UDOSTĘPNIJ
Fot. Flickr (Piotr Drabik)

Nieszczęście polega na tym, że p. Lech Wałęsa zaprzeczał, że ukradł swoje papiery z teczki, którą jako prezydent wyjął i oddał pustą. Dokonywał różnych dziwnych rzeczy – być może szantażowany, że to ujawnią. Nie wiemy. Po zgłoszeniu uchwały lustracyjnej p. Lech Wałęsa wydał oświadczenie, że „kilka rzeczy podpisał”, a po dwóch godzinach wycofał to oświadczenie, pod naciskiem p. Mieczysława Wachowskiego, najprawdopodobniej jego oficera prowadzącego, który służył też jako jego szofer.


Nie przywiązuję najmniejszego znaczenia do tego, co mówi p. Wałęsa. On mówi po to, żeby mówić. Po prostu bredzi bez ładu i składu. Taka jest jego uroda. Ludzie co większe jego nonsensy – typu „jestem za, a nawet przeciw” lub „tu są plusy dodatnie i ujemne” – traktują jako znakomite bon moty, nie zdając sobie sprawy, że ten człowiek mówi tak, jak myśli.


Nikodem Dyzma przy nim to jest po pierwsze tytan intelektu, a po drugie: Nikodem Dyzma w książce Tadeusza Dołęgi-Mostowicza jednak nie przyjął posady premiera; uznał, że jest zbyt ograniczony. A p. Wałęsa przyjął posadę prezydenta, bo nie miał żadnych ograniczeń, żadnych hamulców.

Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas

Zobacz również