpańskiego Podemos odkrywa swój charakter na nowo. Wspomniane ugrupowania są inspiracją, cieszącego się 4% poparciem w wyborach „Razem”. Spór na lewicy dotyczy głównie ideologicznych podstaw światopoglądowych; marksizmu i stosunku do demokracji liberalnej. W Polsce możemy spotkać zwolenników różnych rozwiązań i strategii działań. Na szczególną uwagę zasługują; Sojusz Lewicy Demokratycznej, Ruch Palikota, Razem i środowiska publicystyczno-kulturalne; Krytyka Polityczna, Nowy Obywatel, Magazyn Kontakt, Praktyka Teoretyczna i Le Monde Diplomatique (edycja polska). Oszczędzając sobie nieuprawnionych uproszczeń podczas klasyfikowania każdego z wymienionych środowisk, skupię się tylko na wyeksponowaniu wyraźnych trendów.

Sojusz Lewicy Demokratycznej pojawił się w tej pracy jako jedna z trzech głównych partii promującej liberalną modernizację. Uwłaszczenie nomenklatury, ambiwalentny stosunek do rozdziału Kościoła od państwa, obniżanie podatków dla najbogatszych, tolerancja dla łamania praw człowieka w tajnym więzieniu CIA na terenie Polski, rezygnacja z lustracji, a ostatecznie afery polityczne i gospodarcze zakończone permanentną utratą władzy w wyborach parlamentarnych w 2005 roku, to wszystko składa się na obraz rządów, wywodzącej się z PZPR formacji. Lecz byłbym niesprawiedliwy określając ich politykę pasmem porażek i błędów, nie zauważając ekonomicznego wzrostu i przystąpienia do Unii Europejskiej. Sojusz Lewicy Demokratycznej, chciał kroczyć „trzecią drogą”, kojarzoną z Tonym Blairem i brytyjską Partią Pracy w latach 90-tych; neoliberalna gospodarka, integracja europejska, nowoczesna obyczajowość. Realizacja tej idei w polskich warunkach skończyła się ukuciem stwierdzenia o „kawiorowej lewicy”. Nie kojarzące się dobrze pochodzenie i alienacja względem naturalnych wyborców, postawiła ostatecznie Sojusz Lewicy Demokratycznej i stowarzyszone ugrupowania, poza nawiasem liczących się sił politycznych. Ostatnim epizodem trwającej od kilku lat agonii jest nieprzekroczenie  progu wyborczego w wyborach parlamentarnych w 2015 roku.

Ciekawą próbę odświeżenia tradycji inteligencji zaangażowanej podjęła Krytyka Polityczna; wydawca Dziennika Opinii, literatury politycznej, ekonomicznej i filozoficznej, organizator seminariów naukowych, animator świetlic usytuowanych w większości dużych miast. Działalności wydawniczej i kulturalnej, w moim mniemaniu, przyświeca wizja lewicowości bez kompleksów, świadomej swoich marksistowskich korzeni ale też, pełnymi garściami czerpiącej z myśli dwudziestowiecznych teoretyków i filozofów; Slavoja Żiżka, Josepha Stiglitza, Thomasa Pikkety, Herberta Marcusea, Theodora Adorno, Erica Hobsbawma. Parafrazując słowa Sławomira Sierakowskiego, lidera Krytyki Politycznej, nie przyszło mu żyć w czasach przewrotu, tylko organicznej pracy u podstaw. Ogrom pracy jaki dotychczas wykonał na polu odbudowy lewicowego potencjału intelektualnego jest nie do przecenienia. Znamienne były jednak postawy jakie wielu współtwórców Krytyki Politycznej przyjęło wobec partii Razem na przełomie pierwszej i drugiej połowy 2015 roku, ze szczególnym uwzględnieniem okresu po wyborach, legislacyjnej ofensywy Prawa i Sprawiedliwości; prób spacyfikowania Trybunału Konstytucyjnego i przejęcia mediów publicznych. Mogłoby się wydawać, że nastawiona krytycznie wobec demokracji liberalnej, drapieżnego kapitalizmu, łamania praw pracowniczych, uległości korporacjom i sektorowi finansowemu, Razem, stanie się naturalnym przedłużeniem trwających od ponad dekady starań Krytyki Politycznej o przełamanie duopolu ideologii liberalnej i konserwatywnej. Tak się jednak nie stało. Początkowy entuzjazm zamienił się w podejrzliwość a nawet lekceważącą dezaprobatę wobec odcięcia się przez Razem od koalicji ugrupowań liberalnych przeciwko rządowi Prawu i Sprawiedliwości. Być może wizja bardziej partycypacyjnej i deliberatywnej demokracji jest pociągająca dla środowiska inteligenckiej lewicy, ale niestety nadal mentalnie tkwią w złotej klatce utkanej z obietnic liberalnej modernizacji, bardziej serio – w swoich modnych kawiarniach. Wydawajmy radykalne książki, zapraszajmy krytycznych filozofów, ekonomistów i pisarzy. Róbmy absolutnie wszystko, żeby tak naprawdę nic się nie zmieniło. Gdy na horyzoncie majaczy szansa ukonstytuowania się  „trzeciego wyboru”, Krytyka Polityczna i inni, mitologizują i legitymizują istniejący porządek społeczno-prawny. Część czytelników mogłaby mi zarzucać dziecięcą chorobę lewicowości. Jednak moją intencją nie jest chęć odebrania etykiety komukolwiek, tylko stwierdzenie, że Krytyka Polityczna w obliczu przejęcia władzy przez prawicę stanęła na stanowiskach obronnych demokracji liberalnej w jednym okopie z liberałami.

Niespodziewane porażki Platformy Obywatelskiej w wyborach prezydenckich i parlamentarnych pokazały, że władza nie jest dana raz na zawsze. Jedynie takie wnioski, mogą wysunąć tylko niespostrzegawczy zwolennicy byłej partii rządzącej. Odsunięcie liberałów to kolejny etap dialektycznego ścierania się dwóch zarysowanych wyżej, głównych wizji. Nie daje nadziei na zmianę. Utwierdza jedynie, że żywot politycznego duopolu będzie jeszcze bardzo długi.

UWAGA! Artykuł pierwotnie pojawił się na stronie Loix.pl

Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas
UDOSTĘPNIJ
Poprzedni artykułKukiz, Szpilka, Kammel i inni włączają się do dyskusji o imigrantach i HejtStop
Następny artykułMcCain i ważni senatorowie z USA do Szydło: To erozja demokracji
Gościnne Teksty

Artykuły osób, które nie współpracują na stałe z pikio.pl. Nie liczą się dla nas poglądy, tylko umiejętności władania językiem. Tylko my dopuszczamy każdy punkt widzenia. Tylko u nas pełen pluralizm

Zobacz również