UDOSTĘPNIJ

Czy w Warszawie powstanie Majdan? Przewodniczący Solidarności, pan Duda właśnie oznajmił, że „żarty się skończyły” i związek przechodzi – aż mnie ręka świerzbi, by napisać: „do akcji bezpośredniej”, czyli action directe – ale niestety pan przewodniczący ujął to inaczej – że mianowicie związek przechodzi do „czynnych protestów”. Co to konkretnie będzie oznaczało – o tym przekonamy się w najbliższych dniach, a przy okazji można będzie zorientować się, czy w Polsce jest sytuacja rewolucyjna, czy nie. Nie wszystko bowiem, co pisał Lenin, było takie głupie. To znaczy oczywiście było, jakże by inaczej, ale Lenin dawał wiele dowodów spostrzegawczości – na przykład uwagi o sytuacji rewolucyjnej. Wymaga ona jednoczesnego pojawienia się trzech elementów: masowego niezadowolenia, masowych manifestacji tego niezadowolenia i wreszcie – dostatecznie wpływowego państwa, zainteresowanego przeprowadzeniem przewrotu politycznego w danym kraju. Jak dotychczas, w odróżnieniu od Ukrainy w roku 2013, w Polsce sytuacji rewolucyjnej nie ma. Żadne wpływowe państwo nie jest zainteresowane przeprowadzeniem przewrotu w naszym nieszczęśliwym kraju. Stany Zjednoczone, które zapaliły zielone światło dla przewrotu na Ukrainie, w Polsce radzą sobie znakomicie przy pomocy Stronnictwa Amerykańsko-Żydowskiego, do którego należą, albo właśnie doszlusowują wszyscy, którzy nie należą ani do Stronnictwa Pruskiego, ani do Stronnictwa Ruskiego.

Nawiasem mówiąc, odnoszę wrażenie, Jakby Amerykanie próbowali przeciągnąć przynajmniej niektórych aktywistów Stronnictwa Ruskiego na swoja stronę Mocy, oferując im w charakterze marchewki kotlet ze znienawidzonego Macierewicza. Rzecz w tym, że niezawisły sąd nakazał właśnie wznowienie śledztwa w sprawie zbrodniczego rozwiązania przez znienawidzonego Macierewicza Wojskowych Służb Informacyjnych, co Leszek Miller już nazwał „zdradą wywiadu”. Znienawidzony Antoni Macierewicz prochu, a zwłaszcza trotylu już pewno nie wymyśli, a z pozyskanych agentów Stronnictwa Ruskiego Stronnictwo Amerykańsko-Żydowskie może mieć jeszcze wiele pożytku, to nic dziwnego, że i niezawisły sąd dostał stosowne rozkazy i w podskokach je wykonał.

Jeśli chodzi o Niemcy, to wystarcza im Stronnictwo Pruskie, przy pomocy którego robią u nas co tylko chcą. Rosja teoretycznie mogłaby być takim przewrotem w Polsce zainteresowana, ale jeszcze bardziej zainteresowana jest, zwłaszcza teraz, podtrzymaniem strategicznego partnerstwa z Niemcami. Fundamentem tego partnerstwa jest respektowanie podziału Europy Środkowo-Wschodniej na strefę wpływów rosyjskich i strefę wpływów niemieckich, prawie dokładnie wzdłuż linii Ribbentrop-Mołotow. Polska leży po zachodniej, to znaczy – po niemieckiej stronie kordonu, więc w tej sytuacji Rosja też zadowala się możliwościami, jakich dostarcza jej Stronnictwo Ruskie.

Wszystko to sprzyja raczej utrzymaniu, niż burzeniu status quo i dlatego właśnie Platforma Obywatelska i PSL już siedem lat dzierżą zewnętrzne znamiona władzy bez żadnych widocznych zagrożeń. Ugrupowania antysystemowe nie mogą jakoś wyjść z powijaków, między innymi z powodu skutecznej blokady ze strony Prawa i Sprawiedliwości, czujnie strzegącego dzierżawy swego monopolu na patriotyzm. Nie ma sytuacji rewolucyjnej, toteż pogróżki pana przewodniczącego Dudy wcale nie muszą oznaczać jakiegoś zagrożenia dla establishmentu. Przeciwnie – mogą sprzyjać narzuceniu europejskiej opinii publicznej poglądu, że przekazanie Polsce Śląska, zarówno Górnego, jak i Dolnego było błędem, który trzeba będzie jakoś naprawić – oczywiście bez naruszania reguł demokracji i w zgodzie z Aktem Końcowym KBWE z Helsinek z roku 1975. Precedens kosowski pokazuje tu prostą drogę, a w tej sytuacji, zwłaszcza gdyby napięcia społeczne na Śląsku nadal narastały („kryzys w ciężkim przemyśle, płace górników głodowe, ich twarze – nieprawomyślne, ich myśli – antypaństwowe”), to tylko patrzeć, jak Ruch Autonomii Śląska stanie się tam wiodącą siłą polityczną.

