UDOSTĘPNIJ
fot. Wikipedia Commons

Okres od „Wielkiej Depresji”, do początku prezydentury Franklina Delano Roosevelta w 1933, zasłynął z dominacji leseferyzmu w gospodarce i darwinizmu w polityce społecznej Stanów Zjednoczonych. Dominująca wówczas, koncepcja państwa, jako nocnego stróża zajmującego się tylko tworzeniem warunków dla swobodnej gry sił rynkowych, objawiała się m.in: deregulacją sektora finansów i usług publicznych. W latach 1837-1862 formalnie nie działał żaden bank centralny, a dopiero na początku kolejnego stulecia zwalczono praktykę drukowania niestandardowych banknotów na terenie różnych stanów. Stany Zjednoczone wkroczyły w wiek XX z niebotycznymi nierównościami majątkowymi. Dochód 1% najbogatszych mieszkańców, stanowił ponad 20% dochodu narodowego. Dzisiaj byłby to stan pożądany, wobec zmiany wskaźników; 1% najbogatszych jest właścicielem 60% dochodu narodowego. Jednak wtedy, społeczeństwo, tak mocno przywiązane do wolności jak amerykańskie, poczuło zagrożenie interesu społecznego. Wprowadzono progresywny podatek spadkowy (od 1901) i progresywny podatek dochodowy (od 1914). W efekcie spadła liczba rentierów. Niestety, gospodarka była już zbyt rozpędzona, żeby wyhamować przed upadkiem w przepaść – Wielkim Kryzysem.

Gdyby decyzje jednego niekompetentnego rządu mogły wywołać światową katastrofę finansową, kapitalizm już dawno znalazłby się na śmietniku historii. Upierając się przy wyłącznym udziale FEDu lub rządu w rozpętaniu kryzysu gospodarczego, jak wyjaśnimy że rozprzestrzenił się w całym wolnorynkowym świecie, daleko poza obszarem podległym amerykańskiej instytucji? W rzeczywistości, kapitalizm jest ponadnarodowym zespołem naczyń połączonych, gdzie ścieraną się interesy; państwa, przedsiębiorców, pracowników i konsumentów. Dziewiętnaste stulecie minęło pod znakiem walk klasy robotniczej o poprawę warunków pracy i stworzenie bardziej egalitarnego systemu. Poza pewnymi wyjątkami, Amerykę te wydarzenia ominęły i w kolejnym stuleciu wciąż uosabiała drapieżny ustrój ekonomiczny. Rezerwa federalna FED w drugiej i trzeciej dekadzie XXw. utrzymywała stopy procentowe na bardzo niskim poziomie. Pod tym mglistym określeniem kryje się 5 różnych wskaźników tworzących „cenę pieniądza”. Banki mogły tanio kupować pieniądze od rządu i pożyczać je przedsiębiorcom w nisko oprocentowanych kredytach. Kapitał był łatwo dostępny, więc zapożyczał się każdy. Atmosfera sprzyjała inwestowaniu i napędzała prosperitę. Nawet przeciętna rodzina mogła sobie pozwolić na odrobinę luksusu w postaci samochodu. Znakami czasów stały się Ford T i jazz. Jak to się stało, że w ciągu kilku następnych dni po Czarnym Czwartku w 1929 roku, co trzecia dorosła osoba nie miała pracy, a bankierzy na Wall Street wyskakiwali z okien? Kluczem do zrozumienia Wielkiego Kryzysu i każdego innego wcześniejszego i późniejszego tąpnięcia na giełdach, jest świadomość, że centralną wartością kapitalizmu jest ryzyko, a  naczelną cechą – cykle koniunkturalne. Właściciele kapitału dążą do maksymalizacji zysku przez wzrost wydajności i obniżanie płac realnych, czyli zmniejszenie porcji tortu przypadającego pracownikom. Kalkulacja jest prosta; produkować jak najwięcej, przy jak najmniejszym wkładzie i jak najtańszych pracownikach. Gospodarka kierująca się takim aksjomatem jest konkurencyjna, elastyczna i innowacyjna, ale nie potrafi uniknąć fluktuacji – naprzemiennych spadków i wzrostów. Przedsiębiorcy dążą do maksymalizacji podaży i pośrednio obniżają popyt, bo w społeczeństwie jest mniej pieniędzy. Efektem ubocznym są powiększające się nierówności majątkowe. Bogaci stają się coraz majętniejsi, a sytuacja biednych się nie poprawia. Poza absolutnie oczywistym uniemożliwieniem milionom ludzi dążenia do szczęścia i spełnienia, nierówności utrudniają rozwój gospodarki. Gdy następuje kryzys, dopiero zwiększenie się płac (popyt) i spadek bezrobocia, dają możliwość ujścia wytworzonym dobrom (podaż). Wolny rynek nie dysponuje narzędziami do wyjścia z recesji.Przynajmniej nie takimi, które z etycznego punktu widzenia byłyby akceptowalne.

