UDOSTĘPNIJ

Na tę debatę kandydatów na urząd Prezydenta Polski zapewne wszyscy z zniecierpliwieniem czekaliśmy. Cały pierwszy tydzień kampanii prowadzącej do II tury wyborów przygotowywał nas do niej budując napięcie. I jak to w dobrym filmie czekaliśmy na jakiś spektakularny koniec tej części zmagań kandydatów. Świat to jednak nie film i finał ubiegłego tygodnia mógł rozczarować.

W swoim zeszłotygodniowym tekście wspominałem o zaskakującym wyniku Pawła Kukiza, o który to elektorat zarówno Kmorowski, jak i Duda będą walczyć, aby móc wygrać w tych wyborach. Już na starcie kandydat PiSu był w lepszej sytuacji, ponieważ wszyscy kandydaci uznawani za “antysystemowych” są bardzo negatywnie nastawieni do rządów Platformy Obywatelskiej po tych ośmiu latach oraz pięcioletniej prezydentury Bronisława Komorowskiego. Dlatego sztab prezydenta ubiegającego się o reelekcję postawił wszystko na jedną kartę. Niestety w moim odczuciu w sposób nieudolny.

Najwidoczniej sztab Komorowskiego, jak i sam kandydat nie spodziewali się prowadzenia Andrzeja Dudy po pierwszej turze. Świadczyć o tym mogły miny chociażby Andrzeja Wajdy i jego małżonki po ogłoszeniu sondażowych wyników I tury. Do tego cała Platforma zbytnio nie świętowała tego drugiego miejsca, bo już półgodzinie od ogłoszenia wstępnych wyników miejsce, gdzie mieli świętować opustoszało.

Skupię się jednak na ruchu, który można również nazywać, jednak ja ograniczę się tylko do przymiotnika “desperacki”. Już w ubiegły poniedziałek prezydent Komorowski przedstawił swoje stanowisko w sprawie referendum dotyczącego zmiany ordynacji wyborczej w sejmie. Nie trzeba być wielkim znawcą polskiej sceny politycznej, aby stwierdzić, że ten krok Komorowskiego był dla niego strzałem w stopę. Nie chodzi tylko o to, że w niecały dzień zmienił zdanie, które jeszcze w piątkowej debacie przed I turą był zgoła inne, a wszystkie osoby wnoszące postulaty o zmianę konstytucji uważał jako szaleńców. Niestety ten miecz kilka dni później dotkliwie go zranił.

Jest to bardzo wątpliwe, że ten krok zrobiony przez obecnego “strażnika żyrandola” był postrzegany przez wyborców Pawła Kukiza jako jaskółka, która miałaby zwiastować wiosnę zmiany modelu politycznego kandydata establishmentu. Wręcz przeciwnie. Przestrzeń internetowa po tej deklaracji wybuchła gremialnym, niepohamowanym śmiechem, a sam Paweł Kukiz wystosował oświadczenia na swoim fanpage facebookowym, żeby nikt w te zagrywkę nie wierzył i wyśmiał Komorowskiego.

W tej sytuacji nasz jak na razie jedyny bohater tego tekstu musiał szukać poparcia gdzie indziej. I tu niestety również wtopa, ponieważ nie wiem, czy ja jestem jakiś dziwny, ale może Państwo też uważacie, że poparcie Aleksandra Kwaśniewskiego to nie jest szczyt marzeń politycznych. Przynajmniej nie byłby to mój, kiedy starałbym się o fotel prezydenta RP. Powszechnie wiadomo, że Kwaśniewski jest politycznym trupem, który wszystko czego się dotknie zamienia w wiadomy trunek, przez który nabawił się choroby filipińskiej.

Nie sposób wymienić tutaj wszystkich gaf popełnianych przez Komorowskiego. Jednak proszę mi wybaczyć, ale muszę wspomnić jeszcze o kilku, które dadzą też inne światło na niedzielną debatę Dudy z Komorowskim. Ten kontekst może być pomocny właśnie podczas oceny tego starcia. Zapewne domyślają się Państwo, że nie mogę w tym tekście nie wspomnieć słynnej sytuacji z suflerką i panią Bogusią poruszającą się na wózku inwalidzkim.

