UDOSTĘPNIJ

6.02.15 polski Sejm zwykłą większością głosów wyraził zgodę na ratyfikację przez Prezydenta RP Konwencji Rady Europy o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej.
Media i środowiska lewicowe z miejsca odtrąbiły wielki sukces: „Oto nareszcie polska kobieta może czuć się bezpiecznie! Koniec z dyktaturą patriarchatu! Koniec z przemocą domową, molestowaniem i gwałtami! Nastał czas równości, wolności i siostrzeństwa! Viva la revolution! Viva les femmes!.”
Za pomocą jednej ustawy sejmowi udało się z miejsca przeciąć gordyjski węzeł duszący od wieków polskie społeczeństwo.
Skąd się ów węzeł wziął?
Tego dowiemy się z treści samej Konwencji.
Już w preambule czytamy: „przemoc wobec kobiet jest manifestacją nierównego stosunku sił pomiędzy kobietami a mężczyznami na przestrzeni wieków który doprowadził do dominacji mężczyzn nad kobietami i dyskryminacji tych ostatnich, a także uniemożliwił pełną poprawę sytuacji kobiet.”
Przemocy nie są zatem winne kompleksy, frustracja, brak wychowania i empatii niektórych zdegenerowanych osobników, tylko „nierówny” stosunek sił między obiema płciami, który rzecz jasna należy sztucznie wyrównać. Wszelkimi metodami.

Wszak wiadomo wszem i wobec, że każdy mężczyzna ze swej natury dąży do zniewolenia kobiety i pokazania jej swojej woli mocy za pomocą małżeńskiego mordobicia, ewentualnie gwałtu, tylko dlatego, że jest silniejszy.
Wiadomo, że My mężczyźni (inaczej: seksualni oprawcy) nie szukamy partnerki i towarzyszki życia tylko pokornej niewolnicy zdolnej rodzić dzieci i przyjmować ciężkie razy ilekroć przegramy w totka czy oblejemy sobie spodnie ketchupem.
Wiadomo również, że za ten stan rzeczy odpowiada szowinistyczna tradycja, dlatego też trzeba podjąć „działania niezbędne do promowania zmian wzorców społecznych i kulturowych dotyczących zachowania kobiet i mężczyzn w celu wykorzenienia uprzedzeń, zwyczajów, tradycji oraz innych praktyk opartych na idei niższości kobiet lub na stereotypowym modelu roli kobiet i mężczyzn.”
Każdy kto czytał mitologię grecką wie, że człowiek powstał z gliny a glina ma to do siebie, że wprawny artysta może z niej wyrzeźbić niemal wszystko.
Niestety jednak ludzka glina ma dosyć krótką datę ważności i dlatego też obróbkę najlepiej zacząć od razu co zresztą w sposób piękny wyraża Konwencja: „Strony podejmują działania konieczne do wprowadzenia do oficjalnych programów nauczania na wszystkich poziomach edukacji materiałów szkoleniowych dostosowanych do zmieniających się możliwości osób uczących się, dotyczących równouprawnienia kobiet i mężczyzn, niestereotypowych ról przypisanych płciom.”
Co kryje się pod tym enigmatycznym sformułowaniem? Wystarczy spojrzeć na radosne niemieckie, czy szwedzkie przedszkola gdzie w ramach walki ze stereotypami przebiera się chłopców za dziewczynki a dziewczynki za chłopców.
Dodatkowo dziewczynki dostają do zabawy samochodziki i gumowe młotki, natomiast chłopcy lalki i plastikowe domki.

A jeśli chłopiec nadal chce bawić się samochodzikami?
W takiej sytuacji należy wezwać rodziców dziecka bowiem przejawia groźne symptomy szowinizmu najpewniej przejęte od patriarchalnego ojca i zniewolonej matki w ramach socjalizacji pierwotnej i kto wie…może lepiej w takim wypadku oddać małego do adopcji?
Wszak państwo znacznie lepiej zatroszczy się o wychowanie i potrzeby małego człowieczka aniżeli faszystowska rodzina.
Państwo niczym Prometeusz wytwarza z tępej i nieobrobionej masy, świadomych i postępowych obywateli, którzy w przyszłości będą forpocztą permanentnej, obyczajowej rewolucji.
Rewolucji, która nie ma ani celu ani końca- jest po prostu wiecznym buntem przeciwko temu co było i temu co jest jako nie dość „postępowemu”.
Buntem przeciwko ustalonemu porządkowi, który kłuje w oczy samym swoim uporządkowaniem.
Buntem przeciwko naturze jako nazbyt przewidywalnej, nudnej i powtarzalnej.

