UDOSTĘPNIJ

W ostatnich latach poziom produkcji i przemysłu w gospodarce europejskiej drastycznie spada. Już dzisiaj ponad 60% tej gospodarki stanowią szeroko rozumiane usługi, takie jak poradnictwo, konsulting, analityka i wszelkiego rodzaju praca intelektualna oparta na szumnym haśle „gospodarki wiedzy”. Problem jednak jest taki, że ten wymyślony w latach 80 ubiegłego stulecia kolos stoi na glinianych nogach. Dlatego dzisiaj musimy się zastanowić czy jest możliwe, a jeżeli tak to czy należy to zrobić, cofnięcie się do gospodarki industrialnej w nowoczesnym wydaniu i przy użyciu najnowszej techniki i informatyki? Ale po co?

Pierwszym powodem jest to, iż „rewolucja błękitnych kołnierzyków” wyprodukowała nam tysiące socjologów, psychologów, prawników i politologów. Jako przedstawiciel jednego z tych zawodów, powiem wprost: większość moich kolegów nazywa się humanistami z jednego tylko powodu, mianowicie takiego, że nie potrafią oni dodać dwa do dwóch, a już żeby rozwiązać równanie z jedną niewiadomą stanowi prawdziwe wyzwanie. Ale przecież oni nie muszą bo są „humanistami”. Efekt jest taki, że znaczna grupa tych „humanistów” nie odnajduje się na rynku pracy, gdyż są po prostu słabymi fachowcami z swojej dziedziny wiedzy, wcześniej skończyli najczęściej Licea Ogólnokształcące więc ogólnie potrafią wszystko ale jedynie ogólnie. Nikt ich nie chce zatrudnić! Oczywiście mogliby znaleźć pracę na taśmie produkcyjnej, jednak nie bardzo jest czego! Bo Europa miała tworzyć kadry zarządzające, menedżerów i prawników, prowców i marketingowców, a nie pracownika linii, mechanika czy hutnika. To już nie było dla nas tym mieli zająć się Chinole, Hindusi i Ci w ręcznikach na głowie. I się oczywiście zajęli.

Społeczeństwo Chińskie wyniszczone przez skrajny komunizm nie posiadało, poważnych kadr zarządzających ani nawet tych „humanistów”. Byli gotowi podjąć się każdej pracy, za każdą stawkę – nawet za legendarną miskę ryżu. I tutaj czas na kolejną dygresję, kto im dawał tą miskę ryżu i zatrudniał te mityczne 10-cio letnie dzieci? Otóż głównie Europejczycy, którzy poprzenosili tam swoje fabryki. Nie chcieli w ten sposób traktować własnych dzieci, żon i matek, więc zafundowali to Chińczykom. Jednak Ci jak zwykle zresztą w historii z pokorą znieśli te warunki i pracowali. Pracowali a nie myśleli nad kolejną romantyczną rewolucją. Dzisiaj ten pozytywizm Chińczyków dale im prymat pierwszeństwa w świecie – posiadają taką ilość pieniędzy, że są w stanie wykupywać długi największych gospodarek cywilizacji zachodniej, inwestują w mniejsze kraje, takie jakby chociaż Kuba i w pośredni kolonizują je gospodarczo a w przyszłości i politycznie. Na własne życzenie jesteśmy świadkami nowego kolonializmu i budowy wspaniałego imperium. Sami na to pozwoliliśmy siadając na laurach i tworząc „społeczeństwo wiedzy”.

