UDOSTĘPNIJ
Fot. Zieloni - koło warszawskie. Na zdj. Marcelina Zawisza w tramwaju Zielonych przekonuje do głosowania.

Od kilku do 10-11 proc. dla SLD, od 1 do 7 proc. dla Twojego Ruchu Europy Plus. Niewielkie szanse na sukces Partii Zieloni z racji startu w pięciu okręgach wyborczych. Do tego prognozowana niska frekwencja, deklaracje czołowych publicystów liberalnych o oddaniu nieważnego głosu (Marcin Celiński z „Liberte”) i brak wiary w sukces, jeszcze przed ostatecznym rozstrzygnięciem (Andrzej Celiński, jedynka Twojego Ruchu, kilka dni przed wyborami przyznał, że walczy tylko honor). To kolejne wybory z których zarówno ugrupowania liberalno-demokratyczne, jak i lewica wyjdą porozbijane.

W ciągu ostatnich 9 lat polska scena polityczna przesunęła się mocno w prawo, mimo kilku przełomowych wydarzeń, które mogły być nowym otwarciem na lewicy (wprowadzenie pierwszych radnych przez Zielonych, wejście Anny Grodzkiej i Roberta Biedronia do Sejmu czy sukces środowisk kobiecych w forsowaniu swoich postulatów). Z drugiej strony prawica utwierdziła swój monopol. Prawie udane próby zaostrzenia ustawy aborcyjnej, odejście od języka poprawności politycznej w dyskursie (kiedyś obrażanie ludzi np. o innej orientacji seksualnej, kończyło karierę polityczną polityka, dziś zapewnia mu ciepłe miejsce w studio telewizyjnym).

Trochę powietrza udało się wpuścić w wyborach w 2011 roku. Jednak brak zaufania do SLD pchnął wyborcę lewicowego w ręce ekscentrycznego biznesmena, kiedyś sowicie dotującego czasopisma promujące homofobię, unikającego płacenia podatków i gotowego budować program w oparciu o sondaże, raz stawiając na Ikonowicza, innym razem na wolny rynek jako receptę na bolączki Polski. Dziś tak naprawdę nikt nie wie, jakie Palikot ma naprawdę poglądy, mimo tego, że wydał kilka książek i regularnie publikuje bloga. Zresztą lider Twojego Ruchu, w pewnym momencie, zamiast kontynuować nowy, w pierwszej fazie silnie antyestablishmentowy projekt (można się spierać czy określenie „miejska Samoobrona” było kompletementem czy przytykiem dla Ruchu Palikota) postawił na starą gwardię, kojarzoną z dawnym „dużym pałacem” Aleksandra Kwaśniewskiego. Ciężko krytykować SLD, opierając się na twarzach tej partii, zarówno szeregowych posłach (Sławomir Kopyciński) jak i gwiazdach (Ryszard Kalisz, Marek Siwiec czy sam Kwaśniewski). Efekt jest taki, że zamiast walczyć o zwycięstwo wyborcze (bo takie formułuje się oczekiwania gdy na scenę wkracza superpopularny były prezydent), nie ma się pewności przekroczenia progu wyborczego.

SLD od 2005 roku kręci się wokół 8-10 procentowego poparcia, i to mimo to, że Platforma dokonała szeregu antyspołecznych posunięć takich jak podwyższenie wieku emerytalnego, demontaż kodeksu pracy, obniżenie zasiłku pogrzebowego czy niewprowadzenie ustawy o związkach partnerskich. Leszek Miller z polityka, który niegdyś celnie punktował wady rządów AWS, dla tego rządu stał się cichym koalicjantem. Pokazała to chociażby postawa Sojuszu w referendum ws. odwołania Hanny Gronkiewicz-Waltz z urzędu prezydenta Warszawy.

