UDOSTĘPNIJ
źródło: CBŚP

Ta sprawa ciągnie się już latami i nie może znaleźć swojego finału. Gang, który zniszczył życie dziesiątek ludzi, wciąż nie usłyszał wyroku sądu. Zmuszanie do prostytucji, bicie, gwałty, przemoc psychiczna, narkotyki to był chleb powszedni w seksualnym imperium. O sprawie znów jest głośno.

O tzw. Gangu Braciaków w Trójmieście jest głośno od lat. Arkadiusz, Mirosław i Marcin są synami policjanta, który zszedł na złą drogę. To właśnie prawdopodobnie kontakty w światku policyjnym sprawiały, że tak łatwo im szło. Mimo łamania prawa, przez lata cieszyli się czystymi kartotekami. Swoje seksualne imperium zbudowali na „mieszkaniówkach”, czyli agencjach towarzyskich działających w zwykłych mieszkaniach. Pierwszy raz głośno zrobiło się o nich w 2013 roku, kiedy naloty policji ujawniły, jak rozległą była ich działalność.

Po akcji mundurowych udało się zatrzymać kilkanaście osób, majątek o wartości 700 tys. złotych i narkotyki. Jednak nawet wówczas nie zdawano sobie sprawy, jak daleko i głęboko sięgają macki tej przestępczej szajki. Mieszkania gangu odwiedzać miał nawet sędzia, którego między sobą gangsterzy nazywali „swoim”.

Agencja towarzyska jak sekta

Kobiety, które prostytuowały się w ramach tego chorego imperium, nie były jednak traktowane po ludzku. Były bite, zastraszane, gwałcone czy faszerowane narkotykami. Zmuszano je do bezwzględnego poddaństwa, a ich ciała tatuowano uwłaczającymi tekstami w stylu „Własność Mirka” albo „Kocham mojego Pana i Władcę Braciaka”. Nie miały żadnej prywatności i wolności. Wejście do imperium równało się z całkowitym uzależnieniem z braćmi. Nie mogły wychodzić bez wiedzy protektorów, ani nawet kontaktować się z rodziną. Były niemal jak w sekcie.

Ucieczka przed sprawiedliwością

W 2015 roku „najobrzydliwsi zbrodniarze w dziejach III RP”, jak okrzyknęły ich rodziny wykorzystywanych kobiet, wyszli jednak na wolność. Za poręczeniem majątkowym opuścili areszt. Mieli jednak stawiać się na komendzie raz na dwa tygodnie i otrzymali zakaz opuszczania kraju. Wyjechali jednak do Danii, gdzie rozkręcili swój kolejny seks-biznes. Nie wiadomo, dlaczego policja po raz kolejny nie zabrała się za nich.

Ci znów zaczęli prężnie działać w kilku miastach Danii. Żeby tego było mało, zdecydowali się nawet na porachunki z konkurencją. Na początku tego roku w mieście Aalborg żywcem spłonęła Polka, która pracowała w konkurencyjnej agencji. Kobieta spłonęła żywcem, w ostatnich chwilach życia oglądając, jak jej skóra płonie. Kilka miesięcy później udało się złapać napastników winnych śmierci. Pojawiły się nawet nieoficjalne informacje, że ci są powiązani z Gangiem Braciaków. CBŚP i prokuratura nie chcą jednak tego komentować.

Gang śmieje się Polsce w twarz

Proces gangu wciąż jednak trwa, a kolejne rozprawy, których było już 60, odbywają się bez ich udziału. W sprawie nic się nie zmienia, organy ścigania nie fatygują się, by aresztować przestępców ponownie. Ci po prostu plują Polsce i obecnej władzy w twarz.

źródło: Prokuratura Apelacyjna w Gdańsku
źródło: Prokuratura Apelacyjna w Gdańsku
źródło: Prokuratura Apelacyjna w Gdańsku
źródło: Prokuratura Apelacyjna w Gdańsku
źródło: Prokuratura Apelacyjna w Gdańsku
źródło: CBŚP
źródło: CBŚP
źródło: CBŚP
źródło: CBŚP

źródło: fakt.pl

Gwiazdy, których karierę PRZEDWCZEŚNIE przerwała śmierć


8 zdumiewających faktów o współczesnych terrorystach

Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas

Zobacz również