I tu dochodzimy do jądra ciemności, które położyło się cieniem na całej cywilizacji Zachodu.
Nikomu nie chodzi o maltretowane kobiety bowiem Konwencja nie wprowadza w tej materii niczego nowego.
Wystarczy przyjrzeć się Krajowemu Programowi Działań na Rzecz Kobiet przyjętym przez Rząd RP w 2003 roku żeby zauważyć, że niektóre sformułowania w nim zawarte są jakby żywcem przekopiowane z Europejskiej Konwencji.
Ktoś kto rzeczywiście miałby w tej materii szlachetne intencje opowiadałby się raczej za radykalnym zreformowaniem aparatu policyjnego i sądowego, które nie są w stanie egzekwować nawet tego prawa, które już jest.
Wymiana i powiększenie kadr,dogłębna lustracja, zwiększenie kontroli nad funkcjonariuszami i obywatelami, zaostrzenie przepisów i sankcji karnych do tego stopnia aby każdy potencjalny oprawca, niezależnie od tego czy chodzi na co dzień ubrany w markowy garnitur, mundur, togę czy sutannę drżał na samą myśl o skrzywdzeniu jakiejkolwiek istoty- czy to kobiety, czy dziecka, czy zwierzęcia- to są prawdziwe wyzwania stojące przed naszymi wybrańcami.
Tych kwestii jednak nikt nie porusza.
Zamiast tego wolimy debatować nad szkodliwością patriarchalnej i szowinistycznej tradycji,wytworzonej przez samców z warstw posiadających… która de facto pod wieloma względami stawiała kobietę na znacznie bardziej uprzywilejowanej pozycji, zgodnej jednakże z naturalnym podziałem ról społecznych.

Począwszy od zamierzchłych czasów pogańskich kobiety wśród ludów północy miały bardzo silną pozycję społeczną. Nordyckie sagi wypełnione są opowieściami o dzielnych tarczowniczkach, boginiach i walkiriach, które były czczone wśród barbarzyńskich Germanów na równi z męskimi herosami, bogami i czempionami a czasem nawet bardziej!
To kobieta pod nieobecność mężczyzny, który większą część życia spędzał na niekończących się walkach ze współplemieńcami bądź wrogimi plemionami zajmowała się majątkiem, niewolnikami i dziećmi.
To ona służyła mężczyźnie cenną radą i pomocą- czasem również w walce.
Jak pisze rzymski historyk Ammianus Marcellinus (IV wiek): „cały zastęp obcych nie zdoła sprostać jednemu Celtowi, jeśli przyzwie on na pomoc żonę, która jest zazwyczaj bardzo silna i niebieskooka.”
Również inny rzymski historyk Tacyt, osławiony autor „Germanii” wspomina, że u Germanów „kobiety często towarzyszą mężczyznom w walce, dodając im męstwa, ci zaś okazują je tym bardziej z obawy przed pojmaniem ich kobiet w niewolę.”
Pomimo, że droga do zostania wojowniczką była dla germańskich kobiet otwarta większość zajmowała się ogniskiem domowym i wychowywaniem dzieci w zamian za co przysługiwała im specjalna ochrona prawna.
Zgodnie ze zwyczajowym prawem rypuarskim z VIII w.n.e. (czasów największej ciemnoty i szowinizmu) za zabicie kobiety w ciąży trzeba było zapłacić nawet trzy razy wyższą cenę niż za mężczyznę, za nastawanie na cześć niewiasty każdy kto był świadkiem zajścia miał prawo zabić napastnika a za gwałt na wolnej kobiecie w brutalny sposób kastrowano gwałciciela pozostawiając go na pewną śmierć.
Trudno o bardziej dobitny przejaw dyskryminacji.
Wspomniany już Tacyt, nie mógł nadziwić się obyczajowej prawości Germanów, którzy „wiernie i niestrudzenie” pozostawali zazwyczaj aż do śmierci w związkach monogamicznych, srogo karząc cudzołóstwo (wyjątkami miały być małżeństwa zawierane przez dostojników plemienia w celach politycznych). A było to przecież na długo przed zawitaniem wysłanników Chrystusa do tych ziem!
Wielokrotnie podkreślał również aurę powszechnego szacunku otaczającego kobiety i że Germanowie „ani ich radami nie gardzą, ani wróżb nie lekceważą.”
Pomimo braku rzetelnych źródeł pisanych z tak wczesnego okresu dziejowego wiele wskazuje na to, że nie inaczej przedstawiały się sprawy na słowiańszczyźnie.