Nowojorska Wall Street w 1929 roku zastała na fotelu prezydenta zachowawczego Herberta Hoovera. Brakowało mu odwagi, żeby zdobyć się na wiele więcej niż manipulacja wskaźnikami finansowymi. Rynek ze swoją umiejętnością „samoregulacji” zawiódł, kryzys się pogłębiał. W czasie gdy Rosja Radziecka rozpoczynała industrializację, gazety z Chicago donosiły o 500 głodujących na ulicach dzieciach. Setki bezrobotnych gromadziły się przed restauracjami i żądały wydania posiłków. Mnożyły się incydenty napadania przez uczniów na szkolne stołówki!  W ciągu kilku tygodni, 1/3 siły roboczej jednego z najbardziej rozwiniętych państw świata, znalazła się bez zatrudnienia. Route 66 zamieniła się w pas transmisyjny  wielkiej emigracji ze wschodniego na zachodnie wybrzeże. W tych okolicznościach liberalni Republikanie lawinowo tracili poparcie. Ameryka potrzebowała bohatera, który nie zważając na opinie rekinów giełdowych, przywróci stabilność i napędzi gospodarkę. Wybory prezydenckie w 1933 roku, z dużą przewagą wygrał, demokrata, Franklin Delano Roosevelt. Oparł swój program na eklektycznej kombinacji doktryny ekonomicznej Johna Maynarda Keynesa, wizji polityki społecznej Johna Deweya i filozofii pragmatycznej Williama Jamesa. W historii zapamiętany jako New Deal.

Natychmiast po rozpoczęciu  prezydentury, Roosevelt zamknął wszystkie banki. Wynegocjował restrykcyjne warunki na jakich instytucje finansowe miały otrzymać od rządu pieniądze. Dokończono dzieło upadku skompromitowanych bankierów i pozwolono wyłonić się najzdrowszych instytucjom. Poddano państwowej kontroli handel akcjami na giełdzie. Skończyła się panika i spekulacje. Zaczęto drukować pieniądze. Wzrosła inflacja, ale banki przestały bankrutować i ludzie przestali tracić oszczędności całego życia. Wobec epidemii niewypłacalności wśród farmerów, zastosowano wykup plonów. Zniknęło znad Ameryki widmo pierwszego w historii głodu. Dla młodych bezrobotnych utworzono; Civilian Conservation Corps, Federal Emergency Relief Administration i Work Progress Administration.  – programy robót publicznych. Wybudowano tysiące kilometrów dróg, wznoszono tamy, osiedla tanich domów i inne obiekty użyteczności publicznej. Miejsce pracy i tym samym środki do życia uzyskało 17 milionów ludzi! Federalna, Home Owners Loan Corporation udzielała tanich pożyczek i dała nadzieję amerykańskim rodzinom na uzyskanie własnego mieszkania. W ten sposób nadano płynność rynkowi nieruchomosci i sektorowi budowlanemu. Wielkim wysiłkiem państwa i narodu uniknięto tragedii największego „Straconego Pokolenia” w dziejach. Kosztem było oczywiście zwiększone zadłużenie, ale czy nie większą cenę byłoby trzeba zapłacić czekając aż rynek sam się ureguluje, a w tym czasie, ludzie pędziliby żywot nie lepszy od roślin?

Nie była to polityka w niczym rewolucyjna czy obca mentalności Amerykanów, jak chcieliby ją widzieć przeciwnicy Roosevelta. Nazywający go „czerwonym” lub „komunistą”. Można powiedzieć, że robił tylko to co w polityce i filozofii Stanów Zjednoczonych robiono od zawsze. Już w 1620 roku na statku dobijającym do wybrzeży Wirigini, pierwsi koloniści podpisali „Mayflower Compact”. Umowa mówiła, że po zejściu na ląd staną się wspólnotą obywatelską, z prawem równym i sprawiedliwym. W konstytucji amerykańskiej powtarza się ten postulat w „prawie do dążenia do szczęścia”. Czym innym była wojna secesyjna, jak nie walką o uznanie murzyńskiej godności człowieka i włączenie ich w obręb narodu? Na tym tle egalitarna linia New Deal przedstawia się jako konsekwencja amerykańskiego przywiązania do sprawiedliwości i równych szans do samorealizacji. Kryzys ekonomiczny (1929-1933), wyrzucił znaczną część społeczeństwa poza margines. Uczynił ich nowymi niewolnikami: biedy, niepewności, przestępczości, głodu. Czy można się dziwić, że wybory wygrał Roosevelt, a nie jego liberalnego adwersarz? New Deal stał się obok wojny secesyjnej kolejnym epizodem włączania wykluczonych w obręb amerykańskiej wspólnoty. Poza tym że przyniósł sławę Keynesowi, był przykładem skutecznej na polu społecznych i gospodarczym, interwencji państwa; zakończył kryzys i wyciągnął z ubóstwa miliony ludzi. Dlaczego pojawił się dopiero w 4 roku kryzysu? Amerykanie zbyt długo wierzyli, że rynek poradzi sobie sam.

UWAGA! ARTYKUŁ PIERWOTNIE ZOSTAŁ ZAMIESZCZONY W SERWISIE LOIX.PL 

Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas

Zobacz również