UDOSTĘPNIJ

Najnowszy sondaż IBRiS przynosi sensacyjne wyniki. Jeśli ugrupowanie Pawła Kukiza wystartuje w wyborach parlamentarnych, to może nawet je wygrać.
Czym zachęcił Paweł Kukiz do oddania na siebie głosu i jak przyciągnął elektorat (głównie PO-PiS)?
Co do generaliów, odpowiedź jest stosunkowo prosta – to on wprowadził temat zmiany. Do tego należy dodać niewątpliwie wyrazisty przymiot osobowości, jakim jest charyzma emocjonalna i zdolność zjednywania sobie ludzi. To właśnie owa charyzmatyczna osobowość w znacznej mierze pozwoliła mu  zagospodarować emocje wyborców niezadowolonych. Kontekst ten uzupełnia niesamowity autentyzm działania. Paweł Kukiz w percepcji niemal wszystkich jego wyborców jawi się jako ktoś komu, w przeciwieństwie do wszystkich innych polityków, zależy na losie tego kraju. Te dwie, zasadnicze kwestie uzupełnia niemal zupełny brak – inaczej niż w przypadku Janusza Korwin-Mikke – elektoratu negatywnego. Poza konkurencją polityczną oraz środowiskiem związanym z Gazetą Wyborczą i TVN, wśród zwykłych Polaków praktycznie ciężko znaleźć kogoś, kto źle życzyłby rockman’owi.

Zupełnie na marginesie można wspomnieć również, że zawiązanie koalicji i dalsza współpraca P. Kukiza z J. Korwin-Mikke mogłaby wpłynąć negatywnie na późniejszy przypływ elektoratu pod skrzydła Kukiza – brak takiej współpracy sprawił, że nie następowało przeniesienie negatywnego wizerunku, jaki w oczach znacznej części wyborców niewątpliwie posiada właśnie J. Korwin-Mikke.

*** Prekariusze i inni niezadowoleni wyborcy ***
Dla establishmentu “pochylenie się nad problemami młodych” oznacza międlenie przez całe tygodnie “problemów frankowiczów”, realnie dotyczących tak niewielkiej grupy osób, że mediom nie udało się nawet znaleźć konkretnych bohaterów do historii o widmie bezdomności. Kredyty hipoteczne we frankach były wybierane dlatego, że ich rata była bardzo znacząco niższa od raty kredytów złotówkowych — i w większości przypadków pozostała niższa nawet przy kursie czterozłotowym. Prawdziwy problem dotyczy nie tych, którym z kilkutysięcznej pensji zostaje mniej niż wcześniej, ale tych, którzy nie mają żadnych szans na jakikolwiek kredyt. Bo nie mają zdolności kredytowej wcale — albo mają, ale nie mogą jej wykazać. Ich przyszłość dzisiaj to często alternatywa między mieszkaniem z rodzicami i pracą poniżej nie tylko aspiracji, ale też możliwości — albo emigracja. Jak reprezentowane jest w publicznym dyskursie ich czołowe zderzenie z rzeczywistością? Przez przeżute na papkę pojęcie “umów śmieciowych”, które gdzieś są i jest z nimi pewien problem, którym trzeba by się zająć, i wszyscy się co do tego zgadzają. A zegar tyka. A ludzie spotykają się tu i tam, rozmawiają o swoich problemach, śmieją się z tych samych memów i zaczynają rozumieć, że jeśli ja mam problem, i ty masz problem, i ona też ma ten sam problem, to my mamy problem, a jeżeli my mamy problem, to znaczy, że jest on powszechny i trzeba go wreszcie rozwiązać. I że musimy to zrobić my, bo na nich nie można już liczyć.
Pewnie ktoś uzna, że nazbyt trywializuję przedstawiając w taki sposób tą kwestię, ale tak właśnie w istocie rzeczy kreuje się i szerzy idea zmiany.
Tym czym nie jest dzisiaj żadna partia, ani żaden liczący się polityk, zdaje się być Paweł Kukiz. Oczywistą naiwnością byłoby twierdzenie, że jest człowiekiem, który za pomocą czarodziejskiej różdżki odmieni losy całego społeczeństwa. Niemniej jednak, Kukiz w swej żarliwości daje daje pewną nadzieję, co automatycznie przekłada się na wzrost zaufania.