Opisany wyżej wymiar odnosi się do tego co „na zewnątrz” i poza granicami UE i USA, jednak tak ważne w efekcie tego co się dokonało. Jednak jest jeszcze wymiar tego „co wewnątrz”. Więc Po drugie Europa zachodnia wyprowadzając przemysł doszła do wniosku, że jeżeli stworzyli ponadspołeczństwo to i w ramach tej wspólnoty nie przystoi im myć naczyń w restauracjach, sprzedawać Fast foodów czy naprawiać zepsutych samochodów. W ten sposób otwarła się na emigrację z krajów biedniejszych, których obywatele chętnie będą te prace wykonywać. Nie było żadnego problemu do czasy gdy hot-doga Johnowi podawał Janek a piwo Helmutowi nalewała Dobrawa. Jednak po czasie pojawił się Albul i Mehmet, przywieźli z sobą swoją kulturę i swoje zwyczaje, a w miarę jak było ich coraz więcej zaczęli czuć siłę. Teraz i oni zakładają błękitne koszule i oni wymagają by traktowa ich tak samo. I mają rację, bo bardzo często swoją pozycję zawdzięczają własnej pracy i poświęceniu, które odbywało się w okolicznościach lenistwa i pychy Europejczyków. Oni zapracowali na swój dobrobyt w przeciwieństwie do kolejnego pokolenia Johna, który odcina kupony od tego, że kiedyś zapracował na to jego dziadek, a nie ma świadomości że worek z pieniędzmi się kończy i dla syna Johnego może nie wystarczyć. I wtedy jego syn będzie sprzedawał Abdulowi kebaba, a Mahmetowi lał kawę.

Żeby była jasność, powyższe słowa nie są wyrazem niechęci do obcokrajowców. Są raczej słowami przerażania, iż staliśmy się bezrefleksyjnym i konsumpcyjnym społeczeństwem, które kalkuluje jedynie na „tu i teraz” a nie na dzień, a co dopiero kolejny rok czy wiek do przodu. Jesteśmy gnuśni i leniwi a to ostatni dzwonek by zastanowić się co możemy z tym zrobić.

W moim odczuciu musimy zakończyć rewolucję „błękitnych kołnierzyków”, przestać produkować tysiące kolejnych magistrów, których dyplom jest wart tyle ile papier, na który został wypisany. Oczywiście, że nie oznacza to całkowitego wstrzymania studiów, jednak musimy przekserować naszą edukację i mentalność. Nie potrzebujemy 60% menedżerów, 20% speców od marketingu i 20% pracowników średniego i niższego strzebla. Te proporcje powinny wyglądać całkowicie odwrotnie. Gdy przywrócimy Europie jej przemysł, produkcję – nawet tą najprostszą – to setki moich rówieśników znajdą zatrudnienie, to zaś pozwoli nam odbudować potencjał finansowy a w efekcie gospodarczy. Kolejne pokolenia będą mogły się kształcić i rozwijać by przede wszystkim konkurować z innymi gospodarkami świata. Musimy się zacząć uniezależniać od Azji i nie pozwolić na dominację Ameryki Południowej. Jednak by tak się stało najpierw musimy zrozumieć, że świat, który znamy nie jest miejscem wspaniałej koegzystencji a areną, musimy odrzucić myślenie historyczne o Europie jako „kolebce cywilizacji” (które zresztą jest nieprawdziwe). Możemy działać zgodnie z naszymi zasadami uczciwości konkurencji, szacunku do drugiego człowieka i praw jednostki, jednak musimy też mieć świadomość, że nie każdy je uznaję bo nie są to wartości uniwersalne! I by mogły one dominować najpierw musimy zacząć ponownie się liczyć. Pytanie jest niestety bardzo ponure, czy już nie jest za późno….

Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas
UDOSTĘPNIJ
Poprzedni artykułList otwarty w sprawie legalnego posiadania broni palnej robi furorę w sieci
Następny artykułFrancuski komik za kratami. Kpił z „Charlie Hebdo”
Dariusz Szczotkowski

Wiceprzewodniczący krajowej struktury FMS. Działacz SLD – bardziej aktywista niż aparatczyk. Znany jako Rurkowiec. Socjolog. Zainteresowany polityką społeczną i rozwojem obywatelskim. Mocniej czerwony niż tęczowy.

Zobacz również