W tych wyborach podjęto próbę zbudowania alternatywy. Zieloni dogadali się z Partią Kobiet, PPS, Młodymi Socjalistami, ruchami miejskimi i wiejskimi i zbudowali listy, złożone ze społeczników, pozarządowców, aktywistów. Zabrakło doświadczenia i otrzaskania w kampanii – do sukcesu w zbiórce podpisów przez komitet kierowany przez Agnieszkę Grzybek i Adama Ostolskiego potrzebny był jeszcze tydzień intensywnej zbiórki w regionach, gdzie ją prowadzono (Mazowsze, Kraków, Wrocław). W efekcie komitet Zielonych (a de facto szeroko rozumianej nowej lewicy) ma listy 5 okręgach, gdzie mieszka 43 proc. wyborczyń i wyborców. I choć teoretycznie szanse na mandaty są, to logika mediów, które ignorują nieogólnopolskie komitety jest taka, że część wyborców o istnieniu alternatywy nawet nie wie. I choć kampania (plakaty, hasła, spoty) jest chwalona przez ekspertów, o sukces na poziomie zdobycia mandatów będzie niezwykle trudno.

Współpraca Zielonych, PPS, PK i MS będzie kontynuowana. Już dziś myśli się o wyborach parlamentarnych i samorządowych. Joanna Erbel – kandydatka na prezydenta Warszawy – przez coraz większą liczbę środowisk jest postrzegana jako alternatywa dla Hanny Gronkiewicz-Waltz, również dlatego, że ma wszystkie zalety Piotra Guziała czy Sebastiana Wierzbickiego, nie posiadając żadnej z ich wad.

Kolejne pytanie to szanse Ruchu Sprawiedliwości Społecznej Piotra Ikonowicza, który odpuścił wybory europejskie, wystawiając zaledwie jednego kandydata z list Zielonych. Jeśli Ikonowicz postawi na emancypację wykluczonych grup społecznych – wygra. Jeśli natomiast górę w ugrupowaniu wezmą działacze skupiający się na tanim imperializmie (ws. ukraińskich prezentujący równie absurdalną postawę jak Janusz Korwin-Mikke) RSS upadnie szybciej niż powstanie. Osobiście kibicuję, z mieszanką rezerwy i sympatii, pierwszej opcji, bo upolitycznienie osób, których inne partie nie zauważają jest wartością samą w sobie.

Dziś wydaje się, że nowa lewica powstanie na gruzach już istniejącej. Jeszcze co najmniej rok przemęczymy się z taką sceną polityczną, jaką mamy. Później, tylko od siły, poczucia sprawczości i determinacji głównych środowisk alternatywnej lewicy zależy, czy dalej prym po lewej stronie będą dzierżyli zmienny Janusz Palikot i cyniczny technolog władzy, Leszek Miller.

Nie wierzycie Państwo? Spójrzcie na Grecką Syrizę, która startowała z 3 procentowym poparciem czy węgierskie LMP, powstałe na gruzach „starych Zielonych”. W Polsce też jest to możliwe.

Marks twierdził, że dogodne warunki do rewolucji stworzy kryzys gospodarczy. My, jako demokraci, nie chcemy rewolucji i nie czekamy na kryzys. Przyszły dobrobyt nie może odbywać się kosztem ludzi, którzy żyją tu i teraz. Nie myślimy kategoriami im gorzej tym lepiej. Dlatego będziemy, już dziś, domagać się od władzy prowadzenia bardziej progresywnej polityki. Niezależnie od wyników wyborów konsekwentnie będziemy opowiadać się za europejską płacą minimalną, wysokimi standardami służby zdrowia i edukacji (nawet kosztem obciążeń fiskalnych, przy założeniu, że trzeba sięgnąć do głębokich kieszeni), liberalizacją polityki narkotykowej, poszanowaniem dla praw człowieka (w Polsce wbrew pozorom jesteśmy daleko od cywilizowanych standardów w tej dziedzinie) czy rozwijaniem ekologicznej energetyki.