UDOSTĘPNIJ
fot. youtube

Janusz Korwin-Mikke jest znany ze swojej niechęci do szkół koedukacyjnych. Zdaniem polityka, ich wprowadzenie to celowe działanie mające na celu zaniżenie poziomu.

– W polityce zawsze ludzie będą spierać się o młodzież i jej wychowanie. Niestety, teraz nie wychodzi to najlepiej. Rodzinom odebrano możliwość wychowywania dzieci, szkoła także się dziećmi nie zajmuje.
Należy zlikwidować koedukację. Poziom szkół koedukacyjnych jest znacznie niższy niż szkół żeńskich i męskich. Moim zdaniem jest to celowa robota, po to, by poziom szkół był niższy, by ludzie byli głupsi.
Opowiadamy się za prywatyzacją. Firmy prywatne działają lepiej niż państwowe, szkoły prywatne również byłyby lepsze. Niestety, jest to obecnie niemożliwe, dlatego proponujemy kompromisowe rozwiązanie, jakim jest bon edukacyjny. – tłumaczy JKM. Czym jest bon edukacyjny?

– (…) bon edukacyjny służy do przekonania ludzi wierzących w dobroczynność finansowania przez państwo. Gdy po roku ludzie przekonają się, że ćwierć do bonu dołożyła, a połowa dostała tyle samo, ile zapłaciła w podatku, to większością 3/4 przejdziemy do normalności.. Oczywiście „bon” (1/N obecnych wydatków na oświatę – gdzie N to liczba dzieci) będzie przysługiwał tym samym, którzy dziś mogą korzystać z „bezpłatnej oświaty” – wyjaśnił.

To jednak nie wszystko. Zdaniem Korwina, gdyby szkoły nie były koedukacyjne, to ludzie nie wierzyliby w dziurę ozonową.

(Gdyby chłopcy i dziewczynki uczyły się osobno to – przyp. red.) po prostu znałyby fizykę i np. nie uwierzyłyby w „Dziurę ozonową”, „antropogeniczne GlObcio”…
A mówiącym, że rodzice będą źle edukowali dzieci przypominam, że nadal nie istnieje Ministerstwo Aprowizacji Narodowej, nadal rodzice karmią dzieci, czym chcą. Przecież jedzenie jest ważniejsze od edukacji – i nie słyszymy o dzieciach zagłodzonych lub otrutych. – wyjaśnia

Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas

Zobacz również