UDOSTĘPNIJ

Modnie jest krytykować lewicę, zwłaszcza teraz, gdy jest tak żałośnie słaba w Polsce. Zmasowany atak na urojone ?lewactwo? (wszystkich, którzy tego terminu tak chętnie używają, odsyłam do słownika) dotyczy nie tylko postulowanych przez lewicowców zmian społecznych, obyczajowych, ale także ekonomicznych. W Polsce właśnie wyrosło pokolenie, które uznało, że nie będzie pracować na ?nierobów?, którym nie chce się pracować, oszczędzać i być kreatywnym. Oni sami na wszystko zapracują, będzie ich stać na prywatną opiekę lekarską, czesne dla dzieci w renomowanych szkołach prywatnych, a jak stracą pracę? Ups, no właśnie, to też moi drodzy liberałowie może się Wam przydarzyć. I co? Że niby będziecie mieć oszczędności? Daj Wam Boże, o ile zdążycie je sobie zgromadzić i o ile będziecie mieli z czego.

Przejdźmy jednak do meritum. Ostatnio na łamach naszego portalu ukazał się artykuł Macieja Skoczka z Koła Myśli Konserwatywno ? Liberalnej pt. ?Dwa podstawowe błędy socjalizmu? Pozwolę sobie odnieść się do niego i opisać kilka podstawowych błędów autora.
Po pierwsze, w tytule mamy socjalizm, ale to o czym tekst traktuje socjalizmem wcale nie jest. Socjalizm to mieliśmy w PRL ( i to nawet ?realny?), ogólnie w bloku wschodnim przed rokiem 1989. Socjalizm mamy na Kubie i w Wenezueli, i w jeszcze paru innych miejscach na świecie, gdzie jest on pozostałością po zauroczonych marksistowską wizją gospodarki niegdysiejszych elitach tych państw. To co obecnie mamy w większości państw Zachodu to kapitalizm. Upadł socjalizm ? przyszedł kapitalizm, sprawa zamknięta? Czy aby na pewno?

To, że upadł realny socjalizm, to nie znaczy, że mamy dżumę leczyć cholerą i że wszystko w tym systemie było złe. On upadł, bo był niewydolny gospodarczo, bo nie było wolnego rynku. Wolny rynek jednak nie musi oznaczać dzikiego, nieokiełznanego kapitalizmu, w którym przetrwają tylko najsilniejsi. Są inne rozwiązania postulowane nie przez socjalistów, a socjaldemokratów. Jest kapitalizm skandynawski łączący wolność gospodarczą z wysokim stopniem interwencjonizmu państwowego, redystrybucji dóbr ( nie tylko dla najbiedniejszych, dla bogatych też) i innowacyjnością gospodarki, również dzięki protekcji jaką państwo daje ludziom mającym głowę na karku i potrafiącym wymyślać i wprowadzać w życie nowinki techniczne. Jest niemiecki ordoliberalizm, który opierając się na katolickiej nauce społecznej widział w pracowniku coś więcej niż tylko maszynę do zarabiania pieniędzy dla szefa. Popierał ograniczoną interwencję państwa w gospodarkę tam, gdzie było to konieczne do jej sprawnego funkcjonowania i do przeciwdziałania monopolom i oligopolom. Jest też Republika Czeska, której losy podobne były do polskich, jednak po przemianach ustrojowych nie zastosowała terapii szokowej, nie oddała za bezcen majątku narodowego w prywatne ręce i nie stwierdziła, że odtąd ludzie mają być zdani wyłącznie na siebie. Z tego co się orientuję, poziom życia w Czechach jest na poziomie Grecji, czy Portugalii, a więc sporo wyższy niż w Polsce.

Autor raczył też wspomnieć, że na szczęście, ludzie na się budzą i popierają przemiany w duchu kapitalizmu ( tego dzikiego, któremu autor hołduje). Cóż, jakoś mi się nie wydaje. Zachodni Europejczycy cenią sobie swoje państwa dobrobytu, w których pomimo kryzysu, ciągle żyje się lepiej niż w ?antylewackiej? Polsce, czego dowodzą chociażby najpopularniejsze kierunki migracji w Europie. I jeśli jest ktoś kto chce prawa dżungli w gospodarce to chyba tylko ci, którzy z racji młodego wieku nie pamiętają ilu ludziom życie zniszczyły reformy Leszka Balcerowicza.

Zobacz również