UDOSTĘPNIJ

Krótko i treściwie – ministrowie odwołani ze składu Rady Ministrów przez premiera dostaną OGROMNE odprawy (tak np. minister Michał Boni – niemal 50 000 zł).

Co więcej, byli ministrowie jeszcze przez 3 miesiące zachowają prawo do jeżdżenia limuzynami rządowymi, a także większość z nich przez najbliższe 3 miesiące będzie dostawać taką pensję, jak gdyby dalej stali na swoich resortowych, ministerialnych stanowiskach.

Politykier.pl relacjonuje dodatkowo; Niektórzy z odchodzących mają do wykorzystania nawet kilkadziesiąt dni urlopu. A to oznacza, że ustępującym ministrom należy się ekwiwalent. Kolejne kilkadziesiąt tysięcy złotych. I to jeszcze nie koniec… Współpracownikom, zatrudnianym w gabinetach politycznych również trzeba będzie zapłacić odprawy.

Odnośnie samego zabiegu wypłacania współpracownikom wysokich odpraw, pisała w 2012 r. Rzeczpospolita w taki oto sposób; Resorty, niezgodnie z ustawą, wypłacają odprawy odchodzącym wraz z ministrami szefom ich gabinetów politycznych – wynika z informacji „Rzeczpospolitej”. Gazeta przypomina, że szefów gabinetów zatrudnia się na czas określony. Gdy ministrowie tracą stanowisko, odchodzą wraz z nimi, a odprawy im nie przysługują. Mimo to pieniądze wypłacono w takiej sytuacji m.in. w resorcie infrastruktury i… sprawiedliwości.

Zastanawiam się jak długo jeszcze obecny premier będzie prowadził z wyborcami tym podobne gierki polityczne, wymieniając ministrów dosyć często, a jak pokazuje czas – zazwyczaj nietrafnie…

UDOSTĘPNIJ
Poprzedni artykułMobilizacja – czyli w kamasze!
Następny artykułZajęcie Krymu a tragedia smoleńska
Mateusz Rojewski
Student I roku prawa na Uniwersytecie Jagiellońskim, działacz młodzieżówki Prawa i Sprawiedliwości, konserwatysta. Hobby i zainteresowania: publicystyka, sport, historia, polityka, prawo. Zachęcam też do polubienia mojej strony na Facebooku, jak również do obserwowania profilu na Twitterze. :)