UDOSTĘPNIJ

Przepisy prawne, których zadaniem jest regulowanie prawa do wykonywania zawodu, towarzyszą człowiekowi od co najmniej kilku wieków. Jak podaje Jakub Wozinski w książce To nie musi być państwowe, wpływ państwa na sferę zawodową nasilił się w wielu krajach Europy (także w Polsce) w XIV wieku. Wtedy to cechy rzemieślnicze, mające dotychczas charakter organizacji zrzeszających przedstawicieli poszczególnych zawodów, uzyskały wyłączne prawo do przyznawania uprawnień zawodowych. Mówiąc językiem współczesnej gospodarki, były to realne związki zawodowe, które teoretycznie broniły interesów zawodowych swoich pracowników, a zarazem chroniły konsumentów przed partaczami. Określenie to, mające do dziś bardzo negatywny ładunek emocjonalny, wtedy oznaczało również pracownika niezrzeszonego w cechu i wytwarzającego tańsze produkty.
Mijały kolejne wieki, gospodarka większości krajów świata ulegała stopniowym zmianom. Pojawiły się nowe zapotrzebowania konsumenckie, więc wraz z nimi nowe branże i świadczone usługi. Część z tych zawodów doczekała się regulacji na wzór tych cechowych, z XIV wieku. Na przykładzie jednego z nich postaram się odpowiedzieć na pytanie, czy regulacje prawne są koniecznym krokiem do zachowania bezpieczeństwa konsumenta przed partaczami, czy może ciosem poniżej pasa, wymierzonym wolnej konkurencji na wolnym rynku.

Psychologia to stosunkowo młoda dziedzina naukowa, jej powstanie przypada na drugą połowę XIX wieku. Już w kolejnym stuleciu wyniki wieloletnich badań i eksperymentów zostały wykorzystane do psychoterapii, szkoleń, poradnictwa oraz innych dochodowych działek. Psychologia dotarła również do Polski, by w latach 50-tych XX wieku zagościć na uniwersytecie jako niezależny kierunek studiów.
8 czerwca 2001 roku została uchwalona Ustawa o zawodzie psychologa i samorządzie zawodowym psychologów, a weszła w życie 1 stycznia 2006 roku. Sześć lat później, 2 sierpnia 2012 roku, pojawił się projekt uchylenia tej ustawy, przeciwko czemu wystąpiło Polskie Towarzystwo Psychologiczne. Przedstawiciele tego środowiska argumentowali to koniecznością uchronienia klientów przed pseudopsychologami i oszustami. Czy słusznie?

Zacznijmy od tego, że gdyby ustawa na wzór tej z roku 2001 zaistniała sto lat wcześniej, dzisiejsza psychologia naukowa byłaby uboższa o dwa, najbardziej znane nurty ? behawioryzm i psychoanalizę. Powodem tego jest fakt, że podwaliny pod behawioryzm stworzył Iwan Pawłow, rosyjski fizjolog, a pod psychoanalizę ? Sigmund Freud, austriacki lekarz neurolog i psychiatra. Choć obaj naukowcy nie posiadali psychologicznego wykształcenia, dali punkt wyjścia do powstania dwóch, wpływowych nurtów, na których dziś bazują liczne modele terapii uzależnień, zaburzeń afektywnych czy zaburzeń lękowych. Natomiast Art. 8., Ust. 1., Pkt. 1. mówi wyraźnie: ?Na listę psychologów wpisuje się osobę, która [?] uzyskała w polskiej uczelni dyplom magistra psychologii lub uzyskała za granicą wykształcenie uznane za równorzędne w Rzeczypospolitej Polskiej?. Ten fragment wyraźnie więc zaznacza, że bezdyskusyjnym wymogiem wykonywania zawodu psychologa jest skończenie studiów psychologicznych. Art. 4., Ust. 2. również wiązałby ręce obu prekursorom: ?Za wykonywanie zawodu psychologa uważa się także prowadzenie przez psychologa badań naukowych w dziedzinie psychologii lub działalność dydaktyczną w tym zakresie?.

