UDOSTĘPNIJ

Z niemałym niepokojem obserwuję jak na przestrzeni 25 lat polska polityka dąży do punktu gdzie każdy, nawet największy idiota, może stać się autorytetem jeśli tylko opluje, skrytykuje a najlepiej głośno zwyzywa obecnie rządzących lub politycznych przeciwników. Polska polityka stała się po prostu cyrkiem dla motłochu gdzie najważniejszym atutem polityka stał się zasób zarzutów a argumentami stały się bydlęce okrzyki na spotkaniach przeciwników politycznych.

Jakby nie patrzeć na lata 90. i ówczesną politykę, która nie była wolna od przekrętów to z bardzo nielicznymi wyjątkami by w tamtych czasach zrobić karierę polityczną trzeba było przede wszystkim coś sobą reprezentować, zacząć od czegoś konkretnego, od poruszenia na łamach, któregoś z renomowanych pism, jakiegoś poważnego problemu trapiącego polskie społeczeństwo i zaoferować racjonalne rozwiązanie, które miało szanse na realizację. Polityczni wariaci (jak partia Rewińskiego) byli jedynie dodatkiem, regionalnym folklorem, który bawił społeczeństwo w przerwach reklamowych między jedną dyskusją polityków a kolejną debatą publicystyczną. Nikt nie brał ich na poważnie, po prostu sobie byli i bawili.

Zdaje się, że tamte czasy z ich kryteriami dot. polityków minęły bezpowrotnie bo żeby dzisiaj zostać autorytetem i stać się jednym z popularniejszych polityków wystarczy wdać się po pijaku w bójkę z policją albo zawiesić na krzyżu kiełbasę. Jednym z najłatwiejszych sposobów by włączyć się w dzisiejszą polską politykę jest jednak nieustanne i najlepiej wulgarne jeżdżenie po obecnym obozie władzy bez względu na to czy rządzący robią coś źle czy dobrze, czy oskarżenia mają jakieś podstawy czy są zwykłymi pomówieniami, i czy wreszcie oskarżający jest lepszą alternatywą czy może cholerą, która chce wyleczyć dżumę. Zysk dla państwa w tym żaden ale kolejne upośledzone mentalnie jednostki i tłumy ich wyznawców mogą czerpać ze swoich „5 minut”.

Najgorsze w tym wszystkim jest chyba jednak to, że większość ludzi łyka jak młode pelikany te wszystkie nierealne obietnice, które najczęściej z rzeczywistością mają niewiele wspólnego.

Nie wiem z czego to wynika, czy z frustracji społeczeństwa czy może ze zwykłego powszechnego zidiocenia Polaków, którzy nie szukają już u polityków takich zalet jak racjonalność i ogólna zdolność do władzy. Wszak politycy nie spadają nam z nieba, nie są przysyłani przez obce cywilizacje pozaziemskie tylko dorastają i wychowują się wśród nas, uczą się w tych samych szkołach co my i wyznają mniej więcej te same wartości co my – mimo wszystko każdy kolejny polityk okazuje się złodziejem i oszustem lub po prostu oszołomem nie oferującym nic poza codziennym politycznym cyrkiem.

Nie piszę oczywiście tego wszystkiego po to by bronić obecny obóz władzy ale by zwrócić uwagę, że wszystkie alternatywy w rzeczywistości nie są alternatywami. Ci ludzie niczym się nie różnią, ich propozycje różnią się nieznacznie i wszyscy obiecują gruszki na wierzbie, które jak wszyscy wiemy nigdy nie wyrosną.

Czy jest jakieś realne rozwiązanie? Nie ma, przynajmniej ja go nie widzę bo jednych idiotów przy korycie zastępujemy jeszcze większymi idiotami. Już dawno temu doszedłem do wniosku, że jesteśmy po prostu narodem idiotów, którzy wybierają idiotów do rządzenia i każdy nowy dzień mnie w tym przekonaniu utwierdza.

Bądź na bieżąco z moimi wpisami. Kliknij Lubię to!