UDOSTĘPNIJ
fot. Leszek Szymański/PAP
Podczas wizyty w Polsce, prezydent Ukrainy Petro Poroszenki wygłosił manifest pełen górnolotnych słów, który ma ukierunkować politykę zagraniczną Ukrainy na kurs zachodni.
Nieco później polscy politycy nazwali przemówienie wygłoszone przez Poroszenkę w Sejmie ?historycznym?.
Tymczasem, jeden z głównych rozgrywających w polityce europejskiej, czyli Niemcy w ciągu najbliższej przyszłości nie będą agitować ani popierać starań Ukrainy, bo godzi to w przyszłe interesy tego kraju z Rosją.
Wizyta ta posiada dwa różne wymiary ? oficjalny i realny, faktyczny. Jeśli spojrzymy na oficjalny aspekt sprawy, to nie sposób było nie zauważyć potoku górnolotnych frazesów na temat stosunków między Polską a Ukrainą. Dowiedziałem się, że mój kraj pragnie, tak samo jak wcześniej, pełnić rolę adwokata Ukrainy, pomagać jej w dążeniach europejskich. Ale oprócz górnolotnych frazesów nie usłyszeliśmy nic, co próbowałoby nawiązać do trudnych i wciąż przecież nierozwiązanych kwestii historycznych!
Ponad to wizyta Poroszenki w Polsce, moim zdaniem, potwierdziła raz jeszcze, że o rozkładaniu akcentów w naszej polityce wschodniej decydują ludzie, którzy potrafią jedynie fragmentarycznie ocenić nasze relacje z Kijowem i Moskwą.

Polityka wschodnia to przecież nie tylko kwestia Ukrainy i tamtejszego konfliktu. Nie może być więc mowy o jej kształtowaniu pod wpływem emocji czy w sposób niekompletny.
Czy sprawa ukraińskich dążeń w kierunku integracji z Europą Zachodnią jest dla nas racją stanu? Przekornie stwierdzę, że w moim przekonaniu ? nie, natomiast zdecydowanie jest jej elementem.

Moim zdaniem teza o wykorzystaniu Ukrainy (terytorium) jako swoistego bufora, oddzielającego nas od Rosji, czyli kraju, który de facto wyraźnie próbuje przejść od projektowania do fazy realizacji swych neoimperialnych zamierzeń, jest delikatnie mówiąc chybiona. W wymiarze militarnym Ukraina nie będzie dla nas żadnym buforem. Proszę zauważyć, że na mapie w innym miejscu graniczymy również z Rosją. Idąc dalej, ewentualne działania zaczepne czy nawet wojna w czasach obecnych prowadzona jest w sposób zgoła odmienny, niż miało to miejsce w czasie wojny polsko-radzieckiej, gdy to Polska pełniła rolę bufora dla reszty Europy.
Oczywistym jest jednocześnie to, że w naszym interesie jest by obecny kryzys ukraiński ugasić.

Powinniśmy dążyć przede wszystkim do realizacji zasady: mamy przyjaciół tam, gdzie znajdują się nasze interesy. W perspektywie długoterminowej powinniśmy dążyć do tego, by zawiązać głębszą współpracę na polu gospodarczym. Bez wątpienia Ukraina będzie tego potrzebować. Dla nas jest to okazja, by polskie firmy mogły zacząć inwestować i zbywać swe towary na stosunkowo dużym i chłonnym rynku ukraińskim.

Kreując podwaliny dla polityki wschodniej konieczne jest również zadanie sobie pytania o stosunki z Rosją. Czy to się nam podoba czy nie, sprawa Ukrainy będzie w przyszłości kłaść się cieniem na nasze kontakty z Moskwą.
Pytanie, czy swoimi działaniami chcemy doprowadzić do tego, by w przyszłości nie utrzymywać stosunków z Fed. Rosyjską? Zastanówmy się, czy bezwarunkowe wspieranie ukraińskich partnerów nie sprawi, że w przyszłości normalizacja naszych stosunków z Rosjanami nie okaże się misją niemożliwą. Rola Polski powinna być kojarzona przez władze na Kremlu z polityką prowadzoną przez Niemcy (gesty i retoryka), a to dlatego, że nasza pozycja geoekonomiczna (geopolityczna) nie pozwala nam robić w tej sprawie niewiele więcej niż duet Steinmeier-Merkel.