Polskie Towarzystwo Psychologiczne, jak wspomniałem wcześniej, uzasadnia swój sprzeciw wobec uchylenia ww. ustawy także tym, że jest ona konieczna, by chronić klientów przed nieprofesjonalnymi usługami. Zawód psychologa jest zawodem zaufania publicznego i jako taki powinien restrykcyjnie selekcjonować swoich rzemieślników, odrzucając niewykwalifikowanych amatorów. Choć na pierwszy rzut oka argument wydaje się przemawiający, dotychczas nie spotkałem się z konkretnymi przypadkami ludzkich tragedii, których przyczyną byłby właśnie ?czarny rynek psychologów?. Tym trudniej sądzić, że jest to masowe zjawisko. Paradoksalnie, na kartach historii zapisały się konkretne przypadki działań wykształconych (posiadających dyplom) psychologów, którzy w mniejszym lub większym stopniu naruszyli psychiczny dobrostan drugiej osoby.
Znany amerykański psycholog, Philip Zimbardo, przeprowadził wysoce ryzykowny Stanfordzki Eksperyment Więzienny, którego bezpieczeństwo było tak wątpliwe, że sam Zimbardo zdecydował się ten eksperyment przerwać.
Wcześniej inny amerykański psycholog ? John Watson ? w eksperymencie z ?Małym Albertem? doprowadził chłopca do panicznej fobii, z której nigdy nie udało się go wyleczyć.
Wykształceni psycholodzy również zasilali szeregi tych ruchów, które zafascynowane rzekomą możliwością odzyskiwania wypartych wspomnień, przyczyniły się do oskarżania o molestowanie seksualne wielu niewinnych rodziców.
Podane informacje nie są próbą ataku na psychologię, ponieważ nie jest to jedyna dziedzina naukowa, która ma w swojej historii czarne karty i rażące błędy. Moją intencją jest jedynie wykazanie, że BHP wcale nie musi iść w parze z dyplomem uczelni wyższej, co z wielkim przekonaniem dają do zrozumienia rzecznicy Polskiego Towarzystwa Psychologicznego, uzasadniając tym konieczność odrodzenia uchylonej ustawy.

Ustawa, za którą murem stanęło Polskie Towarzystwo Psychologiczne, mogłaby pozbawić możliwości działania wszystkich uznanych za ?niewykwalifikowanych? oraz… tych, których nie stać na to, by do grona pełnoprawnych psychologów dołączyć. Zapisy prawne z 2001 roku przewidują również funkcjonowanie ściśle zhierachizowanego samorządu zawodowego, na którego najniższym, wojewódzkim szczeblu, znajduje się Regionalna Izba Psychologów. Z Art.53., Ust.1. wynika, że w zjeździe Regionalnej Izby Psychologów uczestniczą także psychologowie-stażyści, którzy jednak nie posiadają prawa głosu. Do jednych z zadań Zjazdu Regionalnej Izby Psychologów należy ?uchwalanie budżetu, ustalanie zasad gospodarki finansowej izby?, o czym informuje Art.53., Ust.4.,Pkt.2. Oba zapisy dają więc do zrozumienia, że psycholog-stażysta nie ma realnego wpływu na wysokość opłat, które musi uiszczać na rzecz Izby.
Jeśli początkującego psychologa-stażysty na to nie stać, może ponieść konsekwencje dyscyplinarne, których krańcową formą jest ?skreślenie z listy psychologów z pozbawieniem prawa wykonywania zawodu? (Art.21., Ust. 4.).
Sytuacja, do jakiej mogłaby doprowadzić omawiana ustawa, byłaby współczesnym odbiciem działań cechów rzemieślniczych opisanych we wspomnianej już książce Jakuba Wozinskiego ? To nie musi być państwowe. Do cechów też nie wszyscy należeli. Ci, których nie było na to stać, musieli zadowolić się handlowaniem na specjalnie do tego wyznaczonych wolnicach. Rynek miejski był zarezerwowany dla pełnoprawnych rzemieślników, więc nie dopuszczał partaczy.

Regulacje prawne nie zawsze mają odpowiedni wpływ na życie zawodowe i gospodarcze obywateli.
Projekt ustawy o zawodzie psychologa wywołał powszechny entuzjazm w środowisku nie tylko psychologów, ale również studentów, którzy dopiero w tym kierunku się kształcą. Prawdopodobnie wynika to z przekonania, że ?państwo na pewno zrobi to lepiej?. Stało się to tak oczywiste, że z trudem dostrzegamy negatywne konsekwencje nadgorliwości państwa, które mogą zaistnieć po stworzeniu kolejnych biurokratycznych barier. Takich branż jak psychologia, obfitych w różne szkoły, niejednolitych i dynamicznie zmieniających się, jest oczywiście więcej. Czy zatem ustawa, która jest adekwatna dzisiaj, jutro nie będzie wymagała nowelizacji, a więc zasypywania systemu prawnego kolejnymi zapisami? Czy koniecznie w interakcję między producentem i konsumentem, usługodawcą i usługobiorcą, zawsze powinno wkraczać państwo? Czy na pewno będzie do korzystne dla jednych i drugich?

UDOSTĘPNIJ
Poprzedni artykułKontrowersyjna piosenka o tęczy. Piróg z kolorowym penisem
Następny artykułPrezydent Turcji: To muzułmanie odkryli Amerykę
Paweł Jankowski
Konsekwentnie zawsze pośrodku. Ani wierzący, ani ateista- czyli agnostyk. Ani prawicowy, ani lewicowy- znaczy centrowiec. Zwolennik uczciwej oceny i przeciwnik podwójnych standardów. Fanatyk dobrej literatury i punk rocka. Poszukiwacz przygód i bokserski kibic.

