UDOSTĘPNIJ

Przepisy prawne, których zadaniem jest regulowanie prawa do wykonywania zawodu, towarzyszą człowiekowi od co najmniej kilku wieków. Jak podaje Jakub Wozinski w książce To nie musi być państwowe, wpływ państwa na sferę zawodową nasilił się w wielu krajach Europy (także w Polsce) w XIV wieku. Wtedy to cechy rzemieślnicze, mające dotychczas charakter organizacji zrzeszających przedstawicieli poszczególnych zawodów, uzyskały wyłączne prawo do przyznawania uprawnień zawodowych. Mówiąc językiem współczesnej gospodarki, były to realne związki zawodowe, które teoretycznie broniły interesów zawodowych swoich pracowników, a zarazem chroniły konsumentów przed partaczami. Określenie to, mające do dziś bardzo negatywny ładunek emocjonalny, wtedy oznaczało również pracownika niezrzeszonego w cechu i wytwarzającego tańsze produkty.
Mijały kolejne wieki, gospodarka większości krajów świata ulegała stopniowym zmianom. Pojawiły się nowe zapotrzebowania konsumenckie, więc wraz z nimi nowe branże i świadczone usługi. Część z tych zawodów doczekała się regulacji na wzór tych cechowych, z XIV wieku. Na przykładzie jednego z nich postaram się odpowiedzieć na pytanie, czy regulacje prawne są koniecznym krokiem do zachowania bezpieczeństwa konsumenta przed partaczami, czy może ciosem poniżej pasa, wymierzonym wolnej konkurencji na wolnym rynku.

Psychologia to stosunkowo młoda dziedzina naukowa, jej powstanie przypada na drugą połowę XIX wieku. Już w kolejnym stuleciu wyniki wieloletnich badań i eksperymentów zostały wykorzystane do psychoterapii, szkoleń, poradnictwa oraz innych dochodowych działek. Psychologia dotarła również do Polski, by w latach 50-tych XX wieku zagościć na uniwersytecie jako niezależny kierunek studiów.
8 czerwca 2001 roku została uchwalona Ustawa o zawodzie psychologa i samorządzie zawodowym psychologów, a weszła w życie 1 stycznia 2006 roku. Sześć lat później, 2 sierpnia 2012 roku, pojawił się projekt uchylenia tej ustawy, przeciwko czemu wystąpiło Polskie Towarzystwo Psychologiczne. Przedstawiciele tego środowiska argumentowali to koniecznością uchronienia klientów przed pseudopsychologami i oszustami. Czy słusznie?

Zacznijmy od tego, że gdyby ustawa na wzór tej z roku 2001 zaistniała sto lat wcześniej, dzisiejsza psychologia naukowa byłaby uboższa o dwa, najbardziej znane nurty ? behawioryzm i psychoanalizę. Powodem tego jest fakt, że podwaliny pod behawioryzm stworzył Iwan Pawłow, rosyjski fizjolog, a pod psychoanalizę ? Sigmund Freud, austriacki lekarz neurolog i psychiatra. Choć obaj naukowcy nie posiadali psychologicznego wykształcenia, dali punkt wyjścia do powstania dwóch, wpływowych nurtów, na których dziś bazują liczne modele terapii uzależnień, zaburzeń afektywnych czy zaburzeń lękowych. Natomiast Art. 8., Ust. 1., Pkt. 1. mówi wyraźnie: ?Na listę psychologów wpisuje się osobę, która [?] uzyskała w polskiej uczelni dyplom magistra psychologii lub uzyskała za granicą wykształcenie uznane za równorzędne w Rzeczypospolitej Polskiej?. Ten fragment wyraźnie więc zaznacza, że bezdyskusyjnym wymogiem wykonywania zawodu psychologa jest skończenie studiów psychologicznych. Art. 4., Ust. 2. również wiązałby ręce obu prekursorom: ?Za wykonywanie zawodu psychologa uważa się także prowadzenie przez psychologa badań naukowych w dziedzinie psychologii lub działalność dydaktyczną w tym zakresie?.

