UDOSTĘPNIJ

Jakby jeszcze tego było mało, że Państwo Islamskie najwyraźniej uwzięło się, by Europę, a zwłaszcza nasz nieszczęśliwy kraj wykończyć upałami, to jeszcze pani premierzyca Kopacz Ewa dostała „pociągu do pracy”. Aż strach pomyśleć, czym to się skończy; upały i „pociąg do pracy” mogą okazać się mieszanką, której nasz nieszczęśliwy kraj nie przetrzyma. Ale incipiam. Otóż jak wiadomo, fala upałów, z którą mamy do czynienia, jest następstwem napływu mas gorącego powietrza znad Afryki Północnej, gdzie, jak wiadomo, na skutek serii jaśminowych rewolucji, przeprowadzonych w ramach „pogłębiania integracji w ramach Unii Śródziemnomorskiej”, czyli budowania kieszonkowego imperium francuskiego w basenie Morza Śródziemnego oraz amerykańskich „operacji pokojowych”, a także „misji stabilizacyjnych”, na ogromnych obszarach obejmujących Afrykę Północną i część tak zwanej „czarnej”, rejon Bliskiego i Środkowego Wschodu, wytworzył się polityczny i ogólny chaos, z którego wyłoniło się Państwo Islamskie. Najwyraźniej wykorzystuje ono wszelkie środki by zdestabilizować sytuację w Europie – między innymi masy gorącego powietrza. Na skutek tego Europę, a nasz nieszczęśliwy kraj w szczególności nawiedziła fala upałów, które natychmiast przełożyły się na sytuację gospodarczą.

Wprawdzie zgodnie z rozkazami wydanymi przez RAZWIEDUPR dla konfidentów poprzebieranych za dziennikarzy niezależnych mediów głównego nurtu oraz za polityków Platformy Obywatelskiej, w naszym nieszczęśliwym kraju jest „dobrze”, a będzie jeszcze dobrzej, a w szczególności nie znajduje się on w żadnej „ruinie”, jak podobno twierdził pan prezes Jarosław Kaczyński, tylko w stanie kwitnącym – tak samo, jak za Edwarda Gierka – oczywiście zanim wszystko się skawaliło. Wtedy – jak pamiętamy – Polska była nawet 10 potęgą gospodarczą świata. Dzisiaj RAZWIEDUPR aż tak daleko się nie posuwa, ale co rozkaz, to rozkaz i w telewizji „Republika” najpobożniejszy senator Platformy Obywatelskiej, czyli pan Jan Filip Libicki, bez względu na to, co do niego mówią, powtarza, jakby go ktoś nakręcił, że jest dobrze, a będzie jeszcze dobrzej – oczywiście o ile władzy nie uchwyci złowrogi Jarosław Kaczyński na czele swoich siepaczy. RAZWIEDUPR bowiem nakazał swoim konfidentom rozpowszechniać pogłoski, że PiS to banda gorsza nie tylko od kompanionów kapitana Kida, ale nawet – od towarzyszy Józefa Stalina.

Toteż mnóstwo ochotników demonstruje blizny po męczeństwach doznanych od PiS – ostatnio do orszaku męczenników jednym susem dołączyła pani Krystyna Janda. Okazało się, że PiS w przystępie małpiego okrucieństwa nie tylko umożliwił jej korzystny zakup kina „Polonia” w Warszawie, nie tylko wynajął kuluary, dzięki czemu obiekt mógł sam na siebie zarabiać, ale w dodatku opanowany przez PiS warszawski magistrat dał jej milionową subwencję, niezależnie od subwencji z mazowieckiego urzędu marszałkowskiego. Pani Janda doznawszy od PiS-u takiego męczeństwa, o powrocie do władzy złowrogiego Jarosława Kaczyńskiego myśli ze zgrozą, co skłania do zastanowienia, czy PO nie zadała jej jeszcze większych mąk.

Jak tam było, tak tam było, zawsze jakoś było – mawiał dobry wojak Szwejk – ale to nieważne, bo oczywiście ważniejsza jest fala upałów, podstępnie nasłana na nasz nieszczęśliwy kraj przez Państwo Islamskie. „Słońce pali, a ziemia idzie w popiół prawie, świata nie znać w kurzawie. Rzeki dnem uciekają, a zgorzałe zioła dżdża z nieba wołają” – pisał w XVI wieku Jan Kochanowski, z czego wynika, że bisurmanowie już wtedy musieli próbować na nasz swoich sztuczek klimatycznych. Tedy rząd ogłosił był 20 stopień zasilania, co starszym ludziom od razu przypomniało epokę „trudności wzrostu” – jak ówczesna propaganda nazywała ekonomiczna zapaść kraju – ale już następnego dnia RAZWIEDUPR nakazał rządowi 20 stopień zasilania odwołać i deficyt energii uzupełnić zakupami za granicą.

