UDOSTĘPNIJ

Jest 4. czerwca 2014 roku. Trwają obchody 25. rocznicy tak zwanych „częściowo wolnych wyborów” (aż dziw bierze, że tej nazwy używają dziennikarze i publicyści), które odbywają się na Placu Zamkowym w Warszawie. Spokojnym, wręcz dumnym, krokiem w stronę mównicy podąża 44. prezydent Stanów Zjednoczony, Barack Obama. Wygłasza przemówienie, w którym w sposób precyzyjny i piękny opisuje Polskę i Polaków. Dostrzega cały przekrój polskości, począwszy od pierogów i kiełbasy, skończywszy na wielkich bohaterach narodowych. Widzimy również opanowaną do perfekcji komunikację mimiczną, jeśli tak można się wyrazić. Wszystko to składa się na speech godny największych mówców. Analitycy, specjaliści od PR i komentatorzy są pod wrażeniem. Każdy jest. Obama jednocześnie przyćmił pozostałą część uroczystości.

Wszyscy jednak, którzy albo są, nawet przeciętnymi, obserwatorami, albo znają realia amerykańskiej sceny politycznej na poziomie przeciętnym, albo posiadają wszystkie te cechy, wiedzą doskonale, że przemówienie Obamy to nic innego jak teatr. Teatr z elektroniczną budką suflera. To wcale nie próba komunikacji ze zgromadzoną publicznością zmuszała prezydenta do bezustannego ruchu głową, co mogłoby sugerować otwartość i chęć dzielenia się przesłaniem ze wszystkimi. Powód był prozaiczny: prompter, a właściwie dwie sztuki tego urządzenia, na których wyświetlał się tekst przemówienia. Przypomnieć należy, że w swoim kraju Obama ma ksywę Mr. Prompter. Znamienne. Fakt jest jednak faktem: całość wyglądała rzeczywiście naturalnie.

Tymczasem, w Polsce na dobre ruszyła kampania wyborcza. W szranki o fotel prezydencki może stanąć rekordowa liczba osób, choć tak naprawdę wszystko zweryfikuje zbiórka podpisów. Byliśmy już jednak świadkami kilku konwencji, na której zaprezentowali się między innymi Janusz Korwin-Mikke, Andrzej Duda i Bronisław Komorowski. Ten ostatni, ukazał się jako nudziarz czytający z kartki, na którego przemówieniu nawet najbliżsi współpracownicy polityczni szykowali się do snu. Kontrastem była konwencja Andrzeja Dudy, prezentującego się jako aktywny i pełen wigoru, potencjalny prezydent. Co równie charakterystyczne, nie czytał on swojego wystąpienia z kartki.

Wszystko jednak, co jest zakryte przed zwykłymi zjadaczami chleba, jest jednocześnie widoczne dla bohaterskich dziennikarzy III RP, takich jak Konrad Piasecki, który na Twitterze przeprowadził niezwykle fascynujące śledztwo, dzieląc się jego wynikami z ludem obecnym na tym portalu. Na jednym ze zdjęć dostrzegł bowiem monitor wbudowany w mównicę, z której przemawiał Duda. Nazwał ją prompterem. Na zdjęciu tym jednak widać również, że ów monitor był wyłączony. Po cichu, mimo wszystko, wierzę, że red. Piasecki poszuka w naszym państwie o wiele ważniejszych prompterów.

Jakich? Pozwolę podzielić sobie te pomocne urządzenia na dwie grupy. Pierwsze są dość trudne do uchwycenia, jednak ich wpływ na życie publiczne jest ogromny, choć wiedza na ich temat w Polsce jest zakazana i tylko nieliczni posiadają ją w takich ilościach, żeby mieć jasną ich wizję. Stąd kłopot w precyzyjnym określeniu ich roli, jednak wydawanie dyspozycji, w pośredni sposób, łatwo zauważyć. Wiedzę na ten temat może posiadać chociażby obecny prezydent, który głosował przecież przeciwko likwidacji Wojskowych Służb Informacyjnych. Dlaczego? Może posiada jakąś wiedzę na ich temat? Warto wspomnieć także o słynnym aneksie do Raportu z rozwiązania wyżej wymienionych służb, który znajduje się w rękach Komorowskiego. Kto wie, czy mimo formalnego „nieistnienia”, Wojskowe Służby Informacyjne nie rozdają jednak kart i nie przekazują instrukcji wyświetlanych na ekranach agenturalnych prompterów?

Te pytania zostawmy specjalistom i przejdźmy do drugiej kategorii prompterów, które są namacalne i ogólnodostępne. Są równie groźne, albo nawet groźniejsze od służb specjalnych, bo nie tylko zmuszają do wypowiadania określonych słów, w określonym czasie, ale jednocześnie zmieniają coś bardziej osobistego i prywatnego – ludzkie myśli, kształtują ludzkie postawy i nawołują do określonych zachowań. Są one w wielu polskich domach, a nierozważne ich używanie i brak silnej woli, prowadzi do ogłupienia. Mówię oczywiście o telewizorach i telewizji. Przekaz medialny w Polsce nie zmienia się od lat. Wielu dziennikarzy nie tylko przekazuje nam informacje, ale i odpowiednio zmanipulowaną interpretację. Nie dziwmy się więc, że obecnie urzędujący prezydent ma takie poparcie, a Platforma Obywatelska mimo nieudolnych rządów rywalizuje o pierwsze miejsce w sondażach. Promptery działają i to skutecznie.

Większość uważa, że podejmuje przy urnach wyborczych racjonalne decyzje. Jak jest naprawdę? Proponuję, by tym tematem zajął się nieustraszony pogromca prompterów, red. Piasecki.

Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas

Zobacz również