UDOSTĘPNIJ

Obowiązkowa obecność, nieszczere uśmiechy, a 27 grudnia wymówienie. Wesołych Świąt polskim ludziom pracy!

Jeśli jest coś, czego Polacy nie znoszą bardziej od pracy, to są to wigilie pracownicze. W dużych przedsiębiorstwach ten koszmar zaczyna się zwykle pod koniec listopada. Wtedy na tablicach ogłoszeniowych pojawiają się pierwsze informacje, a tytuły maili złowieszczo przypominają o nadchodzącej okoliczności. Do świadomości pracowników dociera, że to już niebawem. Narasta atmosfera stresującego oczekiwania na dzień, w którym korpopotwory przemówią ludzkim głosem. Nastawieni na rywalizacje menedżerowie, na co dzień gotowi wyrżnąć sobie tętnice ołówkami biurowymi, tym razem uzbrojeni tylko w opłatki i (czasem) kieliszki z gorzałą, obcałowują się namiętnie. Kierownicy odstępują na chwilę od gnojenia, przymuszania do nadgodzin, wywoływania poczucia winy i całego mobbingu dnia powszedniego, by powiedzieć, że ?tak naprawdę jesteśmy jedną wielką rodziną?. Obowiązkiem każdego szefa jest wygłoszenie łzawej przemowy o spokoju, refleksji i świątecznej atmosferze oraz przypomnienie o paśmie wielkich sukcesów, odnotowanych przez firmę w mijającym roku.

Zdarza się jednak, że biesiada w towarzystwie kierownictwa jest ostatnim wspomnieniem z miejsca pracy. Doświadczył tego Adam, lat 28. W 2013 roku, po 4 latach pracy został wyrzucony z agencji reklamowej. ? Nic tego nie zapowiadało. Prezes mówił o dobrych wynikach, dostaliśmy prezenty i bony od firmy. Wszyscy bawili się świetnie. Było nawet przyjemnie. Pierwszego dnia po świętach, usłyszeliśmy od kierowniczki kadr, że będą zwolnienia grupowe. Byłem jedną z 15 osób, które jeszcze przed Nowym Rokiem niespodziewane otrzymały wypowiedzenia ? wspomina. Przypadek Adama nie jest odosobniony. Bardzo często przedsiębiorcy nie mają skrupułów żeby podczas wigilii pracowniczej odegrać przedstawienie teatralno-propagandowe, a następnie przejść do bezwzględnych działań.

Firmowa wieczerza to również idealna okazja do przeprowadzenia rytuału włazidupstwa. Jacek, lat 32, pracownik organizacji wydatkującej unijny szmal, na samą myśl o opłatku w gronie współpracowników dostaje palpitacji serca. ? To festiwal obłudy. Nie mogę patrzeć na te wszystkie sztuczne uśmiechy, słuchać przepełnionych fałszem życzeń ? denerwuje się. W tym roku próbował się postawić. Oznajmił dziewczynie, że nie pojawi się na imprezie. Ta jednak błyskawicznie sprowadziła go na ziemię. Przypomniała, że musi porozmawiać z kierowniczką projektu o przedłużeniu umowy. Mają przecież kredyt hipoteczny do spłacenia.

Magdalena Goetz, psycholożka uważa, że świąteczna aura imprez przedświątecznych w firmach ma niewiele wspólnego ze spontanicznością: ? Zdarzają się osoby nieśmiałe lub niezbyt towarzyskie, są też takie, które nie obchodzą świąt katolickich i mogą odbierać ich organizowanie na terenie zakładu pracy w kategoriach presji czy przymusu. Ludzie ci, jeśli pojawiają się na tego rodzaju imprezach, to głównie po to, aby ?nie odstawać? od reszty zespołu czy załogi ? ocenia.

Bywa strasznie, ale równie często bywa żenująco. Część przedsiębiorców nie może się zdecydować czy wigilia pracownicza jest spontanicznym spotkaniem dla chętnych, czy obowiązkiem służbowym pracowników. Z takim rozdźwiękiem spotkała się Monika, lat 20, pracownica infolinii jednego z operatorów sieci komórkowej. ? Kazali nam przyjść do sali, w której zazwyczaj odbywają się szkolenia. Głos zabrała teamleaderka, powiedziała coś w rodzaju: ?Witam wszystkich na wigilii, jednocześnie przypominam, że czas spędzony na spotkaniu trzeba naturalnie odpracować, a więc siedzimy dziś na słuchawkach do 20:00?. To było strasznie słabe, widziałam, że wszyscy byli wkurzeni ale nikt nie odważył się zaprotestować, bo kto by chciał stracić pracę przed świętami??. Co ciekawe, firma, która generuje wielomiliardowe zyski nie targnęła się nawet, by ufundować pracownikom wigilijne specjały. ?Tego samego dnia rano została ogłoszona zrzuta po 5 zł. Potem ktoś zszedł do Żabki po jakieś ciasto i Hoop Colę. Kompletna żenada ? dodaje Monika.