Chrześcijańskie wieki średnie uchodzą za okres największego upodlenia kobiety w dziejach.
Nic bardziej mylnego!
Faktem jest, że chrystianizacja północnej europy spowodowała regres w kwestiach płciowych ze względu na silną romanizację katolicyzmu (a jak wiadomo w Rzymie, podobnie jak i w Grecji kobiety nie miały tak silnej pozycji jak wśród ludów Północy) i żydowskie korzenie tejże religii (w judaizmie podobnie jak i w islamie kobieta ukazana jest jako istota upośledzona w stosunku do mężczyzny) szybko jednak doszło do swoistego mariażu pogaństwa z chrześcijaństwem i swoistego unaradawiania katolicyzmu.
Efektem tego unaradawiania był między innymi kodeks rycerski stawiający szczęście sakralizowanej damy serca na piedestale piramidy ludzkich dążeń co dowodzi niezbicie niezwykłej w czasach średniowiecza dążności do uprzedmiotowienia i upokarzania kobiet na każdym kroku.
Mało tego! Każdy rycerz miał obowiązek usługiwać kobietom przy stole, zabawiać je kulturalną rozmową i bronić ich czci, cnoty i zdrowia z narażeniem własnego życia.
Jeśli zaś chodzi o prozę życia codziennego to podobnie jak w wiekach wcześniejszych żona wojownika zajmowała się domem stając się nie tyle kurą domową co raczej Panią wszystkiego co żywe i martwe.
Warto również zauważyć, że pomimo oczywistych ograniczeń natury prawnej inteligentne i sprytne kobiety manipulując swoimi intelektualnie mniej rozwiniętymi mężami, lub po prostu rozkochanymi w nich naiwniakami osiągały własne cele zarówno polityczne jak i ekonomiczne.
W wiekach późniejszych kobiety często zasiadały na europejskich tronach prowadząc całkowicie niezależną politykę, wywołując wojny, zawierając sojusze i mariaże, często ku utrapieniu całego dworu.

