UDOSTĘPNIJ

Co z tą religią w szkole? Finansować czy nie finansować? Czy powinien za nią płacić Kościół czy Państwo czyli, każdy z nas również niewierzący? Z jednej strony logiczny jest argument racjonalistów, że Katecheza to przekazywanie systemu poglądów i nie każdy może sobie tego życzyć. Jednak wtedy na myśl przychodzi historia, która również w swoim programie nauczania serwuje raczej jeden, „słuszny” pogląd na proces dziejowy. Czy za lekcje historii powinni na równi płacić Ci, którzy nie zgadzają się z np. oficjalną ocena PRL? Jeżeli przyłożymy do tego pytania argumenty przeciwników religii w szkole będziemy musieli uznać, że lekcje historii powinny opuścić szkolne sale. WOS, Język Polski czy Wiedza o Kulturze niestety również.

 

Kolejnym podnoszonym argumentem jest to, że nauczanie religii w szkole jest niedemokratyczne. Podnosi go np. znany skrajnie lewicowy publicysta Piotr Szumlewicz. Zatem ja muszę zapytać, co jest niedemokratycznego w tym, że w publicznej szkole przekazuje się wiedzę i poglądy systemu religijnego, do którego przyznaje się lwia część społeczeństwa? Jeżeli większość deklaruje się, jako katolicy to instytucje publiczne dostosowuje się do wymogów większości. No tak, ale za chwilę usłyszę argument, którym niegdyś i ja za często szafowałem: „Demokracja to rządy większości z poszanowaniem praw mniejszości”. A Arystoteles obraca się w grobie. Demokracja to rządy większości sprawowane w jej interesie. Ergo większość ma w interesie nauczanie jej religii. Rządy ludu w interesie dobra wspólnego to politeja a w tej niestety nie żyjemy. Zanim się zacznie operować jakimiś pojęciami należy je zrozumieć, i nawet, jeśli ktoś wspomni mi o „demokracji nowożytnej” nie zmienia to diagnozy antycznego filozofa.

 

Następnie weźmy pod uwagę tłumaczenie, że szkolna Katecheza to zerwanie z zasadą świeckości Państwa. Problem w tym, że państwo Polskie wspomaga finansowo nie tylko Kościół Katolicki. Chociażby okryta złą sławą Komisja Majątkowo dotyczyła również Gmin Żydowskich i Kościołów Protestanckich. W instytucjach państwowych i ich organach np. wojsku funkcjonuje Ordynariaty Prawosławny czy Ewangelicki. Państwo dokłada do remontu zabytków sakralnych różnych wyznań.
Tak, więc za równo finansowo jak i w dostępie do kultu religijnego państwo wspiera nie tylko katolików. To, że Kościół Katolicki otrzymuje dużo więcej środków publicznych i innych form wsparcia niż inne kościoły i związki wyznaniowe wynika tylko z tego, że katolików jest po prostu najwięcej – i wracamy do argumentu „demokratycznego”.

 

Niestety, ale środowiska przeciwne religii w szkole używają łatwych do obalenia argumentów. Ja również nie jestem jej zwolennikiem jednak z zupełnie innych powodów. W moim przekonaniu istnienie Katechezy szkolnej po prostu szkodzi religii. Kościół upiera się przy niej przede wszystkim ze względu na pensje Katechetów, które stanowią zysk dla całej instytucji.  I w zasadzie, można się spierać czy jest to moralne czy nie, jednak trudno zakwestionować pogląd, że jest to po prostu naturalne. W warstwie instytucjonalnej, administracyjnej czy ekonomicznej Kościół nie różni się niczym innym od innych podmiotów uczestniczących w naszym życiu publicznym. Górnicy chcą 13-stek, nauczyciele podwyżek, lekarze lepszych kontraktów i nikt wtedy nie krzyczy o tym, że zachłanni z nich dranie i tacy „wyposzczeni”. Po prostu chcą lepiej zarabiać, dziwne to? Jednak istnienie Katechezy upaństwawia religię – czyni z niej element państwowości a przecież o ile religia może być społeczna nie powinna być państwowa. Jest raczej przeżyciem z jednej strony indywidualnym – jak mistyczne doświadczenia religijne z drugiej zaś społeczno-kulturalnym gdzie za przykład można podać udział w mszy świętej, jasełkach bądź rodzinnej konsumpcji wieczerzy wigilijnej. Udział w tych wydarzeniach jest jedynie kwestią wyboru i nic nikomu do tego. Chociaż na marginesie przyznam, że znam takich co to mówią „Taki z niego komunista a z koszyczkiem to pójdzie!”. A to mało komunistów dzieci chrzciło? – chciałoby się powiedzieć- ale po co? Idę z koszyczkiem bo tak chcę, bo mnie tak wychowano, bo czuję przywiązanie do tradycji i kij wam do tego, najlepiej w oko. Wracając do Katechezy szkolnej. Religia się upaństwawia religizując przez to państwo. Dzieciaki w szkole, nawet te nieprzychylne edukacji, uznają że to co w szkole to tak jest. I że jak ksiądz powie, że aborcja to zabijanie to tak jest i już. (Ciekawe, że jak mówi, że w gumce nie można to aż takiej oczywistości nie wzbudza). I w ten właśnie sposób, religizując to państwo Kościół sam sobie szkodzi stając się jego elementem. A przecież chociażby w octowo-esbeckich czasach, była antagonizmem państwa, czymś co pozwalało na sprzeciw, wiarę w większe wartości i dawało jakąś nadzieję. A dziś? Jeśli jednego arcybiskupa widzi się z premierem a drugiego z prezesem to religia nie daje alternatywy. Zwiększa poczucie opresyjności systemu. I dochodzimy do tego, że dziś burząc się przeciw aparatom państwa sprzeciw wobec religii staje się modny i normalny, taki bardzo anarchoindywidualistyczny. Efekt, a no coraz mniej osób na mszy a więcej w Nju Ejdżach czy innych Niebach – jeżeli ktoś uzna, że właśnie wyśmiewam się z ruchów alternatywnej duchowości to nawet ma trochę racji. Bo jakoś bardziej przemawiają do mnie ugruntowane systemy zakotwiczone w społeczeństwie, niż takie tam czary mary. Ale jeśli chcesz to możesz sobie i dzwon Zygmunta u ….nosa uczepić, mnie to rybka bylebyś mi wigilii nie wypominał.
Efekt jest jeszcze jeden otóż taki, że posłom nauczonym religii w szkole wydaje się, że ksiądz biskup to dalej taki nauczyciel. I w tym nawet nic dziwnego, że go słuchają (tak, tak argument „demokratyczny”) dziwne jest jednak to, że człowiek z powołaniem – czy do duchowości czy do mamony, nie wnikam bo są tacy i tacy  – nagle chce politykować. Co to oznacza, ponownie szkodzi religii upaństwawiając ją, mieszając w polityczne spory a przez kolejne nakazy i zakazy jakie chce na kanwie swojej ewangelizacji wprowadzić do prawa, ponownie ją obrzydza.

 

Podsumowując wydaje mi się, że nikt tak wiele złego nie zrobił religii katolickiej jak hierarchowie, którzy na siłę wpychają ją do sejmu, do szkoły, do łóżka, do sklepu (zamkniętego w niedzielę), przez co tworzą z niej agresywne narzędzie państwa. A po co? Jezus raczej dawał okupowanym przez Rzymian Żydom nadzieję będąc z ludem i dla ludu a nie pchał się do senatu. A teraz retorycznie zapytam, kto wygrał :) ?

 

Zobacz również