23 KOMENTARZY

  1. Kilka uwag od innego studenta psychologii:

    – Odnośnie argumentacji "z Pawłowa i Freuda". Popełniasz tutaj błąd logiczny. "Gdyby za Pawłowa i Freuda obowiązywała ustawa, to mielibyśmy dzisiaj gorzej". Po pierwsze – nie widzę żadnego argumentu za tym, że gdyby związać wtedy ręce Freudowi to mielibyśmy w psychologii gorzej. Pawłow prowadził eksperymenty w swojej działce i nie zabierał się za psychologię, więc jego przykład jest nietrafny. Zostańmy przy Freudzie – gdyby nie dostał pozwolenia na praktykowanie swoich metod, to dzisiaj nie mielibyśmy kulawej w metodologię i badania psychoanalizy. Możliwe, że dzięki wprowadzeniu wtedy podobnej ustawy udałoby się ograniczyć hochsztaplerstwo i szamanerię, a w roku 2014 nie musielibyśmy dyskutować o skuteczności psychoterapii czy o ofiarach pseudo-psychoterapeutów.

    – Kolejny błąd logiczny. To, że nie znasz przypadków poważnego zaszkodzenia pacjentowi przez psychoterapeutę, nie znaczy, że takie przypadki nie istnieją. Są one mniej nagłaśniane. Jeżeli po nieudanej operacji serca lekarzowi zarzuci się, że był niedouczony, to zostaje natychmiast zwolniony i zeżarty przez opinię publiczną. Jeżeli pseudo-psycholog zdiagnozuje, że twoja partnerka jest wampirem energetycznym, to uchodzi mu to na sucho. Nikt nie będzie nagłaśniał tego, że zerwałeś ze swoją dziewczyną przez niekompetencję jakiegoś tam psychologa. Co więcej! Brak dowodów, że coś szkodzi nie jest argumentem za tym, żeby stosować pewne działania. To, że nic mi się nie stanie jak będę chodził do wróżki, nie znaczy, że dobrym dla mojego zdrowia jest legitymizowanie takiego zawodu i płacenie horrendalnych sum za wizytę.

    – Twierdzisz, że łatwiej znaleźć jest przykłady wykwalifikowanych psychologów, którzy dopuszczają się nadużyć. Oczywiście! Przecież nasi nauczyciele starają się o tym trąbić jak się da. Wskazują na Zimbardo i Milgrama i mówią – "to jest be". Całe szczęście te przykłady pozwoliły dopracować wyższe standardy pracy psychologa i w dzisiejszych czasach podobne eksperymenty by się nie odbyły. Te standardy nie obowiązują pseudo – psychologów i nic nie zabrania powtarzania im, starych błędów, które zostały już naprostowane przez prawo pracy (niepolskie oczywiście).

    – Kolejna sprawa – wprowadzenie Ustawy może przynieść pewne utrudnienia, dlatego nie należy jej wprowadzać. Jeżeli żyjemy w idealnym świecie, to pomysł jest super. Niestety. Musimy zgadzać się na kompromisy. Izby mogą być drogie, mogą być komplikacje prawne, jasne. W ten sposób jednak będzie można wypracować wyższy standard pracy psychologów. Potencjalni klienci i pacjenci nie znają się na psychologii. Nie wiedzą czy terapia runiczna, terapia czakrami, ustawienia Hellingera, czy hipnoza to skuteczne terapie. Dobrze byłoby ugruntować kompetentny organ, który wyraźnie powie, że NIE.

    Podsumowując – Ustawa może nie jest rozwiązaniem utopijnym, ale przyniosłaby społeczeństwu więcej korzyści niż jej brak.

  2. Sprawa pierwsza: Nie jestem zwolennikiem Freuda i psychoanalizy. Więcej – jestem nawet w silnej opozycji. Nie zmienia to faktu, że nikomu nie zamierzam zabraniać korzystania z usług psychoanalityka. To rynek ma odpowiadać na zapotrzebowania klientów, a nie prawo na moje osobiste oczekiwania.

    Sprawa druga: To, że Pawłow nie miał zamiaru zabierać się za psychologię, nie zmienia faktu, że jego badania były także badaniami psychologicznymi i że do dzisiaj psychologia z jego pionierskich badań korzysta (błąd logiczny? ;) ). Nie ma znaczenia, gdzie je prowadził, bo fakt jest taki, że były to BADANIA. A jeśli nie, to co nimi jest? Nie wiadomo, bo ustawa z 2001 roku tego nie precyzuje – i właśnie to jest problem. Bo niedoprecyzowana ustawa jest albo niebezpieczna (przy "umiejętnym" naciąganiu) albo jest pustym zapisem prawnym, zaśmiecającym kodeks.