Oczywiście w czasach twardego feudalizmu inaczej sprawa wyglądała wśród „Chamów” a inaczej wśród „Panów.”
Średniowieczna kultura wytworzona przez koła możnowładców i duchownych zawierała w sobie mnóstwo pozytywnych pierwiastków dodatnio wpływających na ludzką naturę: zachęcała do samodoskonalenia, uczciwości, poświęcenia, skromności, lojalności, męstwa i szacunku względem równych sobie.
Problem jednak polegał na tym, że kultura ta dotyczyła tylko wąskiej kliki arystokratów.
Dobroczynne promienie kaganka oświaty nie docierały do skąpanych w ciemnocie szerokich mas społecznych których obyczaje warunkowały realia bezwzględnej walki o byt i strach przed śmiercią.
Sfrustrowani, gnębieni i odcięci od wielkopańskiej kultury chłopi częstokroć odreagowywali swoje kompleksy i życiową beznadzieję na partnerkach.
Pogardę z jaką byli traktowani przez swoich panów często okazywali również swojemu otoczeniu.
Nie był to jednak zatruty owoc patriarchalnej tradycji, tylko efekt kulturowego obskurantyzmu elit i zwykłej niesprawiedliwości społecznej.
Z drugiej jednak strony nawet na wsi gospodarna kobieta mogła liczyć na silną pozycję u boku męża, który jeśli był mądry słuchał z uwagą swej roztropnej żony zajmującej się gospodarstwem.
“Klasyczny podział ról”, który w oczach współczesnych feministek a i zapewne autorów Konwencji jawi się jako koszmar każdej kobiety i chore urojenie męskiego umysłu, był w rzeczywistości kwestią czysto pragmatyczną i nie nosił żadnych znamion dyskryminacji.
Na wsi bieg życia od wieków regulowała twarda walka o przetrwanie i realizowane były tylko te koncepcje, które się sprawdzały.
Wywodził się z biologicznych uwarunkowań odróżniających kobietę od mężczyzny.
Zgodnie z owym podziałem mężczyzna zazwyczaj zajmował się wszystkim co “siłowe” natomiast kobieta tym co związane z emocjami a często również zarządzaniem.
Tak więc na jej barkach spoczywało wychowywanie dzieci (a przynajmniej tych płci żeńskiej) i to wszystko na co mąż nie miał czasu ze względu na nadmiar pracy.
Sytuacja ta utrzymała się z mniejszymi lub większymi zmianami aż do czasów Pierwszej Wojny Światowej, która zmasakrowała męską część europejskiej populacji i wymusiła gruntowne reformy społeczne.
Wtedy też kobiety skróciły sukienki, niektóre przywdziały spodnie i rozpoczął się powolny proces maskulinizacji kobiet…i feminizacji mężczyzn.
Taranem tej pierwszej, poważniejszej rewolucji obyczajowej (pomijając Rewolucję Francuską której rzeczywisty wpływ na dolę kobiet był niewielki) były sufrażystki czyli ruch społeczno-polityczny stworzony przez…mężczyzn.
A konkretniej XIX- wiecznych brytyjskich liberałów takich jak John Stuart Mill, którzy głośno akcentowali niesprawiedliwość dziejową dotykającą kobiety.
Z wolna pojedyncze kamienie porwały za sobą całą lawinę i ruch sufrażystek (sufrażystów) przekształcił się w ruch masowy.
Swoje trzy grosze dołożyła również industrializacja, która zagoniła kobiety do fabryk i częstokroć ciężkiej pracy fizycznej, całkowicie sprzecznej z ich naturą czego efektem były liczne wypadki i powszechne przemęczenie.
Cóż…podobnie jak w wiekach średnich to co było nie do pomyślenia wśród wyższych warstw społecznych, wśród maluczkich było uznawane za całkowicie dopuszczalne.

Zwolennicy rewolucji obyczajowej rzecz jasna nie uznają takich pojęć jak “naturalne uwarunkowania odróżniające kobietę od mężczyzny”.
Dla nich wszystko jest wytworem ludzkiego umysłu, przypominającego swą konstrukcją gąbkę którą można nasączyć dowolnymi treściami całkowicie warunkującymi jej właściwości .
Koncepcja ta nie jest niczym nowym.
Pojawiała się wielokrotnie u oświeceniowych utopistów, którzy snuli w swych głowach oderwane od rzeczywistości intelektualne konstrukcje.
Później te abstrakcyjne szkielety próbowali obrócić w rzeczywistość komuniści…z wiadomym skutkiem.
Zapomnieli bowiem o jednym naczelnym prawie rządzącym całym ziemskim światem:
Nie da się zwalczyć tego co przyrodzone.
Można niepożądane cechy temperować i rozwijać pożądane.
Niszczyć to co uznajemy za słabości i kultywować to co uznajemy za siłę, ale własnej natury nie pokonamy.
Można ją naginać i ugniatać, ale koniec końców zawsze zwycięży a każdy kto jej się przeciwstawia będzie zwyczajnie nieszczęśliwy…

UDOSTĘPNIJ
Poprzedni artykułSzef rosyjskiego MSZ wyśmiany na Konferencji Bezpieczeństwa w Monachium (VIDEO)
Następny artykułCzyżby jednak wojna?
Patryk Patey
Z ducha, serca i rozumu- narodowiec, polski patriota. "Jestem Polakiem ? więc mam obowiązki polskie: są one tym większe i tym silniej się do nich poczuwam, im wyższy przedstawiam typ człowieka."

Zobacz również