Ta sytuacja przejdzie zapewne do historii pijaru politycznego oraz sposobów jego realizowania. Mieliśmy już wcześniej do czynienia z taką sytuacją, kiedy to podczas zeszłorocznego pochodu pierwszomajowego Leszek Miller zadał sekretarzowi partii Krzysztofowi Gawkowskiemu jakże wymowne pytanie: “Co dalej?”. Jednak ta sytuacja z komorowskim była nieco inna, ponieważ nasz aktor nie zapomniał tekstu, który miał wypowiedzieć, tylko zdziwiony zaistniałą sytuacją nie wiedział, jak się zachować. I oto zjawiła się pani Jowita, która dążyła do tego, aby Komorowski z tego spotkania wyszedł z twarzą. Niestety (dla sztabu Komorowskiego) nie udało się za bardzo, a Internety miały kolejny powód do śmiechu.

Kolejną sytuacją było jakże trudne i wyczerpujące dla kandydata starcie z nastolatkiem, który niczym znany pan Paprykarz pytał swego czasu premiera Donalda Tuska “jak żyć?”. Tym razem pytanie to trafiło do “strażnika żyrandola”, który nie mógł polegać na swojej suflerce, ponieważ była ona w tej sytuacji za nastolatkiem niepotrzebującym zapewne jej rad. Myślę, że zarówno wspomniany nastolatek, jak i wszyscy, którzy obejrzeli materał z tej krótkiej rozmowy nie chcieliby sobie wziąć rady pana prezydenta do serca, aby po trzech latach poszukiwań pracy, gdy już się ją znajdzie za 2000 złotych kolokwialnie mówiąc olać ją i szukać innej.

Nie tylko ten młody chłopak martwił się o swoją przyszłość w tym kraju, ale również pewien student, który również nie widział pespektyw dla siebie w Polsce, przez co zarezerwował już bilet do Norwegii. Niestety czujny sztab Komorowskiego nie dał się nabrać na tę ckliwą historię. W krótkim czasie zdemaskował on szpiega, który był wysłany (ich zdaniem) przez swoich wrogów politycznych. Całemu zdarzeniu wcześniej wspomniany sztab poświęcił nawet konferencje prasową. Sam student został zaproszony do programu “Tak czy Nie” na antenie Polsat News, gdzie udowadniał, że nie jest wielbłądem.

Czas teraz na wisienkę na torcie, która dobitnie świadczy o akcie desperacji, który rządzi poczynaniami naszego bohatera. Kiedy żadne sposoby nie pomagają, czas się zwrócić do celebrytów, którzy z miłą chęcią wspomogą swoim autorytetem i przekonają, że najlepszym kandydatem jest właśnie Bronek. I do tego właśnie namawiał w Łodzi aktor Tomasz Karolak. Być może dla kogoś ten człowiek jest autorytetem, jednak nie sądzę, że jest to większość, a jego młodzieżowy język nie oznacza tego, że młodzi za jego radami pójdą. Karolak to nie jedyny celebryta, który właczył się w kampanię Komoroskiego. Kolejnym jest znany nam wszystkim Kuba Wojewódzki, który wczoraj gościł na swojej kanapie obecnego prezydenta. Jak możemy się domyślać nic z tej rozmowy nie wyniknęło, bo nie taki był jej cel. Komorowski dopatrując się sukcesu Kukiza po odwiedzeniu przez niego show Wojewódzkiego mógł domniemywać, że jemu też to podniesie poparcie. Jak wyszło? Ci, co oglądali wiedzą.

Nie wspomniałem jeszcze nic o kampanii Andrzeja Dudy. Niestety, albo stety nie przyciągała ona tak negatywnej uwagi, jak wyżej wymienione zdarzenia. Duda kontynuował swój rajd po polskich miastach spotykając się z ludźmi. Odwiedził też protestujące pielęgniarki w Krakowie. Takim akcentem, który jest moim zdaniem zgoła egzotyczny jest wyrażenie poparcia dla jego kandydatury przez pana Krystiana Legierskiego znanego działacza LGBT. Jego dalszy ciąg kampanii toczył się swoim rytmem. Być może czegoś nie zauważyłem, co mogłoby być ważne, za co przepraszam.

