UDOSTĘPNIJ
fot. wikimedia / silar

Niestety, mój Dziadek (ojciec mojej Mamy), numer 1749, nie dożył wyzwolenia obozu. Trafił tam po łapance w Warszawie (15.08.1940). Najpierw przeszedł przez Pawiak a potem wywieziony został do Auschwitz pierwszym „warszawskim” transportem.

Długo potem nie pożył. W grudniu 1940 roku Babcia otrzymała telegram informujący o Jego śmierci. A parę dni później… paczkę z ubraniami i zdezelowanymi butami ze skrzepłą krwią w środku…Niemcy byli bardzo skrupulatni na początku wojny...

Tuż po informacji o śmierci Dziadka Babcia wzięła wszystkie dzieci (w tym moją Mamę) i poszła z nimi na ul. Szucha do siedziby GESTAPO. Prosiła o przepustki, które umożliwią jej wjazd do Auschwitz i zabranie zwłok męża. Gestapowiec zaczął wypisywać potrzebne papiery ale na szczęście tłumacz wyłożył Babci: „proszę pani, pani może tam jechać ale już pani nie wróci”…

[…]Patriotyzm to nie puste gadanie czy tylko wywieszenie flagi przy okazji narodowego święta. Patriotyzm to czyny. Ot, choćby taki jak ten w wykonaniu naszych ludzi z Gliwic.

P.S.
Chciałbym jeszcze dodać, że powinniśmy pamiętać o wszystkich kombatantach. Bez względu na to, czy o Polskę bili się pod Monte Casino czy pod Lenino.