    Sprawa trzecia (w nawiązaniu do poprzedniego zdania): Ustawa może być zbyt ogólna ale też niekiedy niemożliwa jest do doprecyzowania. Psychologia zmienia się tak dynamicznie, że co chwila pojawiają się jakieś mniej lub bardziej znaczące szkoły/nurty. Na bieżąco mamy wszystko weryfikować metodologią i co chwila aktualizować ustawę? Raczej nie nadążymy. Powiem więcej – ustawa z 2001 roku nawet nie wspomina o nurtach.

    Sprawa czwarta: Mówienie o "zawodzie społecznego zaufania" to trochę wyraz naszej, psychologów lub przyszłych psychologów, próżności. O ile lekarz czy architekt faktycznie odpowiada za życie ludzkie, o tyle potencjalne szkody spowodowane przez pseudopsychologów są takie same jak te, na które jest narażony człowiek w każdej interakcji ludzkiej.

    Sprawa piąta: Nie jestem fanem absolutnej deregulacji. Uważam, że powinien znajdować się zapis, który mówiłby, że PSYCHOTERAPIĄ może zajmować się tylko absolwent psychologii. I mniej więcej na tym bym ten zapis zakończył. Zakazywanie ludziom badań czy – o zgrozo – działalności dydaktycznej, to jakieś nieporozumienie. Zwłaszcza, że nawet studenci takie badania prowadzą (w trakcie zajęć i w ramach dodatkowej działalności na studiach).

  3. Sprawa pierwsza. Nie sugerowałem, że jesteś zwolennikiem Freuda.
    Mówisz, że to rynek ma odpowiadać na zapotrzebowania klientów, a nie prawo na twoje osobiste oczekiwania. Czy prawo powinno dopuszczać sprzedaż twardych narkotyków i broni – bo są ludzie którzy chcą to kupić? Czy prawo powinno pozwalać na uczestniczenie w terapii, po której oskarżasz swojego ojca o gwałt (dzięki fałszywym wspomnieniom)? Czy prawo powinno zezwalać na prowadzenie przez księży terapii i leczenia homoseksualistów?

    Sprawa druga. Co do Pawłowa – nie są mi znane badania, które prowadził, które wykraczałyby poza kompetencje jakie posiadał. Podeślij. Z chęcią przejrzę.

    Sprawa trzecia. Nauka, w której co chwila pojawiają się nowe nurty, z taką prędkością, że nie można aktualizować prawa, nie jest nauką. To, że w psychologii istnieje wiele nurtów, nie znaczy, że każdy z nich jest naukowy i nie znaczy, że każdy powinien być legitymizowany. Astrologia to nie fizyka, bioenergoterapia to nie medycyna, a kreacjonizm to nie biologia. Gdyby psychologią nazywać tylko to, co ma korzenie w empirii, nie byłoby żadnej dyskusji o nurtach, a tym bardziej nikt nie zastanawiałby się nad tym, czy prawo nadąży. Żadne nurty nie powinny być wspominane, bo nie powinny istnieć.

    Sprawa czwarta. To chyba wynika tylko z twojego braku wyobraźni. Jeżeli jednak masz rację, i cała psychologia nie wypracowała metod, które mają większy wpływ na życie ludzkie niż zwykła pogadanka na straganie, to z chęcią zobaczę wyniki badań, które obalają psychologię – całą. Oszczęcziłbym sobie dwa lata życia.

    Sprawa piąta. Absolwentem psychologii można zostać już po 3 latach studiów. Myślisz, że to jest odpowiedni czas na przygotowanie kogoś do tej pracy? Czy jeżeli patrzysz po swoich znajomych, którzy razem z tobą studiują, to widzisz kompetentnych psychologów gotowych świadczyć profesjonalne usługi? Co do badań, które prowadzą studenci – jeżeli mają miejsce na uczelni, to są one prowadzone pod okiem opiekuna naukowego. Żadne inne psychologiczne badania studentów nie powinny mieć miejsca.

  4. Sprawa pierwsza. Nie sugerowałem, że jesteś zwolennikiem Freuda.
    Mówisz, że to rynek ma odpowiadać na zapotrzebowania klientów, a nie prawo na twoje osobiste oczekiwania. Czy prawo powinno dopuszczać sprzedaż twardych narkotyków i broni – bo są ludzie którzy chcą to kupić? Czy prawo powinno pozwalać na uczestniczenie w terapii, po której oskarżasz swojego ojca o gwałt (dzięki fałszywym wspomnieniom)? Czy prawo powinno zezwalać na prowadzenie przez księży terapii i leczenia homoseksualistów?

    Sprawa druga. Co do Pawłowa – nie są mi znane badania, które prowadził, które wykraczałyby poza kompetencje jakie posiadał. Podeślij. Z chęcią przejrzę.