Teraz wypada słów kilka powiedzieć o debacie prezydenckiej. Moim skromnym zdaniem formuła, która została wybrana do prowadzenia tej debaty była niewłaściwa. Te tematyczne części obfitowały w ogólniki i były bardzo przewidywalne. Widać było zdenerwowanie obu kandydatów. Zdradzała to przede wszystkim mowa ciała. Jednak to właśnie runda zadawania pytań przez kandydatów sobie nawzajem była najbardziej oczekiwana przez widzów. Jednak i ona nie poruszała spraw dla Polski ważnych. Moim zdaniem zarówno Komorowski, jak i Duda nie mieli jakiś ostrych pytań, które mogłyby zaskoczyć swojego kontrkandydata. Cała wałka odbywała się na poziomie mowy niewerbalnej. I tutaj można powiedzieć, że nieznacznie wygrał Andrzej Duda. Mimo tego, że w początkowych fazach widać u niego było zdenerwowanie, jego mowa ciała była bardziej łagodna i spokojna, podczas gdy z każdą minutą debaty Komorowski był coraz bardziej agresywny oraz przeszkadzał podczas wypowiedzi Dudy.

Ci, którzy oglądali debatę mogli czuć się rozczarowani jej przebiegiem. Nie stało się nic, co mogłoby jakoś zapaść widzom w pamięć na długie lata. Trochę też brakowało w zachowaniu Dudy wyrazistości. Jego odpowiedzi były za spokojne i za bardzo ułożone. Nie działały na odbiorców tak emocjonalnie, jak wypowiedzi Komorowskiego. Oczywiście nie dowiedzieliśmy się za wiele na temat spraw dla zwykłych ludzi ważnych, bo nie taki jest cel debat. Nie obyło się także bez przerzucaniem piłeczki w stylu “A PiS to…”, “A PO tamto”.

Co bardziej przykuło uwagę mediów to wydarzenia dziejące się po debacie. W siedzibie Telewizji Polskiej mogliśmy spotkać wyżej wspomnianą panią Bogusie, z którą Duda rozmawiał. Podczas, gdy Duda przeprowadzał z nią rozmowę do akcji wkroczył znany obrońca krzyża na Krakowskim Przedmieściu Andrzejek, który okazał się prowokatorem Platformy. Doszło do małej szarpaniny między nim a sztabem Dudy. Jak widzimy kampania nabiera rumieńców, a ostatnie jej dni pokażą, kto zdobędzie serca i głosy Polaków.
Jedno w tym wszystkim jest pewne. Mam nadzieję, że Państwo zgodzą się ze mną, iż trwanie w tym stanie rzeczy, który mamy obecnie jest nie do przyjęcia. Wszyscy wiemy, jak obecna władza działa. Mamy też świadomość, że jak dalej będzie rządziła Polską, to państwo polskie może nie tylko teoretycznie, ale i praktycznie przestanie istnieć. Dlatego proszę wszystkich Państwa o pójście na wybory. Zdaniem niektórych osób będących po naszej stronie sceny polityczno- społecznej najlepszym wyjściem będzie bojkot tych wyborów, albo oddanie nieważnego głosu. Moim zdaniem najlepszym wyjściem jest danie ważnego głosu. Wybór należy do Państwa, ale potem nie dziwcie się, że jest, jak jest.

Tekst pierwotnie ukazał się w tygodniku Polska Niepodległa

 

Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas
UDOSTĘPNIJ
Poprzedni artykułBrytyjski polityk przyłapał JKM-a na graniu w karty w Parlamencie Europejeskim
Następny artykułInternetowi satyrycy o Wojewódzkim: sparciały, udaje głos młodego pokolenia
Maciej Skotnicki

Z zamiłowania obserwator polskiej rzeczywistości społeczno- politycznej. Student kierunków humanistycznych na technicznej uczelni. Prezes stowarzyszenia Studenci dla Rzeczypospolitej i publicysta tygodnika Polska Niepodległa.

Zobacz również