UDOSTĘPNIJ
źródło: flickr.com

To miała być standardowa operacja. Pacjentka chora na raka trafiła do szpitala w Bełchatowie, gdzie lekarze wycięli jej przełyk, śledzionę i wątrobę. Problemy zaczęły się dopiero wtedy, gdy kobieta ze szpitala trafiła do domu. Wyszło wówczas na jaw, że tak naprawdę chora wcale nie była.

Koszmar zaczął się kilka miesięcy temu. Wtedy 24-letnia mieszkanka Gliwic zaczęła uskarżać się na bóle brzucha. Po wizycie u lekarza dostała skierowanie na gastroskopię, tomografię i histopatologię. Po powrocie do specjalisty z wynikami ten nie miał wątpliwości – kobieta była chora na raka. Ze swoim problemem miała udać się do szpitala w Bełchatowie.

Bełchatowscy lekarze po przestudiowaniu dokumentacji 24-latki podjęli decyzję o wycięciu kobiecie chorych organów. Resekcji miały zostać poddane przełyk, śledziona i wątroba. Kiedy kobieta leżała na stole operacyjnym, lekarze zaczęli mieć wątpliwości. Okazało się bowiem, że na żadnym z wycinanych organów nie było zmian nowotworowych. Chirurg prowadzący postanowił jednak je wyciąć.

Kiedy kobieta po operacji poczuła się już lepiej i trafiła do domu, zaczęła otrzymywać tajemnicze listy. Anonim stwierdzał w nich, że 24-latka nigdy nie chorowała na raka. Zaniepokojona nawałem korespondencji matka 24-latki zgłosiła sprawę do prokuratury. Badania śledczych szybko sprowadziły ich na trop… 24-latki.

Podczas przesłuchania przycisnęli ją do ściany. Okazało się, że kobieta sfałszowała swoją dokumentację medyczną. Po wysłaniu jej na badania psychiatryczne wyszło na jaw, że mieszkanka Gliwic cierpi na rzadki zespół Munchhausena. Ludzie z tym schorzeniem uskarżają się na nieistniejące dolegliwości, a nawet sami doprowadzają swoje ciało do straszliwego stanu – np. połykając niebezpieczne przedmioty. Wszystko po to, by przeprowadzono na nich operację.

Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas

Zobacz również