    Sprawa trzecia. Nauka, w której co chwila pojawiają się nowe nurty, z taką prędkością, że nie można aktualizować prawa, nie jest nauką. To, że w psychologii istnieje wiele nurtów, nie znaczy, że każdy z nich jest naukowy i nie znaczy, że każdy powinien być legitymizowany. Astrologia to nie fizyka, bioenergoterapia to nie medycyna, a kreacjonizm to nie biologia. Gdyby psychologią nazywać tylko to, co ma korzenie w empirii, nie byłoby żadnej dyskusji o nurtach, a tym bardziej nikt nie zastanawiałby się nad tym, czy prawo nadąży. Żadne nurty nie powinny być wspominane, bo nie powinny istnieć.

    Sprawa czwarta. To chyba wynika tylko z twojego braku wyobraźni. Jeżeli jednak masz rację, i cała psychologia nie wypracowała metod, które mają większy wpływ na życie ludzkie niż zwykła pogadanka na straganie, to z chęcią zobaczę wyniki badań, które obalają psychologię – całą. Oszczęcziłbym sobie dwa lata życia.

    Sprawa piąta. Absolwentem psychologii można zostać już po 3 latach studiów. Myślisz, że to jest odpowiedni czas na przygotowanie kogoś do tej pracy? Czy jeżeli patrzysz po swoich znajomych, którzy razem z tobą studiują, to widzisz kompetentnych psychologów gotowych świadczyć profesjonalne usługi? Co do badań, które prowadzą studenci – jeżeli mają miejsce na uczelni, to są one prowadzone pod okiem opiekuna naukowego. Żadne inne psychologiczne badania studentów nie powinny mieć miejsca.

  5. Co do sprzedaży broni i narkotyków – oczywiście. Ale to kwestia ideologiczna, nie ma co dyskutować, bo każdy ma inne spojrzenie.
    Co do terapii z "wypartymi" skojarzeniami, oczywiście są to tragedie, ale tragedie zawsze się zdarzają i ustawa tego nie załatwi, choćby dlatego, że takie coś może istnieć w podziemiu. Zresztą w polskim prawie jest zapis o zakazie wprowadzania klienta w błąd i to rozwiązuje, przynajmniej teoretycznie, problem nieprofesjonalnych usług – bo klient ma prawo zapytać i sam zdecydować, czy chce skorzystać z usług kogoś, kto jest nieprofesjonalnym szamanem.
    Pawłow prowadził badania z psami, no i tyle.
    Co do wpływu psychologii na życie, to oczywiście jest i to duży. Akcentowałem jedynie, że psychologia to dziedzina zajmująca się specyficznymi kwestiami w życiu człowieka. Lekarz może podać Ci lek, który Cię zabije – przeciętny obywatel raczej rzadko ma taką możliwość. Psedopsycholog może komuś poryć beret i doprowadzić go tym do skrajnej konsekwencji, jaką jest samobójstwo, tak samo jak każdy inny obywatel może doprowadzić tym człowieka do śmierci. Tylko to miałem na myśli i tylko taką różnicę między psychologami a np. lekarzami chciałem wskazać.

  6. Co do sprzedaży broni i narkotyków – oczywiście. Ale to kwestia ideologiczna, nie ma co dyskutować, bo każdy ma inne spojrzenie.
    Co do terapii z "wypartymi" skojarzeniami, oczywiście są to tragedie, ale tragedie zawsze się zdarzają i ustawa tego nie załatwi, choćby dlatego, że takie coś może istnieć w podziemiu. Zresztą w polskim prawie jest zapis o zakazie wprowadzania klienta w błąd i to rozwiązuje, przynajmniej teoretycznie, problem nieprofesjonalnych usług – bo klient ma prawo zapytać i sam zdecydować, czy chce skorzystać z usług kogoś, kto jest nieprofesjonalnym szamanem.
    Pawłow prowadził badania z psami, no i tyle.
    Co do wpływu psychologii na życie, to oczywiście jest i to duży. Akcentowałem jedynie, że psychologia to dziedzina zajmująca się specyficznymi kwestiami w życiu człowieka. Lekarz może podać Ci lek, który Cię zabije – przeciętny obywatel raczej rzadko ma taką możliwość. Psedopsycholog może komuś poryć beret i doprowadzić go tym do skrajnej konsekwencji, jaką jest samobójstwo, tak samo jak każdy inny obywatel może doprowadzić tym człowieka do śmierci. Tylko to miałem na myśli i tylko taką różnicę między psychologami a np. lekarzami chciałem wskazać.

  7. Aha, co do przygotowania absolwenta do prowadzenia terapii – nie wiem. Wiem natomiast, że jest to pewien kompromis i mniejsze zło niż zjawisko szamaństwa (jeśli ono faktycznie jest znaczące).
    O tym, że nie ma czegoś takiego jak leczenie homoseksualizmu dowiedziałem się nie dzięki ustawie, tylko dzięki temu, że ktoś taką informację oddolnie przekazał i rozeszła się pocztą pantoflową (miałem wtedy może 10 lat). Tak samo jest z większością słabych usług/produktów na rynku. Wystarczy odpowiednia, obywatelska nagonka i "partacze" sami się eliminują. Poza tym, tak jak mówiłem, ustawa pewnych rzeczy przewidzieć nie potrafi. Pomijam fakt, że psychodynamiczne lobby jest na rynku psychologów tak silne, że prędzej zostanę kibicem Legii, niż terapeuci tego nurtu pozwolą się zepchnąć do podziemia.