Okazuje się jednak, że taka praktyka jest spotykana również w innych firmach. Emilia, lat 33, graficzka komputerowa , zatrudniona w telewizji internetowej wyjawia, że jedzenie na wigilijny stół w jej miejscu pracy jest zawsze finansowane ze składek pracowników. ? Właściwie to nie wiem czy szefostwo też się do tego dokłada. Jest nas ponad 40 osób, więc jak każdy daje 30 zł, to firma cateringowa przywozi kupę żarcia. Najśmieszniejsze jest to, że potem słuchamy wykładu szefa o tym jak firma poprawia wyniki i w ogóle świetnie prosperuje ? kręci głową z zażenowaniem.

Jeszcze ciekawszą obserwacją podzielił się Adrian lat 39, obecnie pracownik polskiej filii międzynarodowego koncernu z doświadczeniem kilkunastu lat pracy w korpo. – Zauważyłem pewną zależność – im większa grupa kapitałowa z większym budżetem, tym większe dziadowanie. Mam takie wspomnienie: jeden z największych banków w kraju, włoska grupa kapitałowa z wielką kasą. Wigilia pracownicza w jakiejś klitce, chyba pomieszczeniu gospodarczym. Na prowizorycznych stolikach plastikowe talerzyki, jakieś pierogi podawane z termosa, kilka ciastek na serwetkach. Chyba wigilie klasowe w liceum miały większy animusz. Do tego oczywiście przemowa ?pani dyrektor? o atmosferze świąt, rodzinie, cieple i przyjaźni (przez cały rok była wiedźmą), a potem pokazowe składanie życzeń, sztuczne uśmiechy i udawana życzliwość. Obecność obowiązkowa. Po godzinach pracy oczywiście ? wspomina z rozbawieniem.

Jeśli impreza zorganizowana jest z większą pompą, w późnych godzinach zdarzają się sytuacje z pogranicza komedii i farsy. Podchmieleni dyrektorzy przypuszczają ataki na mejk apy zestresowanych pracownic i stażystek. Całują po polikach podczas rytualnego ?zdrowych, spokojnych?. Czasem robi się jednak niebezpiecznie. Szczególnie gdy przełożonym zbiera się na komplementy. Doznała tego Zofia, pracownica kancelarii notarialnej, lat 37. ? Podszedł do mnie asesor, był po kilku głębszych wybełkotał: ?Ja bardzo cenię pani pracowitość i intelekt, ale to nic w porównaniu z tym, jak piękne ma pani nóżęta?. Miałam ochotę po prostu dać mu w pysk.

Wigilie zorganizowane w konwencji alkoholowej bywają jednak niekiedy interesujące. Na przykład gdy jest okazja, by zobaczyć kadrę kierowniczą w niecodziennych sytuacjach. ? Cała ekipa się nagrzała jak bąki i wpadli na genialny pomysł, by się zacząć bić. Efekt był taki, że pan prezes ruszył na pana dyrektora i wywalił mu z byka w mostek. Wszyscy byli pijani jak bele, więc zaczęła się panika, że dyro poważnie ucierpiał, bo niezbyt się śpieszył do wstania. W końcu go ocucili. Trzeba było ich odwieźć, a kto miał to zrobić? Wiadomo, plankton od administracji, czyli ja. No to woziłem całą bandę taksą po mieście. Bilans: dwa bełty w taksie, kilka poza. A następnego dnia musiałem uprzątnąć biuro, bo oczywiście nikt z kierownictwa się do tego nie kwapił ? relacjonuje Łukasz, 30-letni pracownik firmy produkującej meble.
Magdalena Goetz nie dziwi się, że polscy pracownicy nie lubią przedświątecznych spotkań. Jej zdaniem są one jedynie mirażem, przesłaniającym rzeczywiste stosunki panujące w firmach. ? Jeśli w zakładzie pracy na co dzień panują stresujące warunki, brakuje przyjaznej atmosfery, współpracy i szacunku, łamane są prawa pracownicze, brakuje poczucia pewności zatrudnienia i dominuje rywalizacja oraz autorytarny styl zarządzania, trudno oczekiwać, by zatrudnione tam osoby z entuzjazmem odnosiły się do dzielenia się opłatkiem i składania sobie życzeń (szczególnie, jeśli w tym celu trzeba zostać dłużej po pracy). W takiej sytuacji pracownicza wigilia, jeśli nie pójdą za nią żadne realne, pozytywne zmiany, nie będzie odbierana jako okazja do wspólnego świętowania, ale jako uczestnictwo w fikcji. Wszyscy wówczas zdają sobie sprawę ze sztuczności sytuacji, w której biorą udział, przyklejają do twarzy nieszczere uśmiechy, a w duchu marzą tylko o tym, by wreszcie się stamtąd wyrwać ? komentuje psycholożka.

Artykuł ukazał się pierwotnie na stronie strajk.eu

fot. ShutterStock/Andreas Gradin

 

Zobacz również