UDOSTĘPNIJ

Sens pierwszej tury jest zupełnie inny niż drugiej. W pierwszej wyborcy z natury rzeczy, dokonując jakiegoś wyboru, popierają kandydata, z którym się niemal w pełni utożsamiają albo nie głosując – demonstrują emocje, a raczej swe pretensje i niezadowolenie. W drugiej turze wybieramy najczęściej wariant bliższy naszemu pierwotnemu wyborowi, bądź równie często głosujemy przeciw któremuś z kandydatów.
Zarówno pierwszy jak i drugi wybór, pomimo częstego poddawania nas zabiegom mającym wpływać na emocje, są oparte na przesłankach racjonalnych – koniec końców decydując się na cokolwiek lubimy sobie to uzasadniać – tak również jest z poparciem danego kandydata.
Oceniając kampanię prezydenta w pierwszej turze można by szumnie rzec, że duma kroczy przed upadkiem. Pierwszą turę prezydent wyjątkowo wyraźnie przegrał pod względem socjotechnicznym – jak widać na załączonym filmiku – zbyt często czerpie wzorce z PRL-owskich dygnitarzy, co skutkuje tym, że jego dotychczasowa retoryka, w tym nawołująca do zgody, zbankrutowała (B. Komorowski na wiecu). PBK wręcz z wrodzoną zdolnością zbudował wizerunek, którego odbudowa, czy nawet przebudowa w ciągu tych kilkunastu dni jest wręcz niemożliwa, nawet przy udziale najlepszych speców od marketingu politycznego. Po prostu, w oczach wielu wyborców nie jest w stanie w żaden sposób się uwiarygodnić, a wystąpienie z nagłą, pochopnie ogłoszoną propozycją przeprowadzenia referendum dot. JOW tylko podburzyło drugi filar jego hasła i kandydatury, czyli przewidywalność.

Prezydent w popłochu zareagował, próbując zebrać jakiś wiatr poparcia wśród niezadowolonego elektoratu Kukiza, jednak kurz po wybuchu „Kukizobomby” już dawno opadł, niewiele z niego pozostało i tak naprawdę mógłby się już tylko przymierzać do jego zamiatania.
(„budzikowy” spot Kukiza).

Marne pocieszenie dla prezydenta stanowi fakt, iż z pewnością zyska poparcie twardego elektoratu PO i skrajnie negatywnego elektoratu PiS wśród wyborców lewicowych.

Działania PBK można by więc opisać przy pomocy jednego dosadnego bon motu – jak nie idzie, to nie idzie!

*****

Duda zbudował sobie pewien autonomiczny, „ugładzony” wizerunek.
Jednocześnie nawoływanie do głosowania na „Polskę racjonalną” w opozycji do tej „radykalnej” na niewiele się zda i niejako rykoszetem uderza w obecnie urzędującego prezydenta.

W dodatku wygrana w pierwszej turze wykrzesała z Andrzeja Dudy i jego sztabu nowe siły. Na pierwszy rzut oka widać, że jego zaplecze dba o to, by nie ulec samozadowoleniu, a jednocześnie mają oni świadomość, że kampania idzie po ich myśli, często nawet bez ich udziału.
W drugiej turze ogromne znaczenie odgrywa elektorat negatywny, a to przykładając odpowiednią miarkę przekłada się na niekorzystny dla obecnego prezydenta wniosek – zsumowanie elektoratu, który w pierwszej turze oddał głos przeciw Komorowskiemu nie najlepiej mu wróży i sprowadza się do konkluzji, że masa wyborców skłonna jest poprzeć Andrzeja Dudę byleby tylko pożegnać obecnie urzędującego prezydenta.
Tutaj należy zwrócić uwagę na fakt, że w toku ostatnich dwóch miesięcy sam prezydent  – w odróżnieniu od swego kontrkandydata – swoimi kompromitującymi „występami” skutecznie nie tylko pomnożył swój elektorat negatywny, ale również co rusz daje mu powody do mobilizacji.

Może się mylę i za wcześnie to przesądzam, ale wydaje mi się, że trend jest już raczej nie do odwrócenia. Na dzień dzisiejszy szala zwycięstwa przechyla się na stronę Andrzeja Dudy. Jedyna nadzieja dla prezydenta, to jakiś kardynalny błąd popełniony przez Dudę. Wiele zależy od debat, które jeszcze przed nami, dlatego ciężko przesądzać zwycięstwo Dudy. Jeśli jednak ustrzeże się błędu, to ma bardzo duże szanse na wygraną.

(warto zwrócić uwagę na linki do filmików zawarte w nawiasach, po kliknięciu otwierają się w nowym oknie)

Zobacz również