  8. Co do tych kwestii ideologicznych – nie zgadzam się z tobą – powinno się o nich dyskutować. Nie jest to chyba miejsce do dyskutowania o tym, czy broń i twarde narkotyki powinny być legalne – dlatego odpuszczam.

    Druga sprawa: szereg błędów logicznych – To, że tragedie zawsze się zdarzają ma nas powstrzymać od próby ograniczenia ich? Dlaczego ustawa tego nie załatwi? Ludzki umysł nie działa w ten sposób, że wystarczy mu zasygnalizować – to jest fe – tam nie idź – to jest cacy – zapraszamy. Gdyby tak było, to nie istniałyby wróżki, bioenergoterapia, astrolodzy, homeopaci, enelpiowcy, jasnowidze i inni cudacy, których skuteczność została zweryfikowana. Etykieta – "Ich działania nie mają oparcia w dowodach" nic nie znaczy dla przeciętnego zjadacza chleba. Ludzie korzystają z ich usług i szkodzą nie tylko sobie.

    Pawłow prowadziła badania z psami, no i tyle – tak napisałeś. Wydaje mi się, że mało w tym psychologii i ciężko oskarżyć Pawłowa o przekraczanie swoich kompetencji.

    Uważasz, że psycholog ma takie same zdolności do doprowadzenia człowieka do samobójstwa, niż pani Jadzia z warzywniaka?

    Co do twojego argumentu, w którym porównujesz psychologa z lekarzem. Przeczytaj:

    "Co do wpływu medycyny na życie, to oczywiście jest i to duży. Akcentowałem jedynie, że medycyna to dziedzina zajmująca się specyficznymi kwestiami w życiu człowieka. Fizyk jądrowy może stworzyć i zdetonować bombę, która zabije pół światowej populacji – przeciętny obywatel raczej rzadko ma taką możliwość. Pseudo lekarz może przeprowadzić nieudany przeszczep serca, co doprowadzi człowieka do śmierci, tak samo jak każdy inny obywatel może doprowadzić tym człowieka do śmierci. Tylko to miałem na myśli i tylko taką różnicę między lekarzami a np. fizykami jądrowymi chciałem wskazać."

    Czy to jest argument za tym, żeby traktować niekompetencje lekarzy z większym pobłażaniem?

  9. Nie, nie ma powstrzymać. Ma powstrzymać ustawodawstwo, które wylewa dziecko z kąpielą. Gdyby ustawa z 2001 roku działała, nie mógłbyś prowadzić jako student badań na uczelni, nawet pod okiem opiekuna naukowego. Chyba, że jesteś członkiem regionalnej Izby PTP i opłacasz składki, to zwracam honor. Tylko nie każdego na to stać.

    Co do Pawłowa – WŁAŚNIE W TYM RZECZ! Powyższa ustawa nie precyzuje, czym są badania psychologiczne, a badania Pawłowa z psami były (tylko nie miały takiej nazwy w tamtych czasach, ale skoro odnosiły się do warunkowania reakcji i pobudzania zachowania, to mieści się to również w kategorii psychologii). Gdyby nagiąć przepisy z tej ustawy, Pawłow mógłby stanąć przed sądem. Absurdalne? Groteskowe? Nierealne? Nie tak dawno temu kardiochirurg Mirosław G. został zatrzymany przez CBA za korupcję, którą było… przyjęcie od pacjentki prezentu w postaci książki. Państwo jest zdolne do takich akcji, a takie ustawy (czyt. niedoprecyzowane, zbyt ogólne) to tylko dodatkowy bodziec.

    Jeśli ktoś korzysta z NLP oraz innych dziwactw, pomimo tego, że zostało to nagłośnione jako blubry, to trudno – jest bęcwałem, jego sprawa.

    Nie, źle mnie zrozumiałeś, jeśli idzie o lekarza i psychologa. Dałem do zrozumienia, że lekarz jest bardziej odpowiedzialnym zawodem niż psycholog i wręcz przeciwnie – jego błędy należy traktować dużo poważniej.

  10. Michał Misiak
    1. Zaburzenia osobowości też nie są chorobami, a jednak poddaje się je leczeniu.
    2. Z pacjentem pracuje się nad problemem, nad którym on życzy sobie pracować, a nie na tym, na czym życzyłby sobie terapeuta.
    3. Nie widzę żadnego racjonalnego powodu, dla odbierania ludziom prawa do walki o dobre samopoczucie w taki sposób, w jaki sobie życzą( mam tu na myśli zarówno wróżki, czarodziejów, elfy, jak i psychologów), bo jakaś komisja zdecyduje w głosowaniu, co jest dobre, a co nie.