Warto zwrócić również uwagę, że z Ukraińcami dzieli nas jeden znaczący dół, z którego istnienia obie strony zdają sobie sprawę, a chodzi oczywiście o nasz stosunek do historii.
Wygląda na to, że w natłoku wrażeń i wieści zza wschodniej granicy polska dyplomacja zdecydowała się zasypać gruszki w popiele i nie uznawać naszego prawa do wzajemnego rozliczenia się z historią. Nie zasypaliśmy tego dołu, zamiast tego pozwoliliśmy nad nim przeskoczono, tak dla mnie jawi się sytuacja, w której nie reagujemy na gloryfikację OUN i UPA przez władze ukraińskie.
Podczas rozmów z ukraińskim prezydentem polscy politycy jawnie unikali tematu historii, aby nie obrazić gościa. Absolutnie lekceważono fakt, że na Ukrainie tradycje banderowskie, profaszystowskie rozwijają się coraz bardziej. Natomiast prezydent Poroszenko nie tylko nie zamierza odcinać się od nich, a wręcz przeciwnie, traktuje swój zabieg jako swoistego rodzaju asumpt dla zjednoczenia społeczeństwa ukraińskiego. W tym roku wprowadził święto narodowe 14 października, związane z historią UPA.
Ta decyzja nie wywołała żadnego oburzenia ze strony polskich władz. Dlaczego tak jest? Dlatego, że tradycja banderowska posiada jawnie wyrażone ukierunkowanie antyrosyjskie, wobec tego nie należy mieć zastrzeżeń. To, że posiada ona także aspekt antypolski, o tym się nie mówi.
Tymczasem, właśnie teraz mamy doskonałą okazję, by zwrócić Ukraińcom uwagę na ten problem, jeśli chcemy razem budować prawdziwie zdrowe wzajemne relacje.
Petro Poroszenko, przemawiając w Sejmie, postanowił poruszyć mimo wszystko zaszłości historyczne. Powiedział: ?Polityki nie da się zbudować na grobach?. Zabrzmiało to jak nietakt! Przecież kiedyś te słowa skierowane zostały do potomków ofiar straszliwych zbrodni popełnionych przez UPA na Polakach w Galicji, na Wołyniu, na terenie Małopolski. Wówczas wypowiedziano je z szacunkiem, pamiętając o zabitych przez katów banderowskich. Gdy te same słowa powiedział w Warszawie prezydent Ukrainy, gdzie ciągle wychwala się ?bohaterstwo? ukraińskich nacjonalistów, zabrzmiały one całkiem inaczej. Co odpowiedziała na to strona polska ? zbyła to grzecznym milczeniem.
Przypominam, że w trakcie wizyty Poroszenki w Warszawie Polska potwierdziła raz jeszcze, że sprzyjać będzie aspiracjom unijnym Ukrainy, a co najważniejsze jej dążeniu do NATO. Aktywne zaangażowanie się Ukrainy w struktury Paktu Północnoatlantyckiego może skomplikować w przyszłości zapewnienie bezpieczeństwa dla całej Europy. Jednak polscy politycy wcale nie odczuwają zaniepokojenia z tego powodu. Podobnie jak wcześniej odczuwają jedynie nawrót rusofobii. Stwierdzenie, że Rosja nie jest łatwym dla nas łatwym partnerem to truizm. Niemniej jednak, przymierzając się do kreowania polityki względem tego kraju nie może umykać naszej uwadze kwestia jej stosunków z Niemcami. Oba kraje już nie raz udowodniły, że są zdolne podtrzymywać świetne relacje, niekoniecznie jednak zgodne, bądź uwzględniając nasze racje. Jeżeli chcemy się rozwijać gospodarczo, to musimy zapewnić sobie spokój w naszej przestrzeni geopolitycznej. Jak się wydaje, będzie to także dzięki normalizacji stosunków z Rosją, a więc o tej perspektywie należy myśleć już teraz.

3 KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