Nie musi to wcale pozostawać w sprzeczności z intencjami rządu pani premierzycy Ewy Kopacz, a zwłaszcza – z intencjami jej mocodawców z bezpieczniackiego Stronnictwa Pruskiego, które przecież musi być zadaniowane w tym właśnie kierunku. Pani premierzyca zresztą też jest przecież dużą dziewczynką, która wie, skąd biorą się dzieci. Jeśli zatem podpisuje w Brukseli cyrograf w sprawie „dekarbonizacji” polskiej gospodarki w związku z globalnym ocipieniem, to chyba zdaje sobie sprawę ze skutków tej operacji dla Śląska? W tej sytuacji zapowiedź „czynnych protestów” przez pana przewodniczącego Dudę może być tylko taką parą puszczoną w gwizdek i w Warszawie żadnego Majdanu nie będzie – bo Majdan oznacza przystąpienie do oporu zbrojnego. Tymczasem obawiam się, że ruch związkowy w Polsce został nie tylko dokładnie zinfiltrowany przez bezpieczniackie watahy, które w tym przecież celu sprokurowały mu w 1990 roku ustawę, na podstawie której działacze związkowi mogą żyć nie umierać – oczywiście jeśli nie zrobią jakiegoś głupstwa, a zwłaszcza – jeśli nie będą kąsać ręki, która ich karmi – ale i zdominowany przez postawę: wypić i zakąsić. Jest to zresztą postawa bardzo w Polsce rozpowszechniona nawet wśród dzieci. Sam słyszałem audycję w której pani redaktor przepytywała dzieci, kim chcą zostać, gdy dorosną. Pewien chłopczyk chciał zostać strażakiem, ale nie po to, by zadośćuczynić potrzebie przygody, tylko dlatego, że strażacy wcześnie przechodzą na emeryturę – podobnie zresztą, jak wojskowi i policjanci. W takiej sytuacji na żadną sytuację rewolucyjną liczyć niepodobna.

A skoro tak, to trudno się dziwić, że komuna przeprowadza tu swoją rewolucję według strategii zalecanej przez Antoniego Gramsciego, charakteryzującej się między innymi lansowaniem proletariatu zastępczego. Ponieważ tradycyjny proletariat w postaci pracowników najemnych, stracił zapał do rewolucji, komuniści musieli rozejrzeć się za proletariatem zastępczym i ich argusowe oko padło na kobiety. Rzeczywiście; kobieta, wszystko jedno – biedna czy bogata, kobietą być nie przestanie. Trzeba tylko przekonać ją, że jest oprymowana przez męskie szowinistyczne świnie, to znaczy – członków jej najbliższej rodziny – i że prawdziwego obrońcę swoich praw znajdzie wśród rewolucjonistów, którzy już zawczasu pomyśleli o zajęciu odpowiednich posad w biurokratycznym aparacie państwa.

Toteż w tubylczym Sejmie trwają przygotowania do przyjęcia konwencji o zwalczaniu przemocy wobec kobiet, w której żydokomuna poumieszczała również takie wynalazki, jak „płeć kulturowa”. Znaczy – każdy może wybrać sobie płeć – rozumiem, że nie tylko jednorazowo, ale wielokrotnie i w ten sposób korzystać z rozmaitych przywilejów. Wprawdzie PO nie wprowadziła dyscypliny, ale pani premierzyca na konferencji prasowej zapewniła dziennikarzy, że konwencja „przejdzie”. No bo jakże ma nie przejść, skoro nawet taki patentowany „konserwatysta” mojżeszowy, jak brytyjski poddany Vincent „Jacek” Rostowski, oczywiście po gruntownym namyśle zdecydował się poprzeć konwencję w głosowaniu? Cóż innego mogliby w tej sytuacji uczynić „konserwatyści” drobniejszego płazu, jak na przykład człowiek o zszarpanych nerwach, czyli Stefan Niesiołowski? Zawsze robił to, co było trzeba, więc i teraz nie zawiedzie tych, którzy zrobili zeń wpływowego męża stanu.

Wprawdzie biskupi protestują, że to „neomarksistowskie” podchody – ale o tym trzeba było myśleć wcześniej, przed hołdowniczą pielgrzymką do Brukseli w roku 1997, skąd delegacja Episkopatu przyjechała całkowicie nawrócona na „Europę”. Co im tam – jak powiadają Rosjanie – „nabołtali” – tego oczywiście nie wiemy, ale jak nie wiadomo o co chodzi, to mogło chodzić o pieniądze. To nie byłaby rzecz bez precedensu, bo już przecież Judasz sprzedał Pana Jezusa za 30 srebrników, a od tamtej pory ceny poszły w górę tak samo, jak i apetyty. Teraz jednak przychodzi stracić wianuszek, więc stąd i protesty – ale w kontekście tych wszystkich zaszłości trudno uwierzyć w ich autentyczność. Wygląda na to, że nie tylko nie ma u nas sytuacji rewolucyjnej, a przeciwnie – wszystko sprzyja rewolucji – oczywiście z zachowaniem pozorów przyzwoitości, bo – jak w swoim czasie zauważył wybitny łowca nagród, nasz „skarb narodowy”, „profesor” Władysław Bartoszewski – „warto być przyzwoitym”.

Artykuł pierwotnie pojawił się w tygodniku „Goniec” (Toronto). Jest też dostępny na stronie michalkiewicz.pl

Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas
UDOSTĘPNIJ
Poprzedni artykułBitwa pod JSW. Grad kamieni, armatki wodne i strzały
Następny artykułOgórek: ”Czekam na Was. Jestem dla Was. Piszcie”.
Stanisław Michalkiewicz

Pisarz, felietonista, nauczyciel akademicki i współtwórca UPR. Działacz opozycji w PRL.

Zobacz również