UDOSTĘPNIJ

Bronisław Komorowski wygra tegoroczne wybory i to w pierwszej turze. Głosować na niego nie będę, ale uważam, że każdy, kto wierzy w przegraną Komorowskiego, oszukuje sam siebie. Dlaczego jestem pewien reelekcji urzędującego prezydenta?

Powód pierwszy: bo koncyliacyjny model prezydentury pozwolił Komorowskiemu przypodobać się większości wyborców, nie tylko tym, którzy popierają PO. Poparcie dla Komorowskiego jest dużo wyższe niż dla PO (65% wg sondażu Millward Brown z 12 I br.), gdyż głosują na niego również wyborcy innych partii. Komorowski jest dla nich zwyczajnie do zaakceptowania. Jak w 2008 r. powiedział Dawid Cameron (ówczesny lider brytyjskiej opozycji): wybory wygrywa się w centrum. Komorowski zdaje sobie z tego sprawę i wedle tej zasady postępuje. Jest proukraiński, ale nie wykonuje spektakularnych antyrosyjskich gestów w stylu prezydenta Kaczyńskiego. Jest prounijny, ale nie popiera pełnej ratyfikacji Karty Praw Podstawowych. Promuje tradycyjny model rodziny (ma żonę i piątkę dzieci), ale powiedział, że podpisze ustawę o związkach partnerskich, jeżeli Sejm taką przyjmie. Za komuny działał w opozycji (był więźniem politycznym), ale jako prezydent uczestniczył w pogrzebie Jaruzelskiego. Promuje postawy patriotyczne i kult Żołnierzy Wyklętych, ale dystansuje się wyraźnie od nacjonalistów rodem z Marszu Niepodległości.

We wszystkim jest umiarkowany, wręcz letni. To pozwala mu zbierać głosy centrolewicy i centroprawicy.

Powód drugi: bo nie ma z kim przegrać. Polityczni konkurenci wolą unikać skazanego na porażkę starcia z urzędującym prezydentem i w wyborach wystawiają rezerwowych.

Z ramienia PiS wystartuje Andrzej Duda. Ale nawet wyborcy Dudy nie wierzą w jego zwycięstwo – według wspomnianego wcześniej sondażu Millward Brown, tylko 8% uważa, że Duda wygra (mimo, że 21% popiera Dudę).

Na prawo od PiS tradycyjnie podziały: Korwin wprawdzie oficjalnie nadal jest kandydatem KNP na prezydenta, ale z powodu seksskandalu został odwołany z funkcji prezesa i zapowiedział, ze założy nową partię.

Narodowcy wystawili Mariana Kowalskiego, znanego ochroniarza lubelskich dyskotek. Marian Kowalski jest najpiękniejszy, ale to nie wystarczy do zwycięstwa.

Z ramienia SLD startuje dr Magdalena Ogórek, osobiście namaszczona przez zbrodniarza wojennego Leszka Millera działaczka niższego szczebla, dotąd nieznana szerszemu gronu. Jeżeli ktoś coś o niej słyszał, to to, że usunęła z blogu wpis, w którym pisała, że feministki zamiast walczyć o odwołanie Chazana z funkcji dyrektora szpitala, powinny walczyć o parytety w zarządach spółek.

Lidera wystawił tylko Twój Ruch, ale Janusz Palikot całkowicie stracił już na wiarygodności. Skompromitował się zarówno w oczach liberałów jak i lewicowców, toteż nie ma szans na wynik wyższy niż 1%. Ostatnie doniesienia medialne o konsultowaniu się z hinduistycznym duchownym jako specjalistą od energii świadczą o utracie kontaktu z rzeczywistością przez Palikota.

 

W związku z powyższym nie zagłosuję w wyborach prezydenckich, gdyż nie mam na kogo. Mimo lewicowych poglądów nie oddam głosu ani na Palikota (który tylko udawał lewicowca), ani na Ogórek (która jako protegowana Millera nie skruszy SLD-owskiego betonu będącego przeszkodą dla rozwoju polskiej lewicy). Być może wystartuje jeszcze Piotr Ikonowicz, ale jego też nie poprę z uwagi na zawarty przez niego sojusz ze środowiskami nacjonalistycznymi skupionymi wokół Mateusza Piskorskiego (taki sojusz ekstremów w imię wspierania Kremla).

Czasem słyszy się w mediach, że głosowanie w wyborach to obywatelski obowiązek. Nie. Żaden akt prawny nie nakłada na obywateli takiego obowiązku. Jest to obywatelskie prawo, z którego można skorzystać lub nie. Ja w pełni świadomie nie skorzystam. Komorowski i tak wygra w I turze. Prezydent nie z mojej bajki, więc jego też nie poprę, ale i nie będę na siłę szukał mniejszego zła. Zostanę w domu.