UDOSTĘPNIJ

Problem ze Stanami Zjednoczonymi to nie jest kwestia tego czy innego prezydenta (a już na pewno nie z duopolu Demokraci – Republikanie), ani tego w imię jakich „wartości” i z kim dany prezydent będzie bombardował ludność cywilną. Dla oceny roli USA na świecie, jest bez znaczenia czy mordowani są Sunnici, Serbowie czy Filipińczycy.

To co decyduje o konieczności bycia (co najmniej) „nieamerykańskim” to fakt, iż obywatele USA opierają swój poziom życia na niespotykanej w historii eksploatacji biedniejszych narodów. Aby zrozumieć skalę tego procederu, należy zdać sobie sprawę, że blaknie przy tym nie tylko Cesarstwo Rzymskie, ale także, niedoścignione w swoim czasie, Imperium Brytyjskie.

Czasami zastanawiamy się, na ile dotyczy to także Europy, ale Stary Kontynent utracił tą pozycję niedługo po II wojnie światowej (kryzys sueski był momentem przełomowym) i obecnie jest raczej klientem Waszyngtonu oraz odcina kupony od ery kolonializmu poprzez potencjał produkcyjny, tańsze surowce czy zaawansowanie technologiczne. Nie umywa się to jednak do USA, którego flota pilnuje „interesów” na… całym globie! Nie chcę przez to powiedzieć, że popieram trzecioświatowy maoizm, ale trzeba być istotnie ślepym by nie widzieć, że poziom życia amerykańskiego konsumenta odzwierciedla biedę Kolumbijczyków, Somalijczyków czy Arabów pod reżimem Saudów.

Wobec tego mam problem np. z takim Bernie Sandersem, który obiecywał Amerykanom więcej socjalu bo wiem, że ten socjal miałby źródła w łupieniu kolejnych ludów na świecie. Zgodnie z wymogami kapitalizmu – imperium nie może cofnąć się do wcześniejszego poziomu eksploatacji, musi się rozwijać. Dlatego trzeciorzędną dla oceny USA pozostaje kwesta poziomu życia ich obywateli.

Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas

Zobacz również