    BTW
    Twierdzenie, że każdy problem można rozwiązać ustawą, jest doskonałym przykładem myślenia życzeniowego :)

  11. Czyli badania warunkowania na psach to psychologia? Nie byłem na tych zajęciach chyba… Czym jest etologia w takim razie? Czym jest kynologia? Dlaczego fizjolog nie miałby badać warunkowania na zwierzętach?

    Co do trzeciego akapitu – nie zgadzam się z tobą, ale uważam, że to nie miejsce na tę dyskusję.

    Czy faktycznie należy traktować błędy lekarza poważniej? Chcesz dać przyzwolenia psychologom na popełnianie błędów? Błąd jest błędem. Rozgraniczenie na tych, których traktujemy pobłażliwie i tych których traktujemy surowo nie ma sensu.

  12. Nie wiem, czy badania Pawłowa to psychologia, wiem, że o psychologię zahaczają. Nauka nie ma sztywnych granic. Różne dziedziny naukowe się często pokrywają. Alkoholizm to choroba zarówno psychiczna, jak i somatyczna (zresztą za naszą psychikę biologia), więc niech to będzie moja odpowiedź na pytanie, czy badania Pawłowa były psychologiczne, czy nie. :)

  13. Michał Misiak – uważasz, że ludziom należy zakazywać podejmowania wolnych wyborów – ergo: odbierać im podmiotowość – tylko dlatego, że ktoś inny ma subiektywne przekonanie, że może to im samym zaszkodzić?
    Ludzki umysł nie działa w ten sposób, że jak ludzie usłyszą, że coś nie jest cacy, to tego zaprzestaną. Ludzki umysł działa w taki sposób, że jak ludzie usłyszą, że coś nie jest cacy, to skonfrontują to ze swoimi przekonaniami i podejmą dążenie do likwidacji dysonansu. Ludzie korzystają z usług wróżek, bioenergoterapeutów, astrologów, itd. nie dlatego, że nie potrafią się przed tym pohamować mimo posiadanej wiedzy, tylko dlatego, że chcą korzystać z ich usług – i już.

    I Pawłow i Freud stanowią czołówkę prekursorów psychologii. Niezależnie od tego, że badania Freuda były nierzetelne, etc., zmienił on całe podejście do człowieka, stając się tym samym prekursorem psychologii. Gdyby wtedy ktoś wpadł na idiotyczny pomysł wprowadzenia ustawy o zawodzie psychologa, która wprowadziłaby ścisłe warunki podejścia do psychiki, dzisiaj nie słyszałbyś o Skinnerze, Becku, Cialdinim i wielu innych klasykach z banalnego powodu – nie wpisaliby się w konwencję. Gdyby jakiś czas po Freudzie wprowadzić tę samą ustawę, która narzucałaby normy, stałoby się to samo – nie usłyszałbyś dziś o wielu wielkich postaciach nauki, z tego samego powodu: nie wpisaliby się w konwencję. Każdy prekursor nowego nurtu jest heretykiem względem starego – i nie jest to nic uwłaczającego nauce, przeciwnie, to jest dowód postępu. Nauki o znacznie dłuższej historii niż psychologia również zmieniają swoje doktryny, na czele z naukami ścisłymi. Mnogość podejść i nurtów, często sprzecznych, sama w sobie również o niczym nie świadczy – jest to zjawisko występujące w każdej nauce, między innymi w fizyce.

    Co oznacza, że jeden nurt jest naukowy, a inny nie? Jakie kryterium naukowości przyjmujesz, żeby tak twierdzić? Jeśli jest nim "epiryczność" (która również ma wiele nurtów metodologicznych), to Cię zaskoczę – matematyka nie jest nauką empiryczną. Czy to znaczy, że nie jest nauką? Niezrozumiałym by wtedy było, by psychologia w swojej empirii opierała się na narzędziach wypracowanych przez matematykę (statystykę i probabilistykę).

    "Czyli badania warunkowania na psach to psychologia?" – badania struktury atomu to chemia czy fizyka? A może i chemia i fizyka… i filozofia i parę innych? Badania Pawłowa stanowią kanon wiedzy psychologicznej, stanowiąc podstawy behawioryzmu – i w żadnym stopniu nie przeszkadza im to w byciu również naukową materią dyscyplin zoologicznych, etologicznych czy dowolnych innych.

  14. Michał Misiak, na jakiej zasadzie wprowadzamy w życie zasadę "astrologia to nie fizyka"? Wprowadzamy samorząd zawodowy fizyków i zakazujemy zawodu każdemu, kto mówi inaczej? Zgadzam się z tym, że każdy kto prowadzi psychoterapię powinien legitymować się wykształceniem psychologicznym lub szkołą psychoterapeutyczną. Nie wiem do czego tutaj potrzebny samorząd.

