UDOSTĘPNIJ
wikimedia / P. Tracz/ KPRM

Okazuje się, że zaufany człowiek ministra obrony narodowej ma za sobą przeszłość, na którą obecna władza patrzy z odrazą. Kazimierz Bartosik, kierowca Macierewicza, może przybić sobie piątkę ze Stanisławem Piotrowiczem. Człowiek Macierewicza, podobnie jak Piotrowicz, był bowiem wzorcem do naśladowania w PRL.

Dzisiaj minister obrony darzy go niemałym zaufaniem, a kiedyś woził samego gen. Jaruzelskiego. Kazimierz Bartosik, bo tak ma na imię obecny kierowca Macierewicza, wprawki w swoim szoferskim fachu zaliczył jeszcze za komunistycznej władzy.

Pracę jako agent w Wojskowej Służbie Wewnętrznej zaczął, kiedy Macierewicz działał jeszcze w KOR. Niedługo później woził ludzi z ekipy WRON. To właśnie na początku lat 90. znalazł się za kierownicą u Macierewicza, który był w 1992 roku szefem MSW. Wtedy bowiem został jego osobistym kierowcą. Przyjaźń między dwoma panami, choć pochodzili z przeciwnych obozów, zawiązała się bardzo szybko.

Ich znajomość przetrwała lata i tak Bartosik znów zasiadł za kierownicą rządowej limuzyny, kiedy w 2005 roku Macierewicz objął urząd ministra obrony. Udało mu się wtedy też dostać na etat w kontrwywiadzie wojskowym. Wszystko oczywiście dzięki przychylnemu ministrowi.

Aktualnie Bartosik żyje jak pączek w maśle. Teczka z aktami kierowcy Macierewicza została skonfiskowana z archiwów wojskowych przez ministra obrony i jest na jego wyłączny użytek. Bartosik może też liczyć na ochronę Służby Kontrwywiadu Wojskowego, w której sam został oficerem.

Żeby tego było mało, w ministerstwie nieoficjalnie mówi się, że kierowca Macierewicza to szara eminencja resortu obrony. Ma być osobą wpływającą na decyzje Macierewicza. Co więcej, mógł też liczyć na ochronę przed skutkami ustawy dezubekizacyjnej, która obcięła emerytury byłych członków bezpieki.

 – Ma obiecane, że zastosuje się wobec niego przepis mówiący, że funkcjonariuszom, którzy udowodnią swoje szczególne zasługi, nie stanie się krzywda – mówi jeden z urzędników ministerstwa, który chce zostać anonimowy.

pt

Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas

Zobacz również