Polskie Towarzystwo Psychologiczne, jak wspomniałem wcześniej, uzasadnia swój sprzeciw wobec uchylenia ww. ustawy także tym, że jest ona konieczna, by chronić klientów przed nieprofesjonalnymi usługami. Zawód psychologa jest zawodem zaufania publicznego i jako taki powinien restrykcyjnie selekcjonować swoich rzemieślników, odrzucając niewykwalifikowanych amatorów. Choć na pierwszy rzut oka argument wydaje się przemawiający, dotychczas nie spotkałem się z konkretnymi przypadkami ludzkich tragedii, których przyczyną byłby właśnie ?czarny rynek psychologów?. Tym trudniej sądzić, że jest to masowe zjawisko. Paradoksalnie, na kartach historii zapisały się konkretne przypadki działań wykształconych (posiadających dyplom) psychologów, którzy w mniejszym lub większym stopniu naruszyli psychiczny dobrostan drugiej osoby.
Znany amerykański psycholog, Philip Zimbardo, przeprowadził wysoce ryzykowny Stanfordzki Eksperyment Więzienny, którego bezpieczeństwo było tak wątpliwe, że sam Zimbardo zdecydował się ten eksperyment przerwać.
Wcześniej inny amerykański psycholog ? John Watson ? w eksperymencie z ?Małym Albertem? doprowadził chłopca do panicznej fobii, z której nigdy nie udało się go wyleczyć.
Wykształceni psycholodzy również zasilali szeregi tych ruchów, które zafascynowane rzekomą możliwością odzyskiwania wypartych wspomnień, przyczyniły się do oskarżania o molestowanie seksualne wielu niewinnych rodziców.
Podane informacje nie są próbą ataku na psychologię, ponieważ nie jest to jedyna dziedzina naukowa, która ma w swojej historii czarne karty i rażące błędy. Moją intencją jest jedynie wykazanie, że BHP wcale nie musi iść w parze z dyplomem uczelni wyższej, co z wielkim przekonaniem dają do zrozumienia rzecznicy Polskiego Towarzystwa Psychologicznego, uzasadniając tym konieczność odrodzenia uchylonej ustawy.

Ustawa, za którą murem stanęło Polskie Towarzystwo Psychologiczne, mogłaby pozbawić możliwości działania wszystkich uznanych za ?niewykwalifikowanych? oraz… tych, których nie stać na to, by do grona pełnoprawnych psychologów dołączyć. Zapisy prawne z 2001 roku przewidują również funkcjonowanie ściśle zhierachizowanego samorządu zawodowego, na którego najniższym, wojewódzkim szczeblu, znajduje się Regionalna Izba Psychologów. Z Art.53., Ust.1. wynika, że w zjeździe Regionalnej Izby Psychologów uczestniczą także psychologowie-stażyści, którzy jednak nie posiadają prawa głosu. Do jednych z zadań Zjazdu Regionalnej Izby Psychologów należy ?uchwalanie budżetu, ustalanie zasad gospodarki finansowej izby?, o czym informuje Art.53., Ust.4.,Pkt.2. Oba zapisy dają więc do zrozumienia, że psycholog-stażysta nie ma realnego wpływu na wysokość opłat, które musi uiszczać na rzecz Izby.
Jeśli początkującego psychologa-stażysty na to nie stać, może ponieść konsekwencje dyscyplinarne, których krańcową formą jest ?skreślenie z listy psychologów z pozbawieniem prawa wykonywania zawodu? (Art.21., Ust. 4.).
Sytuacja, do jakiej mogłaby doprowadzić omawiana ustawa, byłaby współczesnym odbiciem działań cechów rzemieślniczych opisanych we wspomnianej już książce Jakuba Wozinskiego ? To nie musi być państwowe. Do cechów też nie wszyscy należeli. Ci, których nie było na to stać, musieli zadowolić się handlowaniem na specjalnie do tego wyznaczonych wolnicach. Rynek miejski był zarezerwowany dla pełnoprawnych rzemieślników, więc nie dopuszczał partaczy.

Regulacje prawne nie zawsze mają odpowiedni wpływ na życie zawodowe i gospodarcze obywateli.
Projekt ustawy o zawodzie psychologa wywołał powszechny entuzjazm w środowisku nie tylko psychologów, ale również studentów, którzy dopiero w tym kierunku się kształcą. Prawdopodobnie wynika to z przekonania, że ?państwo na pewno zrobi to lepiej?. Stało się to tak oczywiste, że z trudem dostrzegamy negatywne konsekwencje nadgorliwości państwa, które mogą zaistnieć po stworzeniu kolejnych biurokratycznych barier. Takich branż jak psychologia, obfitych w różne szkoły, niejednolitych i dynamicznie zmieniających się, jest oczywiście więcej. Czy zatem ustawa, która jest adekwatna dzisiaj, jutro nie będzie wymagała nowelizacji, a więc zasypywania systemu prawnego kolejnymi zapisami? Czy koniecznie w interakcję między producentem i konsumentem, usługodawcą i usługobiorcą, zawsze powinno wkraczać państwo? Czy na pewno będzie do korzystne dla jednych i drugich?

UDOSTĘPNIJ
Poprzedni artykułKontrowersyjna piosenka o tęczy. Piróg z kolorowym penisem
Następny artykułPrezydent Turcji: To muzułmanie odkryli Amerykę
Paweł Jankowski
Konsekwentnie zawsze pośrodku. Ani wierzący, ani ateista- czyli agnostyk. Ani prawicowy, ani lewicowy- znaczy centrowiec. Zwolennik uczciwej oceny i przeciwnik podwójnych standardów. Fanatyk dobrej literatury i punk rocka. Poszukiwacz przygód i bokserski kibic.

Zobacz również