UDOSTĘPNIJ

Małymi kroczkami zbliżają się kolejne wybory. Kandydaci na urząd prezydenta już zaznajamiają potencjalny elektorat ze swoimi wartościami, przekonaniami i obietnicami, a ich partie robią dokładnie to samo, machając swoimi sztandarami. Usłyszymy, co to nie będzie, gdy MY wygramy i jak to źle być musi, gdy wygrają ONI. Ale każdy sztandar zgodnie podkreśli, że trzeba iść na wybory, trzeba oddać głos. Bo przecież na tym polega demokracja, bo wybory to jej święto, wielka impreza społeczeństwa obywatelskiego et cetera. Zaraz obok policji, która w umysłach Polaków częściej jawi się jako organ represji niż służenia obywatelowi, presja do pójścia na wybory to największa pozostałość poprzedniego systemu. Że wypada, bo wartościowy, zatroskany o losy Ojczyzny obywatel, po prostu głosować powinien.

Guzik prawda. Postawienie szlaczka w kratce przy takim czy innym nazwisku wcale nie musi być wyrazem obywatelskiej dojrzałości. Powiedzmy sobie jasno, że czynność ta jest tak banalna, że zrobiłby to przeciętny szympans po krótszym bądź dłuższym treningu behawioralnym.
Jeśli zaś taki obywatel faktycznie okaże się intelektualnym szympansem, zrobi Ojczyźnie krzywdę, a nie przysługę. Zatem miarą obywatelskiej przyzwoitości powinien być poziom zaangażowania we wszelkie inicjatywy, które realnie polepszają dobrostan innych obywateli. Akcje charytatywne, wolontariat, uczciwa praca – to zajęcia zdecydowanie poważniejsze od zautomatyzowanej i często bezrefleksyjnej wyprawy zakończonej oddaniem głosu.

Obywatel ma również prawo dojść do wniosku, że nie ma frakcji, która spełniałaby jego oczekiwania. Osobiście nie potrafię nawiązać głębszej relacji z żadną partią, która walczyć będzie o głosy ludu. Serce nie sługa, a zmuszanie człowieka do wyrażania miłości do danego obozu politycznego poprzez oddanie na niego głosu, to rzecz co najmniej niestosowna. Zwłaszcza, że w moim odczuciu pokochanie jakiejkolwiek frakcji, o których dzisiaj mowa, byłoby dla mnie tragicznym mezaliansem.

Platforma zdobyła szczyt Kilimandżaro w dziedzinie cynicznego bajerowania obywateli. Zrobiła to przy użyciu wielu kłamstewek, wykalkulowanych rozdań i przesłodzonych buziaków dawanych obywatelom w celu tworzenia obrazu Wielkiego Sukcesu. Jej koalicjant to partia tak bezpłciowa, że od lat sprytnie siedzi przy suto zastawionym stole, bez względu na to, u boku jakich oligarchów przychodzi jej pasożytować. Partia Jarosława Kaczyńskiego nieudolnie próbuje podszywać się pod ideową spuściznę Solidarności, marszałka Piłsudskiego i generalnie wszystkich symboli Najjaśniejszej Rzeczpospolitej, które zazwyczaj są kojarzone jednoznacznie pozytywnie. A przy tym lubi czasem uderzyć gazetopolską retoryką o ruskich agentach czy zbrodni smoleńskiej.

Są jeszcze partie, które walczą o głosy elektoratu buntu. Partia KORWiN jest skupiona wokół megalomana w muszce, który po raz kolejny zakłada partię i dzieli środowisko liberałów. Tak bardzo kocham wolność i jeszcze bardziej nie potrafię się przekonać do cyrkowej formy, w jakiej JKM prezentuje – bądź co bądź – bliskie mi treści. Taka moja ujma, że wolę błyskotliwą rozmowę z kobietą na poziomie od widoku atencyjnej niuni, kręcącej dupą ku uciesze pijanej, męskiej gawiedzi.

Ruch Narodowy to z kolei ugrupowanie, które uderza w nutkę endecji, do której również mi blisko. Wychodzi to jednak dość pokracznie. Na Marszu Niepodległości grupy bęcwałów rzucają w ambasadę rosyjską kamieniami, zupełnie nie rozumiejąc ideowych założeń Romana Dmowskiego w kwestii relacji Polska-Rosja. Do tego odnoszę wrażenie, że cała merytoryka pana Winnickiego czy Zawiszy sprowadza się do idei Nowej Wspaniałej Polski, pozbawionej nowotworu lewactwa, pedałów, komuny i innych mniej lub bardziej wyimaginowanych „wrogów” Ojczyzny. Panowie, litości.

Twojego Ruchu kopać nie wypada, bo nie wypada kopać leżącego. Dogorywającego. Ku mojej radości partia bazująca na prymitywnych i populistycznych sloganach niebawem odejdzie w zapomnienie. Napawa optymizmem fakt, że jesteśmy jeszcze na tyle rozsądnym społeczeństwem, że potrafimy subtelnie pokazać czerwoną kartkę ordynarnym błaznom. W kontekście niedawnych wydarzeń w Paryżu, kiedy to piewców ordynarnej błazenady uciszyć musiały kule islamskich fanatyków, Polska jawi się jako kraj humanizmem płynący.

W potoku swojego malkontenctwa nie wspomniałem jeszcze o SLD. Pewnym paradoksem jest, że partia, z której programem zdecydowanie mi nie po drodze, zdaje się być najpoważniejszą opcją politycznej mapy Polski. Co by nie mówić, lewicą zawsze byli, są i prawdopodobnie będą. Wiadomo, czego się po nich spodziewać, a przy tym mają w swoich szeregach ludzi nastawionych na robienie polityki, a nie wielkiego show dla debili. Ale że postulaty Sojuszu nie są z mojej bajki, zatem w dniach wyborów grzecznie pozostanę w domu.

Powtarzając popularny w Polsce truizm – nie ma na kogo głosować. Nic dziwnego, w końcu autorzy politycznego performance’ u od długiego czasu skutecznie zniechęcają wielu obywateli do angażowania się w sprawy publiczne. Podstawowym problemem współczesnej polityki jest przede wszystkim brak powagi. Takie spektakle jak akcja Ruchu Narodowego przeciwko odbudowywaniu tęczy, palikocia walka z krzyżem w Sejmie czy burza wywołana nieposkromionym łakomstwem posłanki Pawłowicz, zupełnie odebrały mi wiarę w powagę polityków. Dlatego z okazji zbliżających się wyborów nie będę Cię, drogi obywatelu, torpedował hasłami o konieczności pójścia na wybory. Pójdź do urny, jeśli serce Ci podpowie, że chcesz i że możesz. Jeśli nie pójdziesz, wcale nie stracisz na swojej obywatelskiej wartości. Żebyś tylko przez nieprzemyślany głos sam w tej urnie nie wylądował.

Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas
UDOSTĘPNIJ
Poprzedni artykułDo ukraińskich żołnierzy przychodzą tajemnicze SMS-y
Następny artykułWpadka Kopacz, zaczęła całować Hollande’a, a on ją odtrącił (VIDEO)
Paweł Jankowski

Konsekwentnie zawsze pośrodku. Ani wierzący, ani ateista- czyli agnostyk. Ani prawicowy, ani lewicowy- znaczy centrowiec. Zwolennik uczciwej oceny i przeciwnik podwójnych standardów. Fanatyk dobrej literatury i punk rocka. Poszukiwacz przygód i bokserski kibic.

Zobacz również