***
“Anarchiczny tłum” — zgrzytają zębami medialni eksperci — “Ludzie, którzy domagają się zmiany dla zmiany, którzy zamierzają się na fundamenty naszej świętej demokracji”. Lecz zaraz! Czy ktoś rzuca kamieniami? Czy to głodny tłum zbiera się na placach, pali samochody, wzywa do wieszania?
Przeciwnie: w demokratycznych wyborach normalni ludzie wskazują kandydata, który formułuje istotnie szokującą tezę: że w demokracji powinni decydować ludzie, i to nie tylko przez kogo będą rządzeni, ale także: jak – gdzieście byli, obrońcy świętej demokracji, kiedy w wyborach samorządowych kilkadziesiąt dodatkowych mandatów jedna z partii zdobyła tylko dlatego, że nikt nie zadbał o prawdziwie neutralne warunki głosowania? Gdzie jesteście, obrońcy demokracji, gdy media w taki, czy inny sposób manipulują opinią publiczną? Gdzie byliście, gdy władza niczym tłuste koty syci się na koszt podatników, lub podejmuje decyzje nie licząc się z resztą społeczeństwa?
Ta fala nie nadciąga, ona już tu jest (i jest wszędzie — wyborczy wynik Pawła Kukiza był niemal równie wysoki na całym obszarze równo dotąd podzielonego kraju). Można spróbować na nią wskoczyć — i to właśnie będą usiłowali robić politycy i media przez kilka następnych miesięcy: “pochylać się”, “formułować oferty”, “proponować rozwiązania”, “prezentować alternatywy”. Można wpuścić ją na plażę i liczyć na to, że rozejdzie się i wsiąknie, wymiatając może trochę złogów. Można jednak także potraktować ją poważnie, wiedząc, że tsunami ujawnia się w ostatniej chwili — a kiedy się ujawnia jest już za późno.

PiS dzisiaj triumfuje i już przygotowuje się do objęcia pełni władzy — nie wiadomo jednak, czy naprawdę rozumie sens tak chętnie powtarzanej przez siebie sentencji: „pycha kroczy tylko krok przed upadkiem”. W porządku, to prawda i zgodzić się należy co do znaczenia tych słów w całej swej rozciągłości, zwłaszcza w polskiej polityce – mocno dzisiaj zdestabilizowanej. Ale zmiana (ma być ponoć „dobra”) dla samej zmiany niewiele wniesie. Jeżeli PiS wykorzysta władzę nie do transformacji i reform uwzględniających w dłuższym okresie dobro obywateli, ale do realizowania swoich starych obsesji — to trzeciej szansy już nie doczeka.
Sądząc po wypowiedziach polityków PiS, twierdzą oni, że dokonał się przełamanie na scenie politycznej, że elektorat Platformy lub całkiem nowy – świeży zaufa tej formacji, a jest dokładnie odwrotnie, to znaczy status quo został zachowany. PiS nie przybędzie zanadto punków procentowych – szczytem dla tej formacji jest (około) 30 punktów procentowych. Kluczem dla PiS-u w dalszym ciągu pozostaje Ruch Kukiza, bez niego nie stworzą rządu na jesieni. PO spróbuje nowego otwarcia, zapewne płynnie przechodząc do minimalizacji strat.
Dla Pawła Kukiza największą szansą będzie stara, dobra kampania nienawiści między duopolem, największym zagrożeniem zaś — on sam, a właściwie każde konkretne rozwiązanie, które nie będzie prowadzić do realnych zmian, zmniejszy grono jego wyborców.
Efekt ten może zostać spotęgowany zwłaszcza wtedy, gdy P. Kukiz zacznie współpracować z ludźmi o szemranej proweniencji, którzy nie będą podzielać jego autentycznej chęci doprowadzenia do realnej jakościowej zmiany. Zapowiada się na to, że w ciągu kilku najbliższych miesięcy – do momentu opracowania poważnego, odpowiedzialnego, a zarazem realnego programu propozycji zmian, które chciałby zaprowadzić w kraju, będzie przeżywać trudne chwile, wypełniane  atakami swych politycznych przeciwników.
W przeciwieństwie do wielu innych komentatorów uważam, że skoro jest to oddolny ruch budzący spore oczekiwania, to powinniśmy dać jego przedstawicielom czas na spokojne przygotowanie i zaprezentowanie programu wyborczego, tym bardziej, że na koniec czerwca przewidziano w Lubinie zjazd osób wspierających ruch.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