UDOSTĘPNIJ
fot. Polska Temida. Obraz Franciszka Kulona

Domniemywam, że szanowny adresat tego rozważania – tak jak ja – ma ową przypadłość prowokującą wzburzenie i niemoc gdy wyłowi uchem napomknięcie na pewną drażliwą dla niego materię.

Moja osoba, będąc liberalnym indywiduum egzystującym pośród w lwiej części zapóźnionej, socjalnej wspólnoty i w państwie quasi kurateli jest przeto skazana na niedolę polegającą na tym, że rozdrażnienie i bezradność jest inherentnym ogniwem jego doczesnej włóczęgi.

Dzisiaj nie było po nowemu i powracając do swego lokum, lubując się przy sposobności fetorem urokliwej mieściny, capnęli mnie mundurowi by ukarać moją osobę grzywną za przekroczenie wskroś w punkcie wzbronionym nieruchomej na ten czas arterii. Wszelako nie sama kara zasiała we mnie wzburzenie i bezradność a konwersacja z mundurowym i przyszłe uzmysłowienie pewnego stanu materii.

Oto podczas wypisywania mandatu pan szanowny władza wystukawszy magiczne hasła na swym jeszcze bardziej magicznym ustrojstwu dotarł do wieści o zgubie tj. alimenciarzu, który czelność miał nie zameldować się czy to przed organem sprawiedliwości czy też w mamrze. Pech chciał, że jego godność dla mundurowego zdała się jednaka z moją (on Bogusław, ja Bogdan – wspólne nazwisko). Miarkuję, że kto żyw nie jest zobowiązany do bawienia jako omnibus i zmuszony zostałem do zmycia z siebie niesłusznego podejrzenia klarując mundurowemu różnicę pomiędzy rzeczonymi imionami. Jeden sławi boga, drugi darem od stwórcy się obwołuje.

Moja nieprzyjazna postawa do wszelkiej istoty człekokształtnej wymusiła na mnie atoli odstąpienie od konieczności miarkowania swojego przekonania na temat polskiego organizmu więziennego i wyraziłem pochwałę dla umykającego przed odpowiedzialnością wyrzutka.

Plenipotent naszej najjaśniejszej władzy nie objął jednak mózgownicą mojego zamysłu przeto musiałem mu objaśnić „de novo”, że pochwała moja nie wynika z faktu ucieczki wyrzutka przed odpowiedzialnością za swe czyny a z faktu ulżenia polskiemu poddanemu, który – gdyby nie niecny plan czmychnięcia dziecioroba – musiałby mu matkować podczas pobytu w zakładzie wypoczynku karnego.

Tutaj pojawia się właśnie owe wzburzenie i bezradność bowiem polscy osadzeni pędzą żywot na koszt polskiego płatnika. Nie jest to nieusprawiedliwione wzburzenie albowiem skazańców – jak prawią uczeni Eurostatu – w polskich izbach więziennych gości bez mała 90 tysięcy. Zatrważa również suma wydatkowana na ich bytowanie – 2,5 tysiąca polskich złotych miesięcznie na jednego delikwenta, w tym zawiera się oczywiście wikt i opierunek, piecza medyczna a także oświata oraz wszelkiej wariacji bajery takie jak wgląd do publikatorów, widoki na aktywność gimnastyczną itd. O ile dobrze rachuję to kosztuje nas to miesięcznie 225 000 000 polskich złotych.

Jednocześnie resort sprawiedliwości przyznaje, że ledwie 27% wyrzutków polskiego narodu para się zarobkową aktywnością jednak nie w celu odpracowania swojego utrzymania a jedynie dla własnego profitu. Nie jest to jednak grzech samych skazanych bowiem aby nająć delikwenta do harówki polski kapitalista musi udzielić mu na własny wydatek – oprócz uposażenia i zdrowotnej składki – zwózkę na miejsce roboty i personę go doglądającą, nie ma też w polskich przepisach obowiązku łożenia przez skazańców na własne bytowanie.

Taki stan rzeczy zobowiązuje każdego liberała do wyszukania jakiegoś medykamentu na ten ropiejący wrzód. Stosownie jest podpatrywać metody jakie wdrożyli nasi przyjaciele przeto moje spojrzenie pada na Madziarów, którzy ukazem wdrożyli dla ogółu skazanych zobowiązanie do aktywności zarobkowej by w ten sposób odsłużyli część swojego utrzymania. Jest to słuszna metoda bowiem madziarscy delikwenci (w liczbie 7,500) wypracowali – w przerachowaniu na nasz pieniądz – 191 000 000 złotych polskich profitu w rocznym cyklu.

Abstrahując od różnic ekonomicznych, my Lechici mamy w posiadaniu – jak uprzednio napomknąłem – 90,000 skazańców co (gdyby znieść przeszkody w najmowaniu ich przez prywaciarzy i wdrożyć podobną metodę co nasi przyjaciele) bodaj wypracowaliby profit, który przynajmniej w części pokryłby nasz dzisiejszy na nich wydatek.

Aczkolwiek by schorzenie zwalczyć kuracjusz musi objawić pragnienie na wdrożenie medykamentu czego w kraju nad Wisłą nie dostrzegam, bynajmniej nie w kręgach najwyższych czynników państwowych.

Przeto tak długo jak nie pojawi się owe pragnienie, tak kazamaty nie karą a nagrodą będą.

Bądź na bieżąco z moimi wpisami. Kliknij Lubię to!

Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas

Zobacz również