    Czy prawo powinno zakazywać terapii konwersyjnych? A nie sądzisz, że takie terapie nie zejdą do podziemia? A dlaczego państwo przede wszystkim nie zadba o to, żeby żadnej osobie homoseksualnej nie trzeba było uświadamiać w gabinecie, że homoseksualność jest normatywna?

  15. Maciej Paweł Rajewski Moja pierwsza odpowiedź na twoje pytanie była pewnym uogólnieniem.

    1. Racja.
    2. Nie zgadzam się – pacjent może życzyć sobie działań, które mu zaszkodzą. Jeżeli zażyczy sobie lobotomii, też mamy to zrobić?
    3. Dobre samopoczucie to nie wszystko :P Nie widzisz żadnego racjonalnego powodu, dla odbierania ludziom prawa do walki o dobre samopoczucie w taki sposób w jaki sobie życzą. Czy pozwolenie człowiekowi na spędzenie reszty życia (dość krótkiego) leżąc na kanapie i pakując w siebie DMT jest dla ciebie akceptowalne?

    BTW
    Nie twierdzę, że każdy problem można rozwiązać ustawą. Ten temat ruszałem już wcześniej. Warto sprawdzić poprzednie wpisy.

  16. Michał Misiak Porównanie poddawania orientacji seksualnej zabiegom terapeutycznym z lobotomią jest przesunięciem kategorialnym. W pierwsze, w przypadku homoseksualizmu masz wolnego człowieka, który dąży do zmiany swojej orientacji, której powodzenie nie zmienia jego podmiotowości, ergo: ciągle pozwala podejmować świadome decyzje (w tym podjęcia działań cofających skutki poprzednich). W przypadku lobotomii masz świadome działanie dążące do zmniejszenia świadomości, ergo: niemożności podjęcia racjonalnej decyzji po fakcie. Po drugie – jest różnica w przyczynach podjęcia obu zabiegów: w przypadku homoseksualizmu jest to wola ukierunkowana na poprawienie dobrostanu (zatem też zdrowia psychicznego), pogodzenia swojej orientacji ze swoją tożsamością etc., w przypadku nieuzasadnionej, dobrowolnej lobotomii jest to pozbawiona celu wola ukierunkowana na pogorszenie stanu zdrowia. Po trzecie – odwołując się do zdrowego rozsądku – masa ludzi chce zmienić swoją orientację (w dominującej większości właśnie z homo- na heteroseksualną), zaś osoby chętnej do leukotomii bez uzasadnienia nie znajdziesz.

  17. Piotr Xeos Moszczeński
    "A dlaczego państwo przede wszystkim nie zadba o to, żeby żadnej osobie homoseksualnej nie trzeba było uświadamiać w gabinecie, że homoseksualność jest normatywna?"
    Dwa pytania:
    1. W jaki sposób państwo miałoby to zrobić?
    2. Co miałoby wyniknąć z tej świadomości, bo chyba nie nagły przypływ szczęścia?

  18. Bartosz Szymczak, przypominam, że zgodnie ze stanem naszej wiedzy zmiana orientacji seksualnej nie jest sposobem terapii w przypadku orientacji egodystonicznej. Terapie konwersyjne zostały potępione przez APA w 2009 r.
    Maciej Paweł Rajewski, na przykład prowadząc efektywną i powszechną edukację seksualną w szkołach. Myślę, że taka wiedza nieco ułatwiłaby budowanie młodym homoseksualnym spójnej tożsamości, a i percepcja społeczna byłaby ciut inna.

  19. Piotr Xeos Moszczeński Przypominam, że zgodnie ze stanem naszej wiedzy, którą gromadzimy od wielu lat, zmiana orientacji seksualnej jest możliwa, prowadzona z zadowalającą skutecznością (nawet 60% przypadków zmienia orientację) oraz opisywana, choć bardzo skromnie, w podręcznikach starszych i współczesnych. Wyniki badań się nie zmieniają. Jedyne co się zmieniło to podejście: dawniej próbowano również metod neurochirurgicznych (z powodzeniem), współcześnie ogranicza się do metod behawioralnych. Ponadto objęto problem formą tabu, wprowadzono nieformalny zakaz prowadzenia i publikowania takich badań, a przy opisywaniu dotychczasowych, określa się je mianem skandalicznych "skoro homoseksualizm nie jest chorobą". APA nie jest wyrocznią przedstawiającą obiektywne prawdy, tylko organizacją, która wyraża subiektywne przekonania jej członków, mniej lub bardziej inter-. Do niedawna sama określała homoseksualizm chorobą, przestałą go tak klasyfikować w ogromnej mierze pod wpływem lobbingu, a wkrótce również może zmienić zdanie, co do jakichś dotychczasowych jednostek klinicznych i tworzyć nowe (co z resztą robi). Nie uważam, że orientacja seksualna jest czymś, z czym trzeba lecieć na terapię, ale jeśli ktoś ma taką ochotę, czuje taką potrzebę, to nikt nie ma moralnego prawa mu tego zabronić.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