Z tego wszystkiego pani premierzycy Kopacz Ewie coś musiało zlasować się w głowie i rozpoczęła objeżdżać nasz nieszczęśliwy kraj, demonstrując w ten sposób „pociąg do pracy”. Szlajać się muszą za nią oczywiście telewizyjni reporterzy, którzy z powagą rejestrują sceny rozmów pani premierzycy a to z energetykami, a to z piekarzami, a to z krowami – warto przypomnieć, że z krowami rozmawiał również Edward Gierek, zachęcając je – podobno z dobrym skutkiem – do większej wydajności udojowej – a wieczorem przeprowadzają z panią premierzycą „rozmowy”, przypominające palavery białego człowieka z dzikim. Ciekawe, kto tę kampanię wykombinował – czy pani Mucha, czy pan Kamiński, do niedawna przypominający prosię tylko zewnętrznie, czy obydwoje naraz – tak czy owak publiczność telewizyjna musi mieć z tego sporo uciechy, a przy tym i okazji do utwierdzenia się w przekonaniu, że naszym nieszczęśliwym krajem rządzi banda idiotów. Takie przekonanie, mówiąc nawiasem, sprzyja demokratyzacji stosunków politycznych, bo widząc panią premierzycę Ewę Kopacz, każdy nabiera pewności siebie, że i on też mógłby zostać premierem.

W rezultacie ścisłe sztaby partyjne są oblegane przez kandydatów na Umiłowanych Przywódców, bo jużci – kto by nie chciał zostać posłem czy senatorem i pobierać diety, a w dodatku – korzystać z immunitetu? Toteż ruch niczym w mrowisku, zwłaszcza wokół pana Pawła Kukiza, któremu wprawdzie sondażownie co i rusz odejmują procenty, ale nadzieja – jak wiadomo – umiera ostatnia. Tymczasem już niedługo, bo we wrześniu, czeka nas referendum, w którym dotychczas pan prezydent Komorowski zadał był trzy pytania. Okazuje się jednak, że to za mało, więc pani Beata Szydło domaga się dopisania jeszcze trzech pytań – o przywrócenie poprzedniego wieku emerytalnego, o utrzymanie dotychczasowego sposoby zarządzania Lasami Państwowymi i o obowiązek szkolny dla sześciolatków. Niektórzy prawnicy twierdzą jednak, że jest już za późno, by zmieniać postanowienie prezydenta poprzez dopisanie dodatkowych pytań, ale inni powiadają, że nie jest za późno, byle na zmianę zgodził się Senat. Wynika z tego, że po wyborach prezydenckich również wśród konstytucjonalistów ujawniły się różne szkoły jurysprudencji, co wzbudza nadzieję, że po wyborach ten pluralismus rozkwitnie jeszcze bardziej i jak będzie trzeba, to eksperci udowodnią wszystko.

Podwyższona ze względu na upały oraz polityczne ożywienie temperatura dała o sobie znać również w życiu Kościoła, który, mówiąc nawiasem, przez żydokomunę i tak zwany salon znowu jest oskarżany o forsowanie „państwa wyznaniowego”. Warto przypomnieć, że te oskarżenia Kościoła ze strony żydokomuny i salonu, który wtedy nazywał się oczywiście inaczej, o forsowanie państwa wyznaniowego i w ogóle – o sypanie piasku w szprychy rozpędzonego parowozu dziejów, pojawiły się po raz pierwszy za Stalina. Potem były okresy umizgów, kiedy to pan Andrzej Szczypiorski, (TW „Mirek”), na fali ostentacyjnej pobożności demonstracyjnie się ochrzcił, ale mówiono na mieście, że pierwszy chrzest mu się nie przyjął. Nawiasem mówiąc, podobna sytuacja miała miejsce i teraz w przypadku pani Krupy. Pani Krupa, znana z tak zwanych „odważnych” fotografii, pojechała nad Jordan, żeby się po raz drugi ochrzcić. Ciekawe, czy podobnie jak w przypadku pana Andrzeja Szczypiorskiego, pierwszy chrzest jej się nie przyjął, czy też skorzystała z okazji do kolejnej „odważnej” fotografii z cyklu „mokrego podkoszulka”.

Ale nie o tym chciałem przypomnieć, tylko o nabożeństwie w warszawskim kościele Panien Wizytek, w intencji dziękczynnej za posługę pana prezydenta Komorowskiego i Małżonki. Podczas nabożeństwa po raz pierwszy zabrzmiała w kościele retoryka walki klasowej; koncelebrujący nabożeństwo „presbyteroi”, czyli księżowski proletariat, przeciwstawił się „episcopoiom”, czyli kościelnej burżuazji w osobach biskupów. Jego Eminencja Kazimierz kardynał Nycz wezwał wprawdzie księdza Aleksandra Seniuka na „ojcowską rozmowę”, ale wszystko zakończyło się wesołym oberkiem, bo jużci; w przyszłym roku przyjedzie do naszego nieszczęśliwego kraju papież Franciszek na Światowe Dni Młodzieży, podczas których nikt nie będzie przecież pokazywał mu „Żywej Cerkwi”, tylko przeciwnie – zademonstrowana zostanie pokazucha „jedności” i w ogóle. Wygląda na to, że RAZWIEDUPR też sobie to wkalkulował i w ramach trzeciego etapu – bo drugi miał miejsce w roku 1990, kiedy to „ajatollahowie” zostali przez żydowską gazetę dla Polaków oskarżeni o forsowanie „państwa wyznaniowego” – nie tylko postanowił oskarżyć, ale dla księży-patriotów stworzyć alternatywę w postaci „Żywej Cerkwi”, która u nas będzie nazywała się Kościołem Otwartym.

Felieton pierwotnie pojawił się w tygodniku „Goniec”. Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada). Jest również dostępny na stronie michalkiewicz.pl

Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas

Zobacz również