UDOSTĘPNIJ
fot. youtube

Homoseksualizm w piłce nożnej jest tematem tabu. Mogłoby się wydawać, że nie występuje ani na boisku ani na trybunach, jednak – choć o tym się nie mówi – prawda wygląda zupełnie inaczej.

Jeśli przyjrzeć się historii tej dyscypliny, to naprawdę trudno znaleźć piłkarza otwarcie przyznającego się do bycia gejem, który grałby w jednej z najsilniejszych lig europy. Wskazanie takiego, który byłby gwiazdą, jest w zasadzie niemożliwe.

Wynika to głównie z obaw przed reakcją kibiców. Ujawnienie mogłoby nie tylko zesłać na piłkarza falę hejtu ale i znacznie obniżyć zyski sponsorów.

Homoseksualizm w piłce jednak istnieje zarówno na boisku jak i na trybunach. Do bycia gejem przyznał się ostatnio jeden z zadeklarowanych legionistów, który na mecze chodzi od ponad 30 lat.

– Może nie uważam za najbardziej rozsądne, by chodzić na trybuny tam, gdzie są ci bardziej radykalni kibice, często związani z grupami, które nie są przyjazne środowisku LGBT. Natomiast na innych trybunach, no cóż, nikt tam nikomu nie zagląda – tłumaczy

Co więcej wyznał, że na mecze chodzi razem z partnerem

– Początkowo nie był tym zainteresowany, ale go przekonałem. Przez wiele lat mieliśmy karnet – czyli zajmowaliśmy te same miejsca, na każdy mecz sezonu. Jestem przekonany, że nasi sąsiedzi na trybunie domyślili się co nas łączy, ale nie było negatywnej reakcji. Nie wiem, może gdyby zamiast nas przyszła osoba bardziej przegięta… […] Taka, co do której można z dużym prawdopodobieństwem stwierdzić jej orientację – np. po jej głosie lub ubiorze. Wtedy może byłaby jakaś reakcja. Ja z moim partnerem wyglądamy na tym stadionie jak normalni ludzie, ubrani jak kibice. Nie odróżniamy się od innych i świadomie przyjęliśmy ten styl. –  dodaje
–  To, co mnie jednak martwi, to że obserwuję od kilku lat infiltrację środowiska kibicowskiego przez grupy, które są wprost homofobiczne, skrajnie prawicowe – związane nie tylko z nacjonalistami, ale i z neofaszystami. Widać ich symbolikę na flagach, jak trupie główki Totenkopf. Coraz częściej też widzę krzyż celtycki na wlepkach. […] Razem z moim partnerem przenieśliśmy się na trybunę (z „żylety” – przyp. red.), gdzie lepiej ogląda się mecz. Poza tym nie chcieliśmy być tego częścią – wiesz, przychodzisz na swoje miejsce, a tam leży kartonik do oprawy i nigdy nie wiesz, co on stworzy po podniesieniu do góry. Czasami to mogą być jakieś powstańcze akcenty, ale równie dobrze możesz tworzyć wielki napis „Zakaz pedałowania”, jaki kiedyś widziałem w Krakowie. – mówi kibic.

źródło: vice

